Nie ciążyła jej cisza. Nie zawsze trzeba było urozmaicać sobie zajęcia bezsensowny gadaniem. Każde z nich znalazło się tutaj w konkretnym celu. Zajmowali się swoimi dziełami może w jednym miejscu, jednak pracowali w pojedynkę. Nie spoglądała na to, co robił Ambroise, skupiła się w pełni na swoim autorskim pomyśle.
Szło jej to nie najgorzej, pozytywne nastawienie chyba pomogło, bo wszystko udawało jej się tworzyć dokładnie tak jak sobie wymyśliła. Nie zdarzało się to często. Nie była szczególnie biegła w tych wszystkich artystycznych pierdoletach, ale dzisiaj, dzisiaj miała w sobie wyjątkowe pokłady cierpliwości i skupienia. Może to był klucz do sukcesu? Nie miała pojęcia, zresztą nie zamierzała o tym jakoś szczególnie rozmyślać, grunt, że układało jej się to wszystko tak, jak sobie wymyśliła.
Działała powoli, w skupieniu, nigdzie jej się przecież nie spieszyło, nie miała żadnych planów, przynajmniej jak na razie, mogła sobie pozwolić na to, aby poświęcić temu odpowiedni czas. Dawno nie czuła takiej harmonii, jakby wszystko samo zaczęło jej się układać, włącznie z tymi gałązkami. Widać niewiele jej było potrzebne do tego, aby znaleźć nowy rytm. Cóż, nie dało się ukryć, że sama nie do końca poznawała siebie podczas ostatniego tygodnia, ale uważała to za dobrą zmianę. Pozbyła się tego balastu, który ciągnęła za sobą od lat, było jej dzięki temu całkiem świeżo i lekko. Może w końcu zaczęła widzieć jakąś nadzieję, kto ją tam właściwie wiedział.
Skończyła. Tak właściwie nie miała pojęcia, skąd wiedziała, że to już koniec, ale coś sugerowało jej, że już wystarczy, w końcu co za dużo to też nie do końca dobrze. Odsunęła się o krok, by obserwować swoje dzieło. Uśmiech pojawił się na twarzy Bletchley, bardzo wyraźny, nieczęsto się to zdarzało, bo zazwyczaj drgały jej jedynie kąciki ust. Tym razem jednak była naprawdę zadowolona z efektu swojej pracy. Wszystko wyglądało dokładnie tak, jak sobie to zwizualizowała. Naprawdę była zadowolona z efektu, jaki osiągnęła.
- Poczułam natchnienie, nie sądzę, aby miało się to powtórzyć. - Odpowiedziała cicho, bo jednak należała do tych osób, które w jednym udanym dziele widziały szansę na odkrywanie bardzo głęboko ukrytych talentów. Nie sądziła, żeby miało to nieść ze sobą jakieś długotrwałe zmiany, czy nagle odnalezioną artystyczną smykałkę.
Przeniosła powoli wzrok w stronę miejsca, w którym Greengrass jeszcze chwilę wcześniej tworzył swoje dary. Zdawała sobie sprawę z tego, że wyjątkowo dobrze radził sobie z roślinami, także nie była szczególnie zdziwiona, gdy zauważyła, że i jego dzieło było udane.
- Tobie też poszło całkiem nieźle, może nie tak dobrze jak mi... - Musiała to dodać, prawda? Nie, żeby konkurowali, bo przecież cel mieli słuszny, jednak nie była w stanie powstrzymać się przed tym komentarzem.
- Myślę, że Bogini będzie zadowolona. - W końcu najważniejsze było to, aby to Matka doceniła ich starania, a nie ktoś inny. Liczył się gest prawda, a że niósł ze sobą przy okazji całkiem ładne przedmiot to zupełnie co innego.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control