- Nikt, ani nic nie jest w stanie przede mną uciec, nawet jeśli pojawi się próba, to postaram się ją uniemożliwić, będę to robić do skutku. Jak zauważyłeś jestem uparta, nie odpuszczam, nigdy. Dopóki nie złapię zwierzyny. - To nie było niczym dziwnym. Geraldine od najmłodszych lat pokazywała, że jak jej na czymś bardzo zależało to szła do celu po trupach, w tym wypadku po truchłach zwierząt, ale zawsze doprowadzała sprawy do końca. Była zawzięta, nie odpuszczała, nie zrażała się, gdy coś nie wychodziło jej za pierwszym razem.
- Mogę Cię zabrać na polowanie, żebyś zobaczył, jak to jest. - Dodała jeszcze, bo nie wiedziała do końca z czego wynikały pytania przyjaciela, ale zawsze mogła mu to pokazać, wtedy na pewno łatwiej byłoby mu zrozumieć to, co nią kierowało.
- Nie do końca wszystko, wiesz, moje mieszkanie w Londynie też trochę oberwało, ale to nie są takie straty, jak co niektórych. Stracili całe dobytki, nie wiem, jak się po czymś takim pozbierać. - To była dość patowa sytuacja, niby jak mieli zacząć wszystko od nowa, nie mieli gdzie mieszkać, gdzie pracować, to mogło uderzyć w człowieka.
- To rozpoczęcie otwartej wojny, nie wybryk. Jestem ciekawa, jak zareaguje ministerstwo, czy w końcu ruszą dupy i zaczną coś robić, czy dalej będą udawać, że problem nie istnieje. - Śmierciożercy zaczęli się panoszyć, robili to, na co mieli ochotę i nikt im się nie przeciwstawiał, przynajmniej ona nie widziała żadnych konkretnych reakcji. Jej zdaniem ten urząd od lat działał nieudolnie, po omacku, nie sądziła, że szybko się coś zmieni.
Yaxley nie była szczególnie zaangażowana w ten konflikt, nie pchała się, aby stanąć po którejś ze stron, dobrze było jej stać z boku. Mogła udawać, że jej to nie dotyczy, bo przecież była czystokrwista. Spodziewała się, że kiedyś będą domagać się tego, aby opowiedziała się po której ze stron, jednak wolała o tym nie myśleć. Uważała, że dla każdego w ich świecie było miejsce, tylko wszyscy powinni pamiętać skąd pochodzą i na co mogą sobie pozwolić.
- Ależ oczywiście, wiesz, że w tym przypadku możesz na mnie liczyć. - Posłała mu szeroki uśmiech, nie musiał jej dwa razy powtarzać, już ona się postara o to, aby Longbottom zapamiętał ten sparing, ba, zamierzała doprowadzić do tego, aby te siniaki, faktycznie mu o tym przypominały.
Nie potrzebowała szczególnej motywacji, było to dla niej raczej naturalne, że jeśli już stawała z kimś w szranki, to zamierzała wygrać. Złapała mocniej swoją szpadę i przygotowała się do obrony, a może obrony połączonej z atakiem? Nie zastanawiała się szczególnie nad tym co zrobi, miała zamiar po prostu płynąć.
Gdy zobaczyła rapier, który poruszył się w jej kierunku odruchowo wyciągnęła przed siebie szpadę, tak, żeby spotkać się z nim zanim pojawi się przed jej ciałem. Szybki płynny ruch, by wytrącić Erikowi broń z ręki.
AF ◉◉◉◉◉
Sukces!