- Jest to prawdopodobne, możemy uznać więc, że to była akromantula. - Kto im bronił? No nikt, mogli sobie zakładać, co tylko im się żywnie podobało, były to ich własne próby interpretacji tego co mogło zostać ukryte w dymie. Mogli sobie zakładać, co chce im przekazać, nawet jeśli nie znaczyło to nic.
- O, to ciekawe, pierdolił, pierdolił i nic to nie dało? - Prue zrobiło się lżej, przestała zupełnie przejmować się słowami, które padały z jej ust. Nogi zrobiły jej się miękkie, postanowiła więc usiąść na chwilę na jednym z tych foteli, wyglądał na bardzo wygodny. Dość szybko się przy nim znalazła, właściwie to usiadła, a może nawet zapadła się w siedzisku. Przymknęła na moment oczy, było jej błogo, naprawdę błogo. Co za fantastyczny dzień.
Co do jasnowidzów, to miała o nich swoje zdanie. Było ono całkiem podobne to tego Greengrassa, wznoszono ich na piedestał, chociaż tak sobie klepali trzy po trzy, mało co z tego, co mówili faktycznie się sprawdzało, zresztą nie byli w stanie dokładnie określić dnia, czy godziny, często te wizje były próbą interpretacji czegoś. Nie to co oni, potrafili odczytywać przeszłość, mieli dokładne informacje, a patrzono na nich spode łba, bo otaczała ich aura śmierci, jakby to znaczyło coś złego. Nigdy nie potrafiła tego zrozumieć, oczywiście, że każdy wolał słyszeć miłe kłamstewka o swojej przyszłości, ale najistotniejsze były fakty.
Parsknęła śmiechem, nie panowała nad tym. Nie mogła się uspokoić, słowa Ambroisa okropnie ją bawiły. Miała zakmnięte oczy, ale z jej ust wydobywał się chichot, jej ciało trzęsło się ze śmiechu. Trwało to dłuższą chwilę, spróbowała złapać oddech i nieco się uspokoić, ale znowu się to stało. Śmiała się, miała nadzieję, że wybaczy jej ten stan, ale najwyraźniej te jego zioła faktycznie dość mocno na nią działały.
W końcu udało jej się zacisnąć usta, nie mogła przecież w nieskończoność się śmiać. Otworzyła też oczy, Ambroise mógł zauważyć, że Bletchley popłakała się ze śmiechu, cóż najwyraźniej jej komentarz naprawdę mocno rozbawił kobietę.
- Kto by się spodziewał, że nie będzie zajebiście, kiedy z drzewa będą spadać płonące liście... - Okropnie bawiła ją ta sentencja, ramiona znowu zaczęły jej drżeć, próbowała powstrzymywać rozbawianie.
- Czyli trochę wiedział, a trochę nie, jak zawsze, czy oni kiedykolwiek sięgają po konkrety, czy tak sobie rzucają te swoje złote myśli, żeby nie było, a gdy się spełnią, to tłumaczył się, że nie wiedział... - Próbowała się skupić, miała nadzieję, że Ambroise rozumiał o co jej chodzi, ale myślała teraz wyjątkowo wolno jak na siebie, słowa też składała dość topornie. Nie, żeby jej to przeszkadzało, było nawet całkiem ciekawym doświadczeniem, bo była przyzwyczajona do tego, że jej mózg działał bardzo szybko, tak szybko, że nie była za nim w stanie nadążyć.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control