Naprawdę sądziła, że w końcu wszystko zaczęło się układać. Doppelganger tymczasowo został powstrzymany, ba raczje wydawało jej się, że nie ma szansy opuścić tamtej jaskini. Zresztą Flo była jedną z osób, która pomogła jej zająć się sprawą, mimo tego, że raczej nie robiła takich rzeczy, mimo, że nie angażowała się w podobne sytuacje, to nie miała oporu, aby ją wesprzeć.
Była jedną z nielicznych osób, na których Yaxley zależało, ich relacja trwała lata, znały się od podszewki, znała ją od podszewki, a mimo to nigdy się od niej nie odwróciła. Nie komentowała, nie spoglądała z pogardą, czy brakiem zrozumienia, po prostu była obok, gdy Geraldine najbardziej tego potrzebowała.
Trudno jej było to przetrawić. Jeszcze kilka dni temu przecież się widziały, po raz kolejny wspierała ją swoją wiedzą i radą, to ona rozjaśniła im to, co się między nimi działo, wspomniała o sile więzi jaka łączyła ją z Roisem. Ona pomogła im zacząć układać wszystko na nowo. Geraldine widziała ją obok swojego boku, gdy będzie mówić słowa przysięgi, tyle, że to jednak miało się nie wydarzyć, bo Florence już nie było. Leżała martwa w kostnicy. Już nigdy nie będą miały szansy porozmawiać, nigdy nie znajdzie się w jej mieszkaniu w samym środku nocy z tym typowym dla siebie wzrokiem mówiącym to nie moja wina, stało się, ratuj. Nie miała szansy się z nią pożegnać, nie powiedziała jej tak wiele, i nigdy nie będzie mogła tego zrobić. Florence umarła, została zabita. Nadszedł jej czas, zakończyła swój żywot.
Nie przywykła do radzenia sobie z podobnymi informacjami, chyba nikt nie był w stanie przyzwyczaić się do śmierci, nawet tej spodziewanej, o której wiedziano, że się zbliża. Strata bolała, czy tego chciała, czy nie, bez względu na to jak szorstkim człowiekiem się było.
Trudno jej było opanować emocje, trudno było jej uspokoić oddech, zapanować nad łkaniem, drżeniem ciała. Były to odruchy bezwarunkowe, z którymi nie umiała walczyć. Czuła obce ciało znajdujące się tuż obok niej, nie była tutaj sama, chociaż chyba wolałaby być, nikt nie powinien jej teraz widzieć, nie znosiła słabości, a właśnie ją okazywała, bo każdy bliski człowiek, każda więź to słabość, odsłonione miejsce, w które można uderzyć.
Nie odsunęła się jeszcze, mimo tego, że znowu pokazała coś, czego wolałaby, żeby Benjy nie widział, to dobrze było się mieć o kogo oprzeć w tej chwili. Nie sądziła, że zrozumie to, co teraz przeżywała, z drugiej strony, nie mogła mieć pewności, że też kiedyś kogoś nie stracił, bo ludzie umierali. Tak wyglądało życie, prowadziło wszystkich do jednego miejsca.
Starała się oddychać, powoli, wdech, wydech. To miało pomóc jej uspokoić drżące ciało i łzy, które nie chciały przestać spływać jej po policzkach. W końcu będzie musiała jakoś wrócić do rzeczywistości, tyle, że bez Florence, już jej tutaj nie było. Nie mogła się z tym oswoić, jak w ogóle można oswoić się z tym, że ktoś kto był częścią świata tak niespodziewanie odszedł.
- To dzieje się przez nich, ona zginęła podczas pożarów, oni do tego doprowadzili, ktoś wymyślił sobie, że zrobi przewrót, że dojdzie do władzy, nie patrzy na nikogo i na nic, była jedną z tych, które uważają za ważne, a i tak odeszła, według ich ideologii powinna być bezpieczna, a jednak tak się nie stało, jak Amanda, ją też nam odebrali, kogo jeszcze zabiorą? Jak długo to potrwa, będziemy pozwalać na to, żeby nasi przyjaciele stawali się przypadkowymi ofiarami wojny, która nie powinna nas dotyczyć? Nie chce być bierna, nie chce pozwalać na to, żeby moi najbliżsi ginęli. - Najwyraźniej już zdążyła dojść do jakichś wniosków, wiedziała kto jest temu winny, był to moment, w którym najchętniej znalazłaby każdego z tych popaprańców, fanatyków i zrobiła im to samo, co oni zrobili Florence. Z tym słowami, które wypowiedziała coś się zmieniło, przestała łkać, przestała się trząść przyjęła zupełnie inną postawę, najwyraźniej zemsta miała pomóc jej sobie z tym wszystkim poradzić.