Geraldine niespecjalnie miała szansę podziwiać te wspaniałe buty. Nie zwróciła uwagi na to z jakiej skóry były wykonane, czy pięknie się prezentowały, nawet wtedy, gdy jej głowa znalazła się trochę niżej. Przymknęła po prostu oczy, bo było zbyt późno na to, aby się nad czymkolwiek zastanawiać. Nie mogła z tym walczyć, musiała pozwolić na to, żeby to się stało. Poddała się dość szybko.
Doceniała próbę Fenwicka, który chyba całkiem szybko ogarnął co się święci, tyle, że ona była szybsza, to znaczy jej żołądek, przewód pokarmowy okazał się być szybszy niż się mogli spodziewać. Czuła, że jej twarz zmieniła kolor, normalnie była dość blada, chociaż aktualnie po lecie spędzonym głównie na łonie natury przybrała całkiem przyjemny, ciepły odcień, no nie było po nim w tej chwili nawet śladu, zzieleniała, zbladła nie wyglądała szczególnie zdrowo.
Benjy nie spierdolił w podskokach. Stał w miejscu niczym słup soli. To było chyba gorsze, bo musiała spojrzeć na niego po tym co się wydarzyło. Nie sądziła, żeby udało jej się teleportować w takim stanie, chociaż to było pierwszym pomysłem, który wpadł jej do głowy.
Nie oponowała, gdy złapał ją pod ramię, nie miało to żadnego sensu, bo czuła, że nie jest z nią dobrze. Miała jeszcze w sobie odrobinę rozsądku, wiedziała, że gdy jest źle nie ma sensu udawać, iż jest zupełnie inaczej. Musiała schować swoją dumę bardzo głęboko do kieszeni, jakoś to przetrawi, chociaż na pewno szybko nie zapomni o tym, co się wydarzyło.
Usiadła, w sumie to bardziej legła, oparła łokcie o kolana, a podbródek położyła na dłoniach. Przez chwilę wpatrywała się w ziemię, świat nadal nieco wirował, chociaż nie widziała ku temu powodu. Coś nie działało tak, jak powinno. Jeszcze tylko nie wiedziała co.
Spodziewała się, że nie zostawi tego bez komentarza. Trudno byłoby udać, że to się nie wydarzyło. Było to bowiem całkiem spektakularne, nawet jak na nią. Jeszcze chyba nigdy w swoim życiu nie zrobiła czegoś podobnego, a nie da się ukryć, że miewała różne momenty, szczególnie podczas tego okresu, kiedy nie do końca radziła sobie z emocjami. Przesadzała z różnymi substancjami, znajdowała się w różnych miejscach z różnymi ludźmi, nawet wtedy nie zwymiotowała komuś na buty. Zawsze musiał być ten pierwszy raz... nie było to szczególnie pocieszające.
- Odkupię Ci te buty. - Mruknęła cicho. Nie miała pojęcia, jak bardzo był do nich przywiązany, ale chyba w takiej sytuacji wypadało to zrobić. Zdecydowanie wolała kierować rozmowę w tę stronę, zamiast skupiać się na tym, co spowodowało to przedstawienie. Zresztą póki co sama nie miała pojęcia. Nie czuła się najlepiej, nie był to pierwszy raz, a raczej zaczynało się to robić cykliczne. Tak naprawdę wolała o tym nie myśleć, jeszcze takich przebojów brakowało jej w tym momencie. Zupełnie zignorowała to, co jeszcze chwilę wcześniej sugerowała jej Ursula, a ciotka najwyraźniej potrafiła przewidywać wszystkie możliwe sytuacje, tylko dlaczego tak trafnie?
- Nie zamierzam się ruszać, przez chwilę. - Benjy mógł być spokojny o swoją kurtkę.
- Będę celować gdzieś indziej, skoro tak ci zależy na kurtce. - Próbowała zażartować, ale chyba nie do końca jej to wychodziło. W końcu nie miała wpływu na to co stawało się jej celem.
Była zażenowana, okrutnie zażenowana, ale nie ruszała się z miejsca, bo obawiała się tego, że to jeszcze nie był koniec. Wolałaby nie potwierdzać założenia Fenwicka, wyjątkowo zgadzała się z nim i z jego sugestią, aby usiadła.
- Naprawdę ubolewam nad tym, że byłeś tego świadkiem.- Nie znosiła, kiedy ktoś miał szansę dostrzec jej słabości, rzadko kiedy je odkrywała, teraz niestety nie miała na to wpływu, nie mogła nic z tym zrobić, musiała się po prostu pogodzić, z tym, że to akurat Benjy znalazł się w tej chwili na tarasie. Doceniała jego wsparcie, mimo wszystko nie czuła się najlepiej z samą świadomością, że ktoś widział jej niedyspozycję.