Yaxley wbrew pozorom zdawała sobie sprawę, że pewne rzeczy mogły mieć wartość sentymentalną. Sama chodziła w tych samych butach od kilku lat, z racji na to, że ceniła sobie ich wygodę. Była obrzydliwie bogata, jednak nie należała do rozrzutnych osób. Wolała kupować wartościowe przedmioty, które służyły jej przez lata. Zresztą na pierwszy rzut oka pewnie mało kto zdawał sobie sprawę z tego, jak bardzo majętna była, bo raczej nie było tego po niej widać. No, może jeśli ktoś przykuwał uwagę do szczegółów, materiałów z których były wykonane jej ubrania, to mógł się domyślić, że nie należały do najtańszych, jednak kupowała nowe rzeczy dopiero wtedy, kiedy te które znajdowały się w jej szafie faktycznie kończyły swój żywot.
Tak się złożyło, że zupełnym przypadkiem zakończyła żywot butów Fenwicka, może to i lepiej, że nie do końca zdawała sobie sprawę z tej wartości sentymentalnej, bo pewnie jeszcze bardziej by ją to ruszyło, a i tak wystarczająco przejmowała się tym, że doszło do takiej sytuacji.
- Postaram się to zrobić jak najszybciej. - Oczywiście, że nie miała pojęcia o tym, że nie będzie to takie proste, ale miała swoje znajomości, czyż nie? Później ustali to, czego dokładnie miała szukać, ale na pewno nie zapomni o tym, że ma to zrobić. Tak już miała, jeśli coś niszczyła nie zamierzała chować głowy w piach i udawać, że się to nie wydarzyło, wypadało, aby jakoś mu to wynagrodziła. Zapewne nie uda jej się znaleźć takich butów, ale to miał być problem Geraldine z przyszłości.
- Na pewno znalazłabym lepszy sposób na to, żeby się im podlizać, ale dzięki, to jest jakaś myśl. - Mówiła cicho, nadal brakowało jej tej zwyczajowej pewności siebie, nie unosiła też głowy. Próbowała się ogarnąć, ale szło jej to raczej kiepsko. Świeże powietrze nieco ułatwiało sprawę, jednak wciąż jeszcze nie mogła dojść do siebie. Oddychała powoli, licząc na to, że to pomoże jej zwalczyć ten okropny odruch. Mdłości, nigdy jej się to nie zdarzało, chyba, że lądowała w swoim rodzinnym domu i chlała z ojcem te jego magiczne trunki. Czuła, że coś jest nie tak, ale nie chciała się teraz na tym skupiać. Najprościej byłoby w ogóle zapomnieć o tym, że doszło do takiego przedstawienia.
- Nie spodziewałam się, że mogłabym być dla Ciebie w jakikolwiek sposób wyjątkowa. - Powoli zaczęła się prostować, chciała sprawdzić, czy może już jest z nią nieco lepiej. Okropnie ją to irytowało, bo zazwyczaj każdy jej ruch był szybki. Nie znosiła, kiedy jej ciało z nią nie współpracowało.
- Dobrze jednak wiedzieć, że masz już doświadczenie w podobnych sytuacjach. - Jakby mogło to być w jakikolwiek sposób pocieszające. Oczywiście, że Benjy musiał mieć podobne doświadczenie, kto go właściwie wiedział w jakim towarzystwie przebywał.
- Faktycznie całkiem spore pocieszenie, pewnie bym się nie wypłaciła. - W końcu udało jej się unieść głowę i usiąść w miarę prosto, jej twarz nadal nie nabrała koloru, ale przynajmniej udawało jej się powstrzymać torsje. Był to mały sukces.
Miała chęć zapytać go o to, czy mu tego nie brakuje, tej włoskiej bawełny i wszystkich innych benefitów wynikających z należenia do odpowiedniej rodziny, nie wydawało jej się jednak, aby powinna to robić. Wydawał się być zadowolony z miejsca w którym się znajdował, więc porzuciła w ogóle tę myśl.
- Tak, może mi się przydać. - Nie była na tyle głupia, żeby gryźć rękę, którą do niej wyciągnął. Może była zirytowana, niedysponowana, ale miała w sobie ogładę i doceniała to, że mimo ich raczej średnio przyjaznych stosunków nie przeszedł wokół tego obojętnie. Nie musiał się zainteresować jej stanem, mógł ją olać, odejść stąd dość szybko, a jednak nadal stał obok. Na pewno mu tego nie zapomni, chociaż o samej sytuacji zdecydowanie wolałaby nie pamiętać.