Bletchley miała jakieś pojęcie o zwierzętach, roślinach. Może nie potrafiła ich hodować, ani jednych, ani drugich, jednak sporo czasu spędziła na nauce o wszystkich procesach zachodzących w przyrodzie, odpowiednią ilość czasu poświęciła na naukę anatomii, zaczynała od zwierząt kończyła na ludziach. To przychodziło jej całkiem lekko, zresztą nie była to jakaś tajemna wiedza, raczej bardziej podstawowa, wydawało jej się, że każdy powinien mieć w tych tematach względne pojęcie, dobrze było potrafić od siebie rozróżnić podstawowe gatunki roślin, czy zwierząt, mieć świadomość, które mogły być niebezpieczne, a które wręcz przeciwnie. Nie była może specjalistką, jednak nie była też laikiem.
- Fakt, miałam dzisiaj szczęście. - Kącik ust drgnął jej w uśmiechu, nie uniosła jednak głowy, więc Ambroise pewnie tego nie dostrzegł, ciągle wpatrywała się w ten drobny szkielet, który leżał na stole. Nie doszukiwała się w jego głosie ironii, wiedziała, że był jedną z tych osób, które faktycznie mogły docenić piękno podobnych zdobyczy. Nie narzekała, wizja zaczęła jej się klarować. Póki co była całkiem zadowolona ze swojego pomysłu, oby na koniec nic się nie zmieniło, nie zakładała, że coś może nie pójść po jej myśli (a może powinna), zwłaszcza, że nie była szczególnie biegła w tych kreatywnych działaniach, liczyła się wizja? Czyż nie, jakoś powinno udać się jej ją spełnić Na pewno będzie zadowlona... pozytywne nastawienie było ważną częścią całego procesu. Wierzyła, że w ten sposób może Matka będzie jej sprzyjać i nieco pomoże jej w tworzeniu tego arcydzieła.
Zdawała sobie sprawę, że dla Greengrassa to Mabon miało być wyjątkowe, jednak nie wypytywała go o tę część. Nie miała w zwyczaju wtrącać się w nieswoje sprawy. Nie byli przyjaciółmi, co już dawno ustalili, więc nie wydawało jej się naturalne wypytywanie o jego zmianę stanu cywilnego. Dobrze dla niego, zawsze cieplej robiło się na sercu, kiedy można było dostrzec jakieś światełko nadziei pośród tego całego zamieszania związanego z coraz bardziej jawną wojną w świecie czarodziejów. Nie powiedziała tego oczywiście na głos, wolała zostawić te myśli dla siebie.
Układała to, co udało jej się zebrać. Na Ambroisa zwróciła ponownie uwagę dopiero, kiedy dostrzegła, że przesuwa w jej kierunku część swoich zbiorów. Nie prosiła go o to, jednak to było całkiem miłym gestem z jego strony. Sięgnęła po rośliny, zaczęła je przeglądać, nie zdziwił ją jego wybór. - Dzięki. - Mruknęła cicho pod nosem, bo doceniła jego gest, nie musiał tego robić, a jednak zrobił.
Dołożyła rośliny do swojej kompozycji, powkładała gałązki w wolną przestrzeń, dzięki czemu jej dzieło wydawało się być kompletne. Na samym środku znajdowały się kości wiewiórki, resztę dopełniały rośliny. Skończyła, chyba tak? Musiała jeszcze ocenić, czy faktycznie nadawało się to do złożenia Matce, z drugiej strony chyba nie pogardzi żadną ofiarą, liczył się gest, pamięć, cała ta otoczka.
rzemiosło ◉○○○○
Sukces!
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control