07.08.2025, 17:18 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.08.2025, 17:55 przez Lazarus Lovegood.)
Opróżniał szklankę niewielkimi łykami, czując, jak gładka, chłodna tekstura wody koi podrażnienia i zmywa gęste, obrzydliwe strzępki wydzieliny. Do żołądka - ale odepchnął tę myśl, zanim zdążyła zadziałać na jego wyobraźnię.
Podziękował skinieniem głowy.
Teraz, kiedy rozmawiali nieco swobodniej, a Lazarus nie był tak skupiony na pytaniach Shafiqa, mógł przeanalizować także inne aspekty dzisiejszego spotkania.
Sposób, w jaki Selwyn z nim rozmawiał był naszpikowany tymi małymi sztuczkami, których ludzie używali, by manifestować przyjazne zamiary. Okazuję zainteresowanie twoim miejscem pracy. Zawieram pozytywne komunikaty w swoich wypowiedziach. Zaznaczam, że traktuję cię w pewien sposób wyjątkowo.
Dlaczego?
Kiedyś może podjąłby próbę i dołączył do tej gry. I pewnie przegrał sromotnie. Teraz trzymał się sprawdzonej taktyki - ostrożnie odmierzone zainteresowanie, neutralny wyraz twarzy. Niewzruszona fasada. Za mało wiedział o swoim rozmówcy, by czuć się pewnie.
Stanął przy wskazanym stanowisku pracy i ocenił je. Łagodne oświetlenie. W pewnym oddaleniu od najruchliwszych ścieżek, którymi wędrowali pracownicy, ale jednocześnie faktycznie najbliżej kawy. Z dobrym widokiem na drzwi wejściowe i drzwi gabinetu Shafiqa i Selwyna.
Musiał przyznać, że podobało mu się bardziej, niż pokój w Celnym, który dzielił z ośmioma innymi osobami, wciśniętymi tam, bo nie było gdzie ich usadzić.
- Panie Selwyn, słyszałem trochę o sposobie …organizacji pracy… pana Shafiqa. Zapewniam, że potrafię być samodzielny.
Nie było tajemnicą, że Anthony’ego jak dotąd częściej nie było w biurze, niż był. Lovegood jednak radził sobie w przeszłości z dużo bardziej nieprzewidywalnymi okolicznościami nieobecności przełożonego. Nie obawiał się.
- Jak bardzo ostatnie wydarzenia wpłynęły na skład zespołu? Jakie są najważniejsze obecne zadania? - zadawał swoje pytania - konkretne, organizacyjne. Potrzebował odpowiedzialności. Potrzebował poczucia, że robi różnicę. Jonathan mówił o kimś, kto liczyłby na prosty zarobek. Lazarus nie był zainteresowany prostym, a zysk, który leżał na szali, był innej - poważniejszej - natury, niż pieniądze.
Wbrew wszystkiemu - przygnębiającym okolicznościom towarzyszącym zmianie pracy, swojej chorobie, swojej przeszłości - czuł ekscytację. Umiarkowaną, ale zawsze. W miarę prezentacji biura, w jego głowie powstawał już wstępny plan działania.
Podziękował skinieniem głowy.
Teraz, kiedy rozmawiali nieco swobodniej, a Lazarus nie był tak skupiony na pytaniach Shafiqa, mógł przeanalizować także inne aspekty dzisiejszego spotkania.
Sposób, w jaki Selwyn z nim rozmawiał był naszpikowany tymi małymi sztuczkami, których ludzie używali, by manifestować przyjazne zamiary. Okazuję zainteresowanie twoim miejscem pracy. Zawieram pozytywne komunikaty w swoich wypowiedziach. Zaznaczam, że traktuję cię w pewien sposób wyjątkowo.
Dlaczego?
Kiedyś może podjąłby próbę i dołączył do tej gry. I pewnie przegrał sromotnie. Teraz trzymał się sprawdzonej taktyki - ostrożnie odmierzone zainteresowanie, neutralny wyraz twarzy. Niewzruszona fasada. Za mało wiedział o swoim rozmówcy, by czuć się pewnie.
Stanął przy wskazanym stanowisku pracy i ocenił je. Łagodne oświetlenie. W pewnym oddaleniu od najruchliwszych ścieżek, którymi wędrowali pracownicy, ale jednocześnie faktycznie najbliżej kawy. Z dobrym widokiem na drzwi wejściowe i drzwi gabinetu Shafiqa i Selwyna.
Musiał przyznać, że podobało mu się bardziej, niż pokój w Celnym, który dzielił z ośmioma innymi osobami, wciśniętymi tam, bo nie było gdzie ich usadzić.
- Panie Selwyn, słyszałem trochę o sposobie …organizacji pracy… pana Shafiqa. Zapewniam, że potrafię być samodzielny.
Nie było tajemnicą, że Anthony’ego jak dotąd częściej nie było w biurze, niż był. Lovegood jednak radził sobie w przeszłości z dużo bardziej nieprzewidywalnymi okolicznościami nieobecności przełożonego. Nie obawiał się.
- Jak bardzo ostatnie wydarzenia wpłynęły na skład zespołu? Jakie są najważniejsze obecne zadania? - zadawał swoje pytania - konkretne, organizacyjne. Potrzebował odpowiedzialności. Potrzebował poczucia, że robi różnicę. Jonathan mówił o kimś, kto liczyłby na prosty zarobek. Lazarus nie był zainteresowany prostym, a zysk, który leżał na szali, był innej - poważniejszej - natury, niż pieniądze.
Wbrew wszystkiemu - przygnębiającym okolicznościom towarzyszącym zmianie pracy, swojej chorobie, swojej przeszłości - czuł ekscytację. Umiarkowaną, ale zawsze. W miarę prezentacji biura, w jego głowie powstawał już wstępny plan działania.