Zapewne kilkanaście lat temu nie spodziewałaby się, że akurat te osoby będą znajdować się całkiem blisko niej w dorosłym życiu. Świat był jednak całkiem mały, zwłaszcza, kiedy zainteresowania były podobne. Nie dało się uniknąć kontaktów, ba nawet oficjalnie współpracować. Z Corneliusem była jeszcze bliżej, bo przecież stał się jej szefem, w dorosłym życiu zupełnie nie przeszkadzała jej ich obecność. Ona sama nieco spokorniała, a oni wydorośleli. Okazało się, że mieli ze sobą więcej punktów wspólnych niż mogła zakładać. Warto było dawać drugie szanse, zmieniać nastawienie. Nie była przecież krową, która miała stałe poglądy.
Nie widziała nic złego w tym, że była raczej powściągliwa, nie wszyscy musieli wiedzieć, co siedzi w jej głowie. Bardzo skrupulatnie pilnowała tego, aby pokazywać większą część siebie tylko osobom, którym faktycznie ufała. Zresztą tak naprawdę bardzo nielicznych do siebie dopuszczała. Wolała nie robić sobie problemów, nie opowiadać o wszystkim głośno, bo wiedziała, że mogło to prowadzić do niepotrzebnego zainteresowania jej osobą, zresztą Ambroise również miał swoją kreację, właściwie wszyscy na swój sposób dbali o to, jak widzieli ich inni. Tak było bezpieczniej.
Nie musiała się w pełni spoufalać z Greengrassem, aby wiedzieć, że mają wiele wspólnego. Ich interakcje przez te kilkanaście lat jej to udowodniły, zresztą dobrze im robiło zachowanie znajomości w takiej formie. Byli sojusznikami, mogli na siebie liczyć, ale nie musieli utrzymywać ze sobą jakiejś bliskiej relacji towarzyskiej. Raczej trudno było ich ze sobą połączyć, bo pochodzili z różnych światów. To mogło być w tym przypadku ich zaletą, szczególnie kiedy razem badali te najmniej mile widziane wśród społeczeństwa dziedziny magii.
- Właściwie, to czemu nie. - Nie oderwała nawet na moment wzroku od dymu, który ciągle tworzył nowe kształty. Mogli to zrobić, może nie czuła się pewnie zaczynając, jednak to był tylko Ambroise, wiele razy w przeszłości próbowali podobnych rzeczy. Łączyło ich to, że widzieli więcej od wszystkich, mieli naprawdę dużo punktów wspólnych, byli do siebie podobni, chociaż kiedyś na pewno niezbyt chętnie podzieliłaby się tą myślą. Na szczęście to już było za nią, przez lata zauważyła, że czasem warto dać szansę ludziom, których kiedyś uważało się za niekoniecznie mile widzianych w swoim otoczeniu.
Wyciągneła dłoń, aby nakreślić znak w powietrzu. Robiła to bardzo ostrożnie, aby na dystans pokazać Roisowi to, co udało jej się dostrzec. - Dmuchawiec. - Powiedziała cicho, przeniosła wzrok na mężczyznę, chcąc dostrzec jego reakcję. Nie miała pojęcia, czy też to widział, czy przed jego oczami pojawiało się coś innego. - Coś się kończy, a coś zaczyna. - Dmuchawce były bowiem jednym z symboli nowego początku, a przynajmniej tak się jej wydawało.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control