08.08.2025, 11:26 ✶
Hestia skrzywiła się nieco. Gdyby to rzeczywiście była jakaś klątwa... To brzmiała na naprawdę mało przyjemną klątwę. Z drugiej strony chyba lepsza już była klątwa, niż jakię zmasowany atak czarnoksiężników, prawda?
– To może po prostu nie przeszła tutaj z tobą? – nieśmiało zasugerowała w sprawie różdżki. Ale zaraz...Przecież też nie miała różdżki w ręku gdy zasypiała. To znaczy, była obok, ale nie trzymała jej w ręki. Czemu więc ona ją miała? Może... Może to jednak był jej sen, a nie Cassandry? Albo po prostu jakąś dziwna magiczna rzeczywistość? Zostały zamknięte w przeklętym pomieszczeniu? A co jeśli popełniły jakieś przestępstwo, o którym nie pamiętały, i za karę zostały tu zamknięte? Przecież nie chciała być kryminalistką. Ugh... Nie lubiła takich sytuacji. – I chyba nie wariujesz. To znaczy... Ja widzę to samo, a nawet jak wariują dwie osoby, to raczej nie widzą dokładnie tego samego, nie?
Nie miała pojęcia. Nie była magipsychiatrą. Nie znała się na szaleństwie.
Niestety nawet w miejscu takim jak dziwny korytarz pełen pustych pudełek po różdżkach, nie miała szansy na dalsze zastanawianie się nad tym zagadnieniem, bo....
Znowu go zobaczyły.
Teraz, gdy stał tu tak po prostu z różdżką Cassandry w dłoni, Hestię przebiegł dreszcz po plecach. Mężczyzna wyglądał jak koszmar. Nie była w stanie wyjaśnić co konkretnie tak ją w nim przerażało. Jakby się nad tym zastanowić to wyglądał jak normalny człowiek. Nos, oczy, usta... Wszystko było na miejscu, a jednak ten uśmiech... Tak, to ten uśmiech sprawiał, że czuła tak wielki niepokój.
No, uśmiech i fakt, że ponownie postanowił zaatakować Cassandrę.
Cavendish rzuciła się w pogoń za złodziejem różdżki i Hestia oczywiście od razu podążyła jej śladami. To był jednak wolny bieg. Taki jak... No właśnie w w śnie, kiedy z jakiegoś powodu śniący umysł nie chce, aby się gdzieś dobiegło.
– Widziałaś ten uśmiech? – spytała zatrzymując się nieco bardziej z tyłu i wtedy oczywiście doszło do ataku.
Hestia rzuciła się na mężczyznę, próbując odciągnąć go od Cassandry. Uderzyli w regał. Regał dalej stał w swoim miejscu, był zdecydowanie bardzo porządny, ale... Czemu miała wrażenie, że do jej uszu, gdzieś z oddali, dochodzą dźwięki, upadających szafek? Zupełnie jakby uruchomiło się dziwne meblowe domino i zmierzało w ich stronę. Hestia jeszcze mocniej zacisnęła palce na karykaturze, aby wyswobodzić przyjaciółkę.
– To może po prostu nie przeszła tutaj z tobą? – nieśmiało zasugerowała w sprawie różdżki. Ale zaraz...Przecież też nie miała różdżki w ręku gdy zasypiała. To znaczy, była obok, ale nie trzymała jej w ręki. Czemu więc ona ją miała? Może... Może to jednak był jej sen, a nie Cassandry? Albo po prostu jakąś dziwna magiczna rzeczywistość? Zostały zamknięte w przeklętym pomieszczeniu? A co jeśli popełniły jakieś przestępstwo, o którym nie pamiętały, i za karę zostały tu zamknięte? Przecież nie chciała być kryminalistką. Ugh... Nie lubiła takich sytuacji. – I chyba nie wariujesz. To znaczy... Ja widzę to samo, a nawet jak wariują dwie osoby, to raczej nie widzą dokładnie tego samego, nie?
Nie miała pojęcia. Nie była magipsychiatrą. Nie znała się na szaleństwie.
Niestety nawet w miejscu takim jak dziwny korytarz pełen pustych pudełek po różdżkach, nie miała szansy na dalsze zastanawianie się nad tym zagadnieniem, bo....
Znowu go zobaczyły.
Teraz, gdy stał tu tak po prostu z różdżką Cassandry w dłoni, Hestię przebiegł dreszcz po plecach. Mężczyzna wyglądał jak koszmar. Nie była w stanie wyjaśnić co konkretnie tak ją w nim przerażało. Jakby się nad tym zastanowić to wyglądał jak normalny człowiek. Nos, oczy, usta... Wszystko było na miejscu, a jednak ten uśmiech... Tak, to ten uśmiech sprawiał, że czuła tak wielki niepokój.
No, uśmiech i fakt, że ponownie postanowił zaatakować Cassandrę.
Cavendish rzuciła się w pogoń za złodziejem różdżki i Hestia oczywiście od razu podążyła jej śladami. To był jednak wolny bieg. Taki jak... No właśnie w w śnie, kiedy z jakiegoś powodu śniący umysł nie chce, aby się gdzieś dobiegło.
– Widziałaś ten uśmiech? – spytała zatrzymując się nieco bardziej z tyłu i wtedy oczywiście doszło do ataku.
Hestia rzuciła się na mężczyznę, próbując odciągnąć go od Cassandry. Uderzyli w regał. Regał dalej stał w swoim miejscu, był zdecydowanie bardzo porządny, ale... Czemu miała wrażenie, że do jej uszu, gdzieś z oddali, dochodzą dźwięki, upadających szafek? Zupełnie jakby uruchomiło się dziwne meblowe domino i zmierzało w ich stronę. Hestia jeszcze mocniej zacisnęła palce na karykaturze, aby wyswobodzić przyjaciółkę.