Tak, odczytywanie tych obrazów z dymu nie było najprostszym zadaniem, dość szybko bowiem się rozmywał, przekształcał, jednak nie przeszkadzało im to w tych próbach. Swoją drogą było to całkiem niezłą zabawą.
Miało to nawet swój urok, że każdy był w stanie dostrzec coś zupełnie innego, mimo tego, że minęła ledwie chwila. Zresztą odczytywanie znaków zależało od wielu czynników, a przynajmniej tak się wydawało Prue. Zresztą tak właściwie ona i Ambroise mieli podobne skojarzenia, więc wcale nie było tak źle.
Bletchley od najmłodszych lat wykazywała zainteresowanie podobnymi rytuałami, nawet jeśli to czytanie z dymu nie należało do jakichś standardowych tradycji, które były praktykowane to nie widziała w tym nic złego. Mogli sobie pogdybać, powymieniać się swoimi wizjami. Widać z wiekiem frajdę zaczynały sprawiać coraz bardziej abstrakcyjne rzeczy.
- Nie wiem, one nie są większe? Trudno to określić w ten sposób. - Była w stanie dostrzec kształty, jasne, nie sprawiało jej to, aż tak wielkiego problemu, ale określać gatunek pająka? No bez przesady, zapewne każdy wyglądałby podobnie pod tym kątem, osiem nóg i odwłok. Może Roise znał się na nich bardziej... kto go tam wiedział, ona na pewno nie była w stanie zidentyfikować tego osobnika.
- Jasne. - Nie zamierzała się z nim kłócić. Miała zostawić sobie skręta na później, to zamierzała to zrobić. Kto wie, kiedy ją ponownie najdzie na to, aby nieco odpłynąć. Skoro miała taką możliwość, to na pewno z niej skorzysta. Przygasiła magicznego papierosa delikatnie, a później ruszyła się z miejsca, aby schować go do swojej papierośnicy, która znajdowała się w kieszeni jej płaszcza. Oby nie zapomniała o tym, że taki wyjątkowy papieros się w niej znajduje, słabo by było gdyby podczas dyżury przypadkiem go zapaliła... Nie, raczej nie powinna popełniać podobnych błędów, Prue była w końcu bardzo uważna, czasem aż nazbyt przesadnie.
Nie zamierzała palić teraz więcej trawy, bo trochę obawiała się swojej reakcji. Była drobna, nie paliła często, nie potrzebowała wiele do tego, aby poczuć się lżejszą. Nawet do takich rzeczy podchodziła z rozsądkiem, tak już miała. Wolała nie prowokować sytuacji, które mogłyby jej sprawić jakikolwiek dyskomfort. Te trzy buchy wystarczyły, by wprawić ją w wyśmienity nastrój. Oczy zrobiły jej się czerwone, a źrenice rozszerzyły, widać było po niej, że coś zażywała - naprawdę nie potrzebowała wiele, aby można było wyczytać to z jej twarzy. Rozluźniła się również, jej mięśnie nie były tak spięte, jak zazwyczaj, a do tego usta jej się uśmiechały.
- Statek i bocian mają dziób, są części wspólne, znowu trafione. - Jakby nie patrzeć, coś tam w tej ich wizji się jej zgadzało, więc znowu mogli uznać, że widzą coś podobnego.
- Dobrobyt i ochrona się przydadzą, chociaż szkoda, że dopiero teraz przyszła ta wizja, może gdyby trafiła się z dwa tygodnie wcześniej to nie doszłoby do pożarów. - Mruknęła cicho, rychło w czas im się trafiły te symbole, nie ma co.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control