06.08.2025, 22:04 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.08.2025, 22:36 przez Lazarus Lovegood.
Powód edycji: dodano opis efektu rzutu
)
Lazarus słuchał tyrady Roberta z oczami jak dwa galeony i mało brakowało, a rozdziawiłby usta ze zdumienia. Czy… to… czy… Robert… naprawdę tak myślał? I tak po prostu to oznajmiał? Teraz?
”...więcej wart, niż większość chłopaków w szkole…”
Lazarus nigdy nie usłyszał od nikogo, kto nie był jego babcią, tylu miłych słów. W pewnej chwili nawet trochę zrobiło mu się żal Marty, bo to, co mówił Gryfon brzmiało właściwie jak zastraszanie, ale nie zdążył wymyślić żadnej sensownej, wyważonej odpowiedzi, bo wciąż jeszcze próbował opanować roztrzęsione własnymi podejrzeniami i domysłami emocje
“Nikt nie lubi kujonów”, powiedziała dziewczyna
do dziś jeszcze zdarzali się Ślizgoni, którzy nazywali go szlamą i mieszańcem
w donośnym głosie przyjaciela pobrzmiewały agresywne tony
ale przecież Robert nazwał go “swoim przyjacielem”
błagam, nie mieszajmy do tej dyskusji kwestii czystości krwi
a kiedy skończył, Marta zaczęła lamentować.
bzzzt, bzzzzzt, jasno-ciemno-jasno-jasno-ciemno
Światło teraz już naprawdę zaczęło migać, jak na dyskotece - to znaczy -jasno- Lazarus nigdy nie był na dyskotece, ale -jasnociemno- słyszał, że są tam migające światła -bzzzZZZT- i chyba wydawać jakiś niski dźwięk -ciemno-jasno-KOLEJNY DRĘCZYYYCIEEEEL!- a spod drzwi kabin zaczęła wylewać się -bZzzaZzZnimZzZuzmZazrZłzaZazaAazaZzaZmzT!!!- woda.
Lazarus, przytłoczony i spanikowany -za blisko, za blisko- cofnął się chwiejnie o krok, macając po kieszeniach w poszukiwaniu różdżki. Natrafił pośladkami na brzeg umywalki, z której w następnej sekundzie chlusnęła woda i - trafiony zimnym strumieniem prosto w tyłek - odskoczył do przodu z krzykiem, wpadając na Gryfona i niemal go przewracając. Drzwi łazienki zamknęły się z trzaskiem i zaraz otworzyły ze świstem powietrza, jakby szarpał nimi przeciąg.
- Cooooo jaaaa waaaam zrooobiiiiiłaaaaaam?! - płakała Marta.
Lazarus wyszarpnął wreszcie różdżkę i - przytrzymując Roberta, żeby ten nie upadł - a może samemu trzymając się przyjaciela dla stabilizacji - wyciągnął ją w górę i wpakował cały ten nadmiar doznań w puls Rozproszenia.
Rozproszenie - próba zakończenia telekinetycznych popisów Marty
Rzut PO 1d100 - 47
Sukces!
Sukces!
Przez trzy nieznośne sekundy czuł się, jakby całym ciałem napierał na ścianę, dźwięki w jego uszach stłoczyły się i nałożyły na siebie w upiornej kakofonii brzęczenia, wycia Marty, trzaskania drzwi, jakiegoś brzdęku i chyba czyjegoś krzyku, a potem ta ściana pękła i cała magia nagle tak po prostu znikła z pomieszczenia, jak gdyby nigdy jej tam nie było. Lazarus zorientował się, że ten krzyk należał do niego.
Zamilkł.
Otworzył zaciśnięte powieki.
Światło zgasło wreszcie i łazienka pogrążyła się w półmroku zimowego popołudnia. Podłoga nadal była mokra, ale krany i toalety przestały wypluwać kolejne strumienie wody. Drzwi wejściowe znieruchomiały, chyba trochę przekrzywione, jakby obluzował się im zawias, te do jednej z kabin otworzyły się, ukazując pękniętą muszlę klozetową, a on i duch - teraz już dobrze widział znak Ravenclaw na naszywce - spoglądali na siebie.
Powoli opuścił różdżkę. Marta wydała dziwny dźwięk, coś pośredniego między chlipnięciem i czkawką, i uciekła - Lazarus miał paskudne wrażenie, że wskoczyła do jednej z toalet.
Zorientował się, że nadal prawie siedzi na plecach Roberta i odsunął się od niego. Odchrząknął, zakłopotany i niezręcznie schował różdżkę do kieszeni.
Przypomniał sobie to, co usłyszał od przyjaciela i zrobiło mu się… dziwnie. Zanurzył palce w swojej rudej czuprynie.
- Uhm… myślisz, że każą nam to sprzątać?... - wymamrotał, patrząc we własne, przemoczone buty.