06.08.2025, 19:31 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.02.2026, 23:53 przez Lorraine Malfoy.)
17 września 1972 roku
Czy przypadkiem o czymś nie zapomniałaś, Lorraine?
Niemożliwe, prychnęła półwila, przecież zawsze pamiętała o wszystkim. Urodziny, imieniny, rocznice ślubów i pogrzebów, a nawet daty wizyt psów stryja Fortinbrasa u magiweterynarza. Można wiele było mówić o Lorraine Malfoy, ale nie godziło się nigdy wątpić w jej zaangażowanie w życie bliskich. Nawet we śnie, ich portrety i zdjęcia wisiały tam, gdzie zawsze, na ścianie naprzeciwko biurka... Tylko że z jakiegoś powodu, wszystkie zastąpione zostały zdjęciami borzoiów. Wszystkie, poza portretem Baldwina, co nasunąć mogło pewne podejrzenia co do sprawcy całego zamieszania... Na szczęście, Lorraine zbytnio pochłonięta była pracą, aby przyglądać się wnętrzu, na które patrzyła przecież codziennie, od ponad siedmiu lat. "No i kto tutaj łazi na pamięć, zamiast pod nogi patrzeć?", mógłby zapytać z przekąsem Baldwin. A jednak we śnie Lorraine panowała wciąż cisza i spokój, przerywana tylko trzeszczeniem przenośnego radia, które James wygrzebał jej przed tygodniem na targu staroci.
Radio terkotało wesoło, obwieszczając obsadę nowej, popularnej na miarę Hipogryfisia Hipolitusia sztuki dla dzieci pod tytułem "Musztarda Merlina". Legendarna Musztarda Merlina... Majonez Morgana... Sos sojowy Slytherin... Wszystko to brzmiało z jakiegoś powodu dziwnie znajomo. Zapomnieli o Keczupie Kirke, przemknęło nagle Lorraine przez głowę. Zastygła na chwilę z igłą w powietrzu, ale zaraz rozproszyła się, odzyskując pogodę ducha. Nie, na pewno nikt niczym nie zapomniał! Znowu wydawała się całkowicie zaabsorbowana swoją robotą.
Zmrużyła oczy, zbliżywszy pod nos niemal fartuszek Fridy, na którym kolorowymi nitkami misternie wyszywała wzorek w kosteczki, coby przyjrzeć się uważniej efektom swojej pracy. Nawet w jej snach, Nokturn wydawał się spowity w lekkim półmroku, zmuszając Lorraine do wytężenia wzroku. Nie mogła przecież pomylić się w obmyślonym wspólnie z córeczką wzorze, który projektowały całe popołudnie, pochylone nad kuchennym stołem. Jej Frida była najmądrzejszym, najzdolniejszym i najśliczniejszym dzieckiem, jakie kiedykolwiek chodziło po tej ziemi. Oczywistym było, że musi mieć najśliczniejszy fartuszek w całym przedszkolu. Lorraine zaplanowała już, że pokaże Fridzie, jak trzymać igiełkę, obłoży malutkie paluszki naparstkami niby pierścionkami, żeby nie znudziła się zbyt szybko, a potem pomoże jej wyszyć swoje imię na spodzie fartuszka. Niby drobniutki detal, a jednak niesłychanie ważny, bo mała nauczyła się bezbłędnie zapisywać swoje imię. Ile dzieci to niby potrafiło w jej wieku? A ile z nich przeszło proces replantacji palców?! Co prawda, od jakiegoś czasu ulubionymi słowami jej córeczki było "ja sama", wyrażone wydęciem usteczek i stanowczym pokręceniem główką, ale Lorraine dobrze wiedziała, że skończy fartuszek sama, bo szycie było dla małej za trudne. Gdy jednak Frida będzie obracać się jak modelka w gotowym fartuszku, poprowadzi jej dziecięce rączki wzdłuż falbanek, chwaląc, "ale pomogłaś mamie".
No tak, tylko mama powinna bardziej pilnować się z kolorami, bo prawie się pomyliła, i wzięła do kolejnej kosteczki fioletową nitkę zamiast różowej!
Czy przypadkiem o czymś nie zapomniałaś, Lorraine?
Zmarszczyła delikatnie brwi. Z jakiegoś powodu radio zaczęło brzmieć... Jak szafa grająca z Eurydyki. Znajomy głos w eterze zaczął recytować Szekspira – "Sen Nocy Letniej" – poznała od razu. Na stoliku, tuż obok przyborów do szycia spostrzegła nagle okulary ojca. Wiecznie niedopasowane, wyjątkowo nie miały potrzaskanych szkieł... Tylko oprawka była jakby odkształcona, ale nie popsuta, druty wciąż trzymały. Lorraine zawahała się, zanim odłożyła na podołek robótkę, ostatecznie zdecydowała się jednak sięgnąć po okulary. Skąd się tutaj wzięły? Obróciła je w dłoniach, znów odpływając na chwilę, jak gdyby grające w tle radio decydowało o rytmie, w jakim rozwijał się jej sen? Zaraz sen? Nie, to nie mógł być sen, przecież Lorraine nigdy nie śniła o jedzeniu, broń Matko. A skoro o jedzeniu mowa.... Szybko, Lorraine, musztardowa zupa pho, przecież Maeve oszaleje na punkcie tego nowego wynalazku z MagiChefa! W kuchni Changów stało podobne radyjko, i tam komentowały sobie program razem z Maeve: uwielbiały słuchać, jak Robertus opierdala uczestników, jak przystało na kreatora smaku i stylu. Lorraine chwyciła za pióro, i na szybko zapisała na wnętrzu lewej dłoni słowo "zupa", żeby nie zapomnieć o przepisie, bez zastanowienia nasadzając okulary na nos. Może pomogą...
Rzucam na percepcję, aby sobie przypomnieć, o czym zapomniałam!
Rzut N 1d100 - 15
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Nic nie pomogły, no a czego się niby spodziewała.
Któryś z wędrownych aktorów musiał zwinąć okulary jednemu z obecnych na występie widzów, licząc na to, że będą pasować... Lorraine z westchnieniem przesunęła okulary na czubek głowy. Bez sensu.
Podeszła z robótką do okna, licząc na to, że przynajmniej światło dnia wesprze ją w robocie. Nie spodziewała się jednak nadlatującej sowy. Lorraine wzdrygnęła się, gdy ptak zastukał dziobem w szybę, szybko odsunęła jednak zasuwę, aby wpuścić go do środka. Wyciągnęła dłoń po list.