Bletchley wraz z upływem lat i coraz dłuższą egzystencją na tym świecie nauczyła się by nie zakładać pewnych rzeczy. Nigdy nie wiadomo, co może się przydarzyć, z kim można złapać całkiem niezły kontakt. Niemożliwe bywało możliwe, czy tego chciała, czy nie. Nigdy nie można mieć pewności, że poglądy, podejście, i cała reszta będą stałe. Pojawiały się czynniki, których nie dało się przewidzieć, powodowały one zmianę nastawienia. Nie pozostawało nic innego jak to zaakceptować, bez sensu bowiem było się trzymać jakichś przekonań, które w tej chwili nie miały żadnego sensu. Nie widziała w tym niczego złego, wręcz przeciwnie, dostosowywanie się do nowych sytuacji wydawało się być nie najgorszym podejściem. Jasne, można by zaciekle bronić jakichś dawnych przekonań, tylko po co? Mogły one odbierać możliwości, ograniczać rozwój.
Zmrużyła oczy, by nieco bardziej przyjrzeć się kształtowi, który znajdował się przed nimi. Nadal wydawało jej się jednak, że widzi dmuchawce. Jak widać wiele zależało od interpretującego.
- Znaczenie mają podobne, to prawda, można widzieć coś innego, a i tak skończyć z takim samym wnioskiem. - W końcu liczył się efekt końcowy, interpretacja, a w tym wypadku dochodzili do podobnych wniosków.
Przechyliła głowę w prawo, by spróbować znaleźć tę pajęczynę i pająka, zajęło jej to chwilę, ale chyba w końcu odnalazła to czego szukała. - Też to widzę. - Dodała jeszcze. Tym razem patrzyli na to samo, no chyba...
Dostrzegła ruch, który wykonał w jej kierunku. Skręt, cóż, nie, żeby zdarzało jej się to często, ale w tej chwili nie widziała żadnych przeszkód stojących na tym, aby nie pozwoliła sobie na lekki haj. Były to tylko zioła, nic strasznego.
Przejęła więc od niego tego magicznego papierosa, złapała go między palcami i przysunęła do ust. Pociągnęła kilka wdechów, dym przyjemnie drapał ją w gardło, był dużo smaczniejszy od zwyczajnych papierosów, które normalnie paliła. Przymknęła przy tym oczy, na krótki moment, czuła się lekko, z każdym zaciągnięciem dymem coraz bardziej lekko.
Nie wnikała skąd Greengrass miał te zioła, ba, podejrzewała, że możliwe, że ze swojej osobistej hodowli, zdawała sobie przecież sprawę z tego, że znał się na zielarstwie jak mało kto, zresztą tak jak cała jego rodzina, nie zdziwiłoby jej gdyby faktycznie tak było.
Zaciągnęła się kilka razy, po czym zwróciła własność Ambroisowi. Nie potrzebowała wiele, niezbyt często raczyła się podobnymi używkami, wolała więc pozostać przy małych ilościach, które miały ją tylko nieco lekko oderwać od rzeczywistości, wprawić w dobry nastrój. Zresztą już powoli zaczynała wyczuwać to w powietrzu.
- Widzisz bociana? - Zawisiła wzrok na chmurze dymu, która znajdowała się przed nią. Całkiem zabawne było to wróżenie z dymu, nim kadzidła się dopalą minie jeszcze chwila, więc mogli sobie przez chwilę jeszcze poodczytywać te różne symbole.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control