08.08.2025, 19:27 ✶
- Tak, słyszałem o pani Velaris. To wielka strata - nie znał tej kobiety, ale domyślał się, że pełniła ważną rolę w życiu oddziału. Sądząc po notatkach, które pokazał mu Shafiq - wręcz kluczową. Przeczytawszy je, zaczął niemal żałować, że nie dane mu było jej poznać. Zwłaszcza w obliczu przejęcia jej obowiązków.
- Oczywiście - zgodził się na propozycję zobaczenia ostatniego biura. Pokonując krótki dystans, zastanowił się. Poza stratą asystentki, nastręczającą oczywiste problemy, ciągłość pracy nie wydawała się być zagrożona. Szczęście w nieszczęściu, że Spalona Noc zastała Organ Międzynarodowych Standardów Handlu Magicznego w momencie przestoju między ważnymi projektami. A jednak… jego kierownik wyglądał, jakby nie spał od wielu dni.
Najprawdopodobniej w grę wchodziły kwestie prywatne. Mógł stracić kogoś bliskiego. Mógł mieć problemy innej natury. Mogło też być ziarno prawdy w pogłoskach o jego osobistych kontaktach z Lisą Velaris. Lovegood nie miał powodu, by się tym interesować innego, niż ewentualny wpływ samopoczucia Anthony’ego na zadania, wykonywane nie tylko przez samego szefa, ale, jak się spodziewał, również przez Selwyna, a - kaskadowo - być może też przez samego Lazarusa. Wpływ, który, pomimo prezentowanej dzisiaj fasady profesjonalizmu, mógł nie być pomijalny.
Rozejrzał się po biurze, do którego wprowadził go Jonathan, a potem, gdy upewnił się, że nie znajdują się w centrum zainteresowania obecnych wokół pracowników, zwrócił się w stronę rozmówcy i zapytał niezbyt głośno:
- Pan Shafiq… nie czuje się najlepiej, prawda? - a potem, skoro już i tak dawał upust ciekawości - Jaki on jest we współpracy?
Jasnozielone oczy nowego pracownika spoczęły na Jonathanie na przedłużającą się chwilę, spojrzenie wyczekujące, ale poza tym pozbawione emocji. Klątwołamacz mrugnął dwa razy, jakby walczył ze sobą, a potem na chwilę przerwał kontakt wzrokowy.
Lazarus miał oczywiście okazję wykonywać zadania dla Anthony’ego Shafiqa, ale to było lata temu, no i nie była to tak bliska współpraca, na jaką zanosiło się obecnie. Miał również okazję obserwować Anthony’ego podczas dzisiejszego spotkania, ale po pierwsze nie mógł się na tym skupić w pełni, a po drugie, miał poczucie, że to może być reprezentatywna próba. Nie zaszkodziło poznać opinii najbliższego - jak się wydawało - współpracownika.
- Oczywiście - zgodził się na propozycję zobaczenia ostatniego biura. Pokonując krótki dystans, zastanowił się. Poza stratą asystentki, nastręczającą oczywiste problemy, ciągłość pracy nie wydawała się być zagrożona. Szczęście w nieszczęściu, że Spalona Noc zastała Organ Międzynarodowych Standardów Handlu Magicznego w momencie przestoju między ważnymi projektami. A jednak… jego kierownik wyglądał, jakby nie spał od wielu dni.
Najprawdopodobniej w grę wchodziły kwestie prywatne. Mógł stracić kogoś bliskiego. Mógł mieć problemy innej natury. Mogło też być ziarno prawdy w pogłoskach o jego osobistych kontaktach z Lisą Velaris. Lovegood nie miał powodu, by się tym interesować innego, niż ewentualny wpływ samopoczucia Anthony’ego na zadania, wykonywane nie tylko przez samego szefa, ale, jak się spodziewał, również przez Selwyna, a - kaskadowo - być może też przez samego Lazarusa. Wpływ, który, pomimo prezentowanej dzisiaj fasady profesjonalizmu, mógł nie być pomijalny.
Rozejrzał się po biurze, do którego wprowadził go Jonathan, a potem, gdy upewnił się, że nie znajdują się w centrum zainteresowania obecnych wokół pracowników, zwrócił się w stronę rozmówcy i zapytał niezbyt głośno:
- Pan Shafiq… nie czuje się najlepiej, prawda? - a potem, skoro już i tak dawał upust ciekawości - Jaki on jest we współpracy?
Jasnozielone oczy nowego pracownika spoczęły na Jonathanie na przedłużającą się chwilę, spojrzenie wyczekujące, ale poza tym pozbawione emocji. Klątwołamacz mrugnął dwa razy, jakby walczył ze sobą, a potem na chwilę przerwał kontakt wzrokowy.
Lazarus miał oczywiście okazję wykonywać zadania dla Anthony’ego Shafiqa, ale to było lata temu, no i nie była to tak bliska współpraca, na jaką zanosiło się obecnie. Miał również okazję obserwować Anthony’ego podczas dzisiejszego spotkania, ale po pierwsze nie mógł się na tym skupić w pełni, a po drugie, miał poczucie, że to może być reprezentatywna próba. Nie zaszkodziło poznać opinii najbliższego - jak się wydawało - współpracownika.