Dostrzegła jego spojrzenie. Tak, na jej palcu znajdował się pierścionek, nie trzeba było być szczególnie światłym, aby wiedzieć, co to oznaczało. Nie powinno być też zaskoczeniem to, komu pozwoliła sobie założyć kamyk na rękę. Miała świadomość, że Benjy mógł mieć na ten temat swoje zdanie, bo przecież był przyjacielem Roisa, może przez trochę nieobecnym, ale jednak. Nie przepadali za sobą szczególnie, nie udawali, że jest inaczej, jednak nie skomentował tego w żaden sposób. Nie znał ich tak naprawdę, nie było go kiedy stworzyli sobie swój mały świat, który runął w gruzach, trafił na moment, w którym przeżywali dość trudny czas i układali wszystko na nowo. Nie widział całego obrazka, nie oczekiwała jego aprobaty, nie była jej do niczego potrzebna. Tak właściwie dla Yaxley od wielu lat liczyło się tylko to, czego chciała ona i Ambroise. Nie wszyscy patrząc z boku mogli to zrozumieć, bo Geraldine mogła wydawać się w niektórych sytuacjach okropnie chłodna, jednak kierowała się swoimi priorytetami, które nie dla wszystkich pewnie były zrozumiałe. Działo się tak zwłaszcza wtedy kiedy nie do końca znała działanie pewnych sił.
Udało jej się jakoś zapanować nad ciałem, nie było to takie proste, jakby się mogło wydawać, ale jednak jakoś złapała równowagę. Irytowały ją te zawroty głowy i mdłości, które zaczęły jej towarzyszyć, próbowała zwalić wszystko na pożary, sporo osób walczyło z konsekwencjami wdychania dymu. Powinna się tym zainteresować, bo musiała mieć pewność, że ciało nie zawiedzie jej podczas jakiejś niebezpiecznej sytuacji, dbała o nie, bo przecież było jej główną bronią.
- Nie ma za co. - Przejęła zapalniczkę i wsadziła ją do kieszeni koszuli. Przystanęła w miejscu i oparła się o ścianę. Nie uciekła jeszcze, chociaż wiedziała, że może się zrobić niezręcznie. Nie była dobra w pogawędkach o niczym, szczególnie z osobami z którymi miała lekką zadrę. Starała się jednak jakoś naprawić ich stosunki, wypadałoby aby były chociaż neutralne.
- Dziękuję. - Rzuciła lekko, nie musiał tego robić, ale jednak zrobił, więc wypadało się odezwać. Poczuła dym, który wypuścił, miała wrażenie, że wyjątkowo paskudnie śmierdział, nigdy jej to jakoś specjalnie nie przeszkadzało, ale teraz, coś było nie tak. Nie miała pojęcia jakie fajki palił, nie, żeby sama sięgała po jakieś wyjątkowe mieszanki tytoniu, ale jednak nie do końca jej to pasowało. Znowu ją zemdliło, tym razem jeszcze bardziej. Poczuła że żołądek jej się zaciska. Nosz kurwa mać, na pewno nie wypiła wczoraj takiej ilości alkoholu, aby reagowała w ten sposób.
Nie zdążyła zareagować, jedyne na co było ją w tej chwili stać to nachylenia się do przodu, właściwie to dość mocne zgięcie, a później, cóż później wszystko poszło nie tak. Poczuła, że zawartość żołądka podchodzi jej do gardła, nie mogła nad tym zapanować. Chcąc nie chcąc musiała to zrobić, nie zdążyła go ostrzec, bo działo się to zbyt szybko. Zwymiotowała na buty mężczyzny, całkiem szybko, nie zrobiła tego celowo, nawet ona nie była tak perfidna.
- Kurwa mać.- Mruknęła cicho, próbując się wyprostować. Jeszcze tego brakowało, żeby widział ją w podobnej sytuacji, najchętniej teleportowałaby się stąd w tym momencie jak najdalej, może tam gdzie rósł pieprz.
Wypadało jednak wziąć odpowiedzialność za swoje czyny, nawet te przypadkowe. Przetarła dłonią usta, i w końcu znowu się wyprostowała. Musiała wyglądać naprawdę chujowo, ale trudno, to nie był pierwszy raz. - Kurwa, przepraszam. - Cóż więcej mogła powiedzieć? Póki co chyba nie do końca umiała ubrać myśli w słowa, chociaż tak właściwie jej umysł chyba w tej chwili nie do końca był myślą skalany.