Nawet ona czasem zdejmowała koronę, zdarzało się to najczęściej wtedy, gdy nikt nie patrzył, ten dzień był jednak całkiem wyjątkowy, Ambroise mógł być świadkiem tego niesamowitego wydarzenia. Kolejna rzecz, którą mógł zapamiętać na przyszłość - na pewno zbyt szybko się to nie powtórzy, chociaż kto ją tam wiedział, ostatnio nieco odpuszczała, nie wiadomo jednak jak długo to potrwa. Być może jak skończy się turnus wakacyjny w Exmoor dawna Prudence wróci do łask.
- To odbiera cały urok. - Dodała jeszcze tylko ten krótki komentarz. Najwyraźniej Prue nie do końca podobało się, że każdy, pierwsza lepsza osoba, mogła sobie namalować obraz po zdjęciu. Sam zamysł tego wydawał jej się być oszustwem, bo przecież nie było to prawdziwe malowanie. Była oburzona taką możliwością, co widać było po jej nie do końca zadowolonej minie.
Uniosła brew i spojrzała na niego ponownie, gdy wspomniał o tym, że nie myli pojęć. Pokręciła przy tym głową, jakby chciała zaprzeczyć temu, co jej właśnie demonstrował. Nie wydawało jej się, aby miał rację. Nie zamierzała się teraz nad tym jakoś za bardzo rozdrabniać, dopisywać sobie, czegoś co wcale mogło nie być prawdopodobne.
Nie dało się ukryć, że Benjy obdarzał ją uwagą, w taki sposób, w jaki dawno nikt tego nie robił, o ile właściwie kiedykolwiek miało to miejsce, chyba nie. Zawsze starała się pokazywać tylko część siebie, zresztą nieraz zwracano jej uwagę, że nie powinna mieć takich zainteresowań, że to dziwne, że lepiej, aby o tym nie opowiadała. W tym przypadku było wręcz przeciwnie, nie podcinał jej skrzydeł, tylko słuchał, nie oceniał, akceptował. Tak, ale zdawała sobie sprawę, że skończy się to równie szybko, co się zaczęło, bo tak przecież ustalili, więc może chwilowo było miło i sympatycznie, jednak to co próbował jej sugerować Roise nie miało większego sensu. Kto go tam wie, tak właściwie to przecież znał Benjy'ego dłużej od niej, ale postanowiła w tym nie grzebać, nie teraz.
Bletchley otworzyła szeroko oczy, bo nie do końca o to jej chodziło. Zresztą nawet jeśli, to nie był jej interes, czyż nie? Nie obchodziło ją to, czy Ambroise miał jakieś dzieciaki, czy nie, raczej nie zakładała, że był nieostrożny, bo przecież czystokrwiści musieli się pilnować jeśli o to chodzi.
- Nie o to mi chodziło. - Powiedziała cicho, nieco wybita z pantałyku. No nie zrozumieli się, bywa. Ta rozmowa zdecydowanie schodziła na tory, w których nie powinna się znaleźć. Nigdy nie miała zamiaru się z nim, aż tak bardzo spoufalać, nawet ujarana.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control