Pierwsza reakcja była odruchowa. Pojawiły się emocje, bo było to niespodziewane. Informacja mocno w nią uderzyła. Czuła, że zaczyna się rozpadać, tracić grunt pod nogami. Nie była w stanie nad tym zapanować, pojawiły się łzy, szloch, czy inne gesty nad którymi nie panowała. W końcu jednak coś się zmieniło. Złapała kilka głębokich oddechów, pozwoliła sobie złapać powietrza i wtedy przyszły te zupełnie inne uczucia. Wkurwienie, irytacja, chęć odpłacenia się temu kto to zrobił. Florence zasługiwała na to, by ją pomścić. Yaxley nie bała się spotkać twarzą w twarz z osobą, która jej to zrobiła. Nie miała zamiaru udawać, że nic się nie stało, wręcz przeciwnie - ktoś zabił jej przyjaciółkę, musiała mu się za to odpłacić z nawiązką. Pokazać, że nie mogli robić na co mieli ochotę, że sprawiedliwość istniała i to ona zamierzała ją wymierzyć. Jaka właściwie była różnica między zemstą, a sprawiedliwością? W jej oczach żadna.
Twierdziła, że ten konflikt nie jest jej sprawą, że jej nie dotyczy. Już raz poczuła, że jest inaczej, wtedy kiedy zginęła Amanda, ona sama zresztą podczas jednych z ataków oberwała dosyć mocno, ale udało jej się jakoś wyjść z tego cało. Teraz odebrali jej kolejną bliską osobę. Gówno prawda, że ich to nie dotyczyło, czy tego chcieli, czy nie - stawali się przypadkowymi ofiarami tych popierdoleńców. Yaxley nie przywykła do chowania głowy w piach, nie miała problemu z tym, aby stanąć przed oprawcą i pokazać mu, że są osoby, których się nie dotyka, których nie powinno się atakować. Była myśliwą, łowcą, mogła zapolować na kolejną zwierzynę. Nie bała się konfrontacji, wręcz przeciwnie - bardzo chętnie zobaczy jak ten odważny, który zabił jedną z najwspanialszych uzdrowicielek błaga ją o to, aby darowała mu życie.
- Nie wiem dokładnie kto, to jeden z nich. - Nie wydawało jej się, aby musiała mówić o kogo jej chodzi. Benjy był bystry, potrafił łączyć fakty. Nie miała może konkretów, ale mogła jakoś dojść do nitki po kłębku, znaleźć tę jedną osobę, która postanowiła zabić jej przyjaciółkę. Nie obchodziło jej to, że to mógł być przypadek, nie miał szczęścia, bo ona nie miała zamiaru odpuścić. Nie tym razem. Gniew skutecznie uśmierzał ból, który ogarniał jej ciało jeszcze kilka sekund wcześniej. Czuła, że wie, co ma zrobić, jeśli ją pomści może poczuje się lepiej, chociaż przez kilka sekund.
- Pomożesz mi go znaleźć. - Odpowiedziała spokojnie. Najwyraźniej nie zamierzała odsuwać go od sprawy. Nie, kiedy nie próbował jej sugerować, że to głupi pomysł, że powinna odpuścić, że to nie miało sensu. Wydawał się bardzo dobrze rozumieć dlaczego chce to zrobić, nie wiedziała, czy przeżył kiedyś coś podobnego, być może, ale doceniała to, że nie chciał jej zatrzymywać, tylko jej pomóc. Oczywiście zamierzała dokonać egzekucji własnymi rękoma, najlepiej jak najwolniej, spojrzeć tamtemu w oczy i widzieć w nich strach, będzie żałował z kim zadarł.