- Tak, jakże by inaczej. - Można było o niej wiele powiedzieć, ale raczej nie do końca to, że była dyplomatyczna. Prudence nie była szczególnie biegła w kontaktach towarzyskich. Wolała zlewać się z tłem niżeli doprowadzać do niepotrzebnych dyskusji. Nie miała w sobie nic z dyplomatki, który dyplomata unikał rozmów z ludźmi? Tak było jej zdecydowanie wygodniej, nie musiała udowadniać swoich racji nieznajomym, jednak gdy się do kogoś przekonała - nie miała z tym najmniejszego problemu, wtedy nie miała oporów przed mówieniem w głos swoich opinii, ale nie zdarzało się to szczególnie często.
- To jakiś pozytyw, na pewno nie wszyscy będą mieli tyle szczęścia. - Do Yule jeszcze cztery miesiące, Ambroise mógł je wykorzystać całkiem nieźle, gdyby się trochę postarał, a teraz przynajmniej miał pewność, że dotrwa do tego okresu, bo jasne jak słońce było to, że ta wróżba się spełni, oczywiście, że chodziło o to, że uda mu się przeżyć te kilka miesięcy, całkiem łatwe do interpretacji. Nie wiedzieć czemu Bletchley pokusiła się o to stwierdzenie, że chodziło o drzewo, dziecko i dom, rozwiązanie było dużo prostsze.
Coś zastukało w szybę. Tak, spodziewała się, iż był to ptak. Pewnie miał coś do przekazania komuś obecnemu w rezydencji, nie dostawała listów zbyt często, więc nie zakładała, że to ona mogła być adresatką, chociaż czasy były takie dziwne, że niczego nie można było być pewnym, Ambroise wpuścił zwierzę do środka, spoglądała na niego kiedy to robił, nie spodziewała się jednak tego, że przy okazji postanowi się do niej zwrócić w taki sposób.
Przysługa, dyktatura, co jeszcze? Zmrużyła oczy i wpatrywała się w niego dłuższą chwilę. Nie powiedział o co mu chodzi, rzucił te hasła i wymagał od niej myślenia w momencie w którym była niedysponowana, jeśli o to chodzi. Mógłby sięgnąć po konkrety, bo zupełnie nie wiedziała do czego zmierza.
Czekała, aż dokończy myśl, ale zajęło mu to dłuższą chwilę. Na jej twarzy malowało się zdziwienie, gdy w końcu dotarł do meritum. - Mhm. - Na to jedynie było ją stać w tej sytuacji. Ślub, pewnie Ambroisa, na którym miało jej nie być, bo nie dostała na niego zaproszenia (nie dziwiło jej to wcale, bo nie byli przyjaciółmi, nie byli ze sobą blisko), brakowało tylko tego, żeby była odpowiedzialna za aparycję kogoś, kto się tam znajdzie, mimo, że sama nie miała się tam pojawić. Jasne, mogła doradzić Benjy'emu w czym będzie dobrze wyglądać i życzyć mu dobrej zabawy, jednak nie zamierzała obiecać Ambroisowi, że uda jej się go przekonać do zrzucenia bojówek. Nie sądziła bowiem, że jest to możliwe, oczywiście zasugeruje mu co nieco, chociaż pewnie nie było to potrzebne, bo Fenwick miał doświadczenie w obecności na podobnych wydarzeniach, może dość mocno zakopane we wspomnieniach, ale na pewno istniało.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control