- Zapewne można znaleźć sytuacje, kiedy nie, ale nie mam teraz za bardzo głowy do szukania hipotetycznych przypadków, w których mogłoby to być korzystne. - Wcale nie ukrywała, że aktualnie myślenie przychodzi jej lekko, wręcz przeciwnie trochę wolno szło jej przetwarzanie danych, ale to była miła odmiana od wiecznej analizy tego, co działo się wokół niej.
- Chyba wiem o czym mówisz. - Zmrużyła na chwilę oczy, aby to ogarnąć. Tak, zdjęcia, malunki, obrazy. Bardzo istotne sprawy w niektórych kręgach, które nigdy nie wzbudzały w niej szczególnego zainteresowania. Rodzice mieli w domu jakieś obrazy, ona wolała dekorować swoje mieszkanko innymi rzeczami, nieco bardziej makabrycznymi. Na szczęście mało kogo do niego wpuszczała, więc nieliczni mogli wiedzieć, jak to wygląda w jej przypadku.
- Jeśli to jest malowane po zdjęciu to każdy przecież może to zrobić, nie trzeba być wielkim artystą, bez sensu. - Odbierało to w jej oczach wyjątkowość tym dziełom. Artyści zawsze kojarzyli jej się z osobami natchnionymi przez jakąś siłę wyższą, jak widać wcale nie musiało tak być, niektórzy mogli być podrabiani.
- Dla jednych tylko, dla innych aż jedną osobę. - Zapewne znaleźliby się tacy, którzy otaczali się całkiem pokaźnym gronem znajomych, im dużo łatwiej byłoby przekonać jedną osobę do tego, aby ich słuchała. W większym gronie ludzi prościej było znaleźć kogoś podatnego na wpływy. Nie, żeby ona sama chciała się otaczać podobnymi ludźmi, dużo bardziej ceniła sobie, kiedy jej bliscy mieli własne zdanie.
Przewróciła oczami, gdy Ambroise odezwał się po raz kolejny. Tak, miał rację, ostatnio pojawiła się osoba, która wyjątkowo chętnie jej słuchała, nie uciekała, gdy dzieliła się z nią swoimi myślami. Jednak była różnica w wysłuchaniu, a słuchaniu, to dwie zupełnie różne czynności.
- Mylisz pojęcia. - Oczywiście, że zamierzała zwrócić mu uwagę na to, iż nie miał racji. Może była ukarana, ale nadal miała w sobie typową Prudence. - Wysłuchać, a posłuchać to są zupełnie różne rzeczy. Zresztą nie mam zamiaru nikomu nakazywać się słuchać, zdecydowanie wolę wersję z tym pierwszym znaczeniem słuchania. - To było dla niej naprawdę wiele, że w końcu mogła wyrzucać z siebie wszystkie swoje tajemnice, dzielić się nie do końca mile widzianymi wśród ludzi przemyśleniami i przy tym nie być ocenianą, a raczej zrozumianą. Uśmiechnęła się sama do siebie, kiedy pomyślała o tym, jak wiele się ostatnio u niej działo, były to praktycznie same miłe rzeczy, dawno nie miała takiego przyjemnego czasu w swoim życiu.
- Ja zawsze jestem miła. - No, przynajmniej w przypadku dzieci to było stuprocentową prawdą. Bletchley mimo swojej mrocznej aparycji, aury śmierci ciągnącej się gdzieś za nią miała też dziwny dar, który powodował, że łapała z nimi bardzo szybko kontakt. Naprawdę lubiła małych ludzi, często nawet dużo bardziej niż dorosłych. Gdy pracowała w Mungu zajmowała się głównie dzieciakami i naprawdę za tym przepadała. To była chyba jedyna rzecz, za którą tęskniła.
- Podejrzewam, że w twoim przypadku kolejność już dawno została odwrócona. - Oczywiście, że chodziło jej o drzewo. Ambroise na pewno w swoim życiu zasądził już całą masę drzew, o ile nawet nie cały las.
- Nie wiem, czy to dobry pomysł. - Dziecko za drzewo w jego przypadku mogło się skończyć naprawdę ogromną ilością dzieciaków, biedna jego przyszła małżonka...
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control