05.08.2025, 19:22 ✶
Paul rzeczywiście swego czasu uwielbiał pakować się w kłopoty. Zakochanie się w mugolce, kiedy to było szczególnie niebezpieczne; badanie czarnomagicznych miejsc zbrodni, nawet gdy mógł oberwać naprawdę paskudną klątwą... to był tylko początek. Jednak potem pojawił się Henry i...Paul stwierdził, że czas zostać odpowiedzialnym, dorosłym mężczyzną. Żadnego łażenia po nawiedzonych domach i przyzywania przedwiecznych "dla żartu". Teraz był ojcem, odpowiedzialnym i mądrym (a przynajmniej do tego dążącym). A syn... on stał się dla niego całym światem.
— Wyjazd niestety bez dzieciaków — powiedział Paul. — Zresztą głupio by było robić to Henry'emu. Jest za młody, żeby cokolwiek zapamiętać z takiej wycieczki. Pojedziemy do Paryża, gdy będzie już starszy.
Paul nie wiedział dużo o rodzinie Juliana. Tylko, że byli mugolami z Chile i że Bletchley niechętnie o nich mówił. A i fakt, że przejął nazwisko żony nie mówiło pozytywnie o jego stosunku do własnych rodzicieli. Lockhart wolał też nie gdybać, kim oni byli. Nie miał takiej potrzeby, a i czuł, że nie byłoby to w porządku wobec przyjaciela. Zostawił tamten świat i teraz robił mnóstwo, by ten świat był odrobinę lepszym miejscem. Czy to właśnie nie o to chodziło?
— Zostawiamy Henry'ego u moich rodziców. Dali nam dużo wsparcia, gdy się urodził. Nigdy też nie usłyszałem od nich żadnego narzekania na to, że Christie jest mugolką. Uznali, że jest rodziną i tylko to się dla nich liczy. A młodego wprost uwielbiają. Zresztą z wzajemnością.
Ufał, że jego rodzice dobrze zaopiekują się Henrym. Zostawiał go u nich nieraz, szczególnie, gdy chłopiec był jeszcze za mały na Płomyczek. Oczywiście wiedział, że zatęskni za synkiem, gdy tylko wyjdzie z ich domu, ale nie martwił się o jego bezpieczeństwo.
Porozmawiali jeszcze dłuższą chwilę, po czym Paula wezwały do domu obowiązki. Nie mógł przesiadywać wieczorami w barach, dzisiejszy raz był wyjątkiem. Trzeba było pożegnać przyjaciela. Dlatego, gdy wstał, uściskał serdecznie Juliana Bletchleya.
— Jesteś dla mnie wzorem ojcostwa, Bletchley. Zupełnie jak jakiś starszy brat — uśmiechnął się, choć wyznanie było w zupełności szczere. — Pozdrów ode mnie Jo i dziewczynki. I... do następnego razu.
A potem poszedł. Wrócił do domu, by się spakować po raz ostatni. By po raz ostatni poczytać synkowi do snu. A to spotkanie Juliana Bletchleya i Paula Lockharta także było tym ostatnim.
— Wyjazd niestety bez dzieciaków — powiedział Paul. — Zresztą głupio by było robić to Henry'emu. Jest za młody, żeby cokolwiek zapamiętać z takiej wycieczki. Pojedziemy do Paryża, gdy będzie już starszy.
Paul nie wiedział dużo o rodzinie Juliana. Tylko, że byli mugolami z Chile i że Bletchley niechętnie o nich mówił. A i fakt, że przejął nazwisko żony nie mówiło pozytywnie o jego stosunku do własnych rodzicieli. Lockhart wolał też nie gdybać, kim oni byli. Nie miał takiej potrzeby, a i czuł, że nie byłoby to w porządku wobec przyjaciela. Zostawił tamten świat i teraz robił mnóstwo, by ten świat był odrobinę lepszym miejscem. Czy to właśnie nie o to chodziło?
— Zostawiamy Henry'ego u moich rodziców. Dali nam dużo wsparcia, gdy się urodził. Nigdy też nie usłyszałem od nich żadnego narzekania na to, że Christie jest mugolką. Uznali, że jest rodziną i tylko to się dla nich liczy. A młodego wprost uwielbiają. Zresztą z wzajemnością.
Ufał, że jego rodzice dobrze zaopiekują się Henrym. Zostawiał go u nich nieraz, szczególnie, gdy chłopiec był jeszcze za mały na Płomyczek. Oczywiście wiedział, że zatęskni za synkiem, gdy tylko wyjdzie z ich domu, ale nie martwił się o jego bezpieczeństwo.
Porozmawiali jeszcze dłuższą chwilę, po czym Paula wezwały do domu obowiązki. Nie mógł przesiadywać wieczorami w barach, dzisiejszy raz był wyjątkiem. Trzeba było pożegnać przyjaciela. Dlatego, gdy wstał, uściskał serdecznie Juliana Bletchleya.
— Jesteś dla mnie wzorem ojcostwa, Bletchley. Zupełnie jak jakiś starszy brat — uśmiechnął się, choć wyznanie było w zupełności szczere. — Pozdrów ode mnie Jo i dziewczynki. I... do następnego razu.
A potem poszedł. Wrócił do domu, by się spakować po raz ostatni. By po raz ostatni poczytać synkowi do snu. A to spotkanie Juliana Bletchleya i Paula Lockharta także było tym ostatnim.