09.08.2025, 13:13 ✶
Tak, to rzeczywiście była szkoda zwłaszcza, że Lisa była w biurze... Od naprawdę bardzo dawna.
Kolejne pytanie zaskoczyło go na tyle, że gdyby nie był bardziej opanowany, to niechybnie zaksztusiłby się swoją kawą. Zamiast tego jedynie odłożył filiżankę na stoliczek, a zaciekawione spojrzenie brązowych oczu spoczęło na Lazarusie.
– Pan Shafiq jest nieco zmęczony pokłosiem pożaru. To wszystko. Myślę, że można powiedzieć to wszystko o każdym z nas – odpowiedział spokojnie, jakby nie martwił się w ogole o stan Anthony'ego. Czy Tony zrobił coś jeszcze, gdy jeszcze nie było go w biurze, co mogłoby mocniej wskazywać na kiepskie samopoczucie jego przyjaciela? Może powinien zaciągnąć go do magiuzdrowiciela? I właśnie dlatego, dlatego, nie chciał aby Anthony opuszczał Ministerstwo! Powinien był siedzieć na miejscu i... Eh... Teraz to już nie miało znaczenia.
Na całe szczęście znacznie łatwiej było mu odpowiednio na drugą część tego pytania.
– Shafiq jest dobrym współpracownikiem i szefem. Naprawdę dobrym. Nie robi problemu tam gdzie go nie ma, nie utrudnia pracy, ale jednocześnie potrafi podejmować decyzję kiedy trzeba. Tak oczywiście, mówiłem panu, że będzie w tej posadzie sporo samodzielności, ale nie będzie pan pozostawiony bez żadnego zarysu co robić. – W sumie... To tak jak wielokrotnie narzekał, że Anthony nie pojawiał się w pracy i wszystko było na jego głowie tak... Nigdy nie czuł, że Shafiq pozostawiał go błądzącego we mgle. Tony informował go o tym o czym Selwyn miał wiedzieć I pozwalał mu działać w sposob, w który jego zastępca uznawał za najlepszy.
Przeszli dalej, do ostatniego, a raczej pierwszego, pomieszczenia. Był to największy pokój, który, chociaż całkiem stylowy wydawał się odrobinę depresyjny. To tu właśnie, przy długich, potężnych biurkach, siedzieli stażysci i szeregowi pracownicy w towarzystwie duszącego im nad karkiem ducha biurokracji,i który manifestował się tutaj w postaci tonn papierów.
– Tu siedzi cała reszta naszego zespołu. Są tu rozpatrywane reklamacje, a także to tu dochodzi do walki z papierologią – oznajmił, rozglądając się po pomieszczeniu. Na Merlina jak on szalenie się cieszył, że czasy gdy siedzizał tutaj i latał parzyć kawę całej reszcie już minęły. – No dobrze. Jakieś pytania, czy możemy wyrobić panu przepustkę? Nie potrwa to długo.
Kolejne pytanie zaskoczyło go na tyle, że gdyby nie był bardziej opanowany, to niechybnie zaksztusiłby się swoją kawą. Zamiast tego jedynie odłożył filiżankę na stoliczek, a zaciekawione spojrzenie brązowych oczu spoczęło na Lazarusie.
– Pan Shafiq jest nieco zmęczony pokłosiem pożaru. To wszystko. Myślę, że można powiedzieć to wszystko o każdym z nas – odpowiedział spokojnie, jakby nie martwił się w ogole o stan Anthony'ego. Czy Tony zrobił coś jeszcze, gdy jeszcze nie było go w biurze, co mogłoby mocniej wskazywać na kiepskie samopoczucie jego przyjaciela? Może powinien zaciągnąć go do magiuzdrowiciela? I właśnie dlatego, dlatego, nie chciał aby Anthony opuszczał Ministerstwo! Powinien był siedzieć na miejscu i... Eh... Teraz to już nie miało znaczenia.
Na całe szczęście znacznie łatwiej było mu odpowiednio na drugą część tego pytania.
– Shafiq jest dobrym współpracownikiem i szefem. Naprawdę dobrym. Nie robi problemu tam gdzie go nie ma, nie utrudnia pracy, ale jednocześnie potrafi podejmować decyzję kiedy trzeba. Tak oczywiście, mówiłem panu, że będzie w tej posadzie sporo samodzielności, ale nie będzie pan pozostawiony bez żadnego zarysu co robić. – W sumie... To tak jak wielokrotnie narzekał, że Anthony nie pojawiał się w pracy i wszystko było na jego głowie tak... Nigdy nie czuł, że Shafiq pozostawiał go błądzącego we mgle. Tony informował go o tym o czym Selwyn miał wiedzieć I pozwalał mu działać w sposob, w który jego zastępca uznawał za najlepszy.
Przeszli dalej, do ostatniego, a raczej pierwszego, pomieszczenia. Był to największy pokój, który, chociaż całkiem stylowy wydawał się odrobinę depresyjny. To tu właśnie, przy długich, potężnych biurkach, siedzieli stażysci i szeregowi pracownicy w towarzystwie duszącego im nad karkiem ducha biurokracji,i który manifestował się tutaj w postaci tonn papierów.
– Tu siedzi cała reszta naszego zespołu. Są tu rozpatrywane reklamacje, a także to tu dochodzi do walki z papierologią – oznajmił, rozglądając się po pomieszczeniu. Na Merlina jak on szalenie się cieszył, że czasy gdy siedzizał tutaj i latał parzyć kawę całej reszcie już minęły. – No dobrze. Jakieś pytania, czy możemy wyrobić panu przepustkę? Nie potrwa to długo.