07.08.2025, 14:26 ✶
Jonathan poszedł do niewielkiego stoliczka na którym stały kawiarka, jak i dzbanek wody z cytrynami i nalał Lazarusowi trochę tego drugiego.
– W takim razie cieszymy się, że nasze biuro może urozmaicić pański grafik – powiedział, wręczając mu szklankę. W pewnej kwestii Jonathan był hipokrytą.
Szalenie. Irytowali. Go. Oklumenci.
Bo chociaż sam nie narzekał na korzyści które płynęły z tej zdolności i nie wyobrażał sobie obecnie bez niej życia, to tym samym oklumenci przeszkadzali mu w spokojnym badaniu aur. Zwłaszcza w takiej sytuacji jak ta kiedy chroniący murem swój umysł Lazarus nie miał być jedynie kolejnym pracownikiem, a asystentem Shafiqa. Musieli mieć pewność, że nie zostanie kretem, że nie będzie rozgadywać poważnych spraw nieodpowiednim osobom. Zwłaszcza, że Jonathan nie zakładał, że nienaganna frekwencja w pracy Anthony'ego utrzyma się. Potrzebowali kogoś kto nie będzie gadał że szef OMSHMu nie pojawia się w swoim gabinecie i nie będzie węszyć, czy wszystkie czynności tej placówki były na pewno zgodne z prawem. Kogoś kto na pewno nie postanowi zemścić się na czystokrwistym szefie i podkopać jego pozycję w imię większej ilości miejsc dla czarodziejów półkrwi. Albo dla siebie.
Na razie jednak wiedzieli o nim wciąż boleśnie niewiele.
Jonathan ręką wskazał na puste, uprzątnięte biurko, do którego następnie podszedł.
– Oto i pana miejsce pracy. Proszę tego nie mówić reszcie – Teatralnie zniżył głos. – Ale myślę, że to najlepsze biurko w całym tym pomieszczeniu. Najbliżej do kawy.
Stanowisko oczywiście należalo wcześniej do Lisy, nawet jeśli obecnie nie pozostał po nim żaden ślad bytności poprzedniej asystentki Shafiqa.
– Wie pan... Cieszymy się, że to pan przyszedł na to stanowisko. Wymaga ono więcej samodzielności niż mogłoby się wydawać komuś niedoświadczonemu, kto przyszedłby tutaj licząc na prosty zarobek.
– W takim razie cieszymy się, że nasze biuro może urozmaicić pański grafik – powiedział, wręczając mu szklankę. W pewnej kwestii Jonathan był hipokrytą.
Szalenie. Irytowali. Go. Oklumenci.
Bo chociaż sam nie narzekał na korzyści które płynęły z tej zdolności i nie wyobrażał sobie obecnie bez niej życia, to tym samym oklumenci przeszkadzali mu w spokojnym badaniu aur. Zwłaszcza w takiej sytuacji jak ta kiedy chroniący murem swój umysł Lazarus nie miał być jedynie kolejnym pracownikiem, a asystentem Shafiqa. Musieli mieć pewność, że nie zostanie kretem, że nie będzie rozgadywać poważnych spraw nieodpowiednim osobom. Zwłaszcza, że Jonathan nie zakładał, że nienaganna frekwencja w pracy Anthony'ego utrzyma się. Potrzebowali kogoś kto nie będzie gadał że szef OMSHMu nie pojawia się w swoim gabinecie i nie będzie węszyć, czy wszystkie czynności tej placówki były na pewno zgodne z prawem. Kogoś kto na pewno nie postanowi zemścić się na czystokrwistym szefie i podkopać jego pozycję w imię większej ilości miejsc dla czarodziejów półkrwi. Albo dla siebie.
Na razie jednak wiedzieli o nim wciąż boleśnie niewiele.
Jonathan ręką wskazał na puste, uprzątnięte biurko, do którego następnie podszedł.
– Oto i pana miejsce pracy. Proszę tego nie mówić reszcie – Teatralnie zniżył głos. – Ale myślę, że to najlepsze biurko w całym tym pomieszczeniu. Najbliżej do kawy.
Stanowisko oczywiście należalo wcześniej do Lisy, nawet jeśli obecnie nie pozostał po nim żaden ślad bytności poprzedniej asystentki Shafiqa.
– Wie pan... Cieszymy się, że to pan przyszedł na to stanowisko. Wymaga ono więcej samodzielności niż mogłoby się wydawać komuś niedoświadczonemu, kto przyszedłby tutaj licząc na prosty zarobek.