09.08.2025, 23:39 ✶
Pokiwał powoli głową. Zaczynał się powoli cieszyć z tego, że Geraldine nigdy nie patrzyła na niego jak na obiekt miłosnych zainteresowań. Jeśli jej podejście do łowów przekładało się także na kwestie uwodzenia, to mogłaby dość szybko zacząć mu narzucać. Uparta i nieustępliwa. Cóż, dobrze, że niektórym mężczyznom z ich wspólnego grona znajomych się to podobało. Mnie mogłaby przerazić, gdyby zaczaiła się na mnie w korytarzu przy Łazience Jęczącej Marty w szkole, skomentował bezgłośnie, pozostawiając jednak swoje rozmyślania tylko i wyłącznie dla siebie.
— Żebym zobaczył, jak to jest? — Uniósł wymownie brwi, taksując kobietę podejrzliwym wzrokiem. — Zdaje sobie sprawę, że według Proroka Codziennego jestem dość atrakcyjny, ale nie musisz ze mnie od razu robić przynęty na jakiegoś stwora. — Wbił w nią niepewne spojrzenie. — A może zamierzałaś mnie przebrać w jakiś kostium i wypuścić w las, żebyś miała za czym latać razem ze swoimi... Łowcami?
Cholera wie, w co bawiło się stowarzyszenie Artemis po godzinach. A biorąc pod uwagę stan Gerarda, to niewykluczone, że na jakimś zebraniu faktycznie został wysunięty podobny pomysł. Kto wie, może nawet co poniektórzy uznali to za wyśmienity sposób na selekcję nowych kandydatów do klubu? Ci, którzy uniknęliby spotkania z łowcą udowodniliby, że potrafią sobie poradzić w dziczy, a ci którzy zostaliby... ustrzeleni... dostaliby jasny dowód na to, że nie nadają się do tego klubu. Przerażające jak logicznie to brzmiało.
— Nie wiem, czy na tym etapie Ministerstwo Magii jest w stanie zrobić cokolwiek, żeby to przerwać czy nawet opóźnić. To już chyba nie jest ten etap, gdy parę dekretów i decyzji Wizengamotu mogłoby ugłaskać... Cóż, kogokolwiek. — Wzruszył sztywno ramionami. Czy im się to podobało czy nie ostatnie działania Śmierciożerców zmieniły nieco reguły gry. — Nawet przed Beltane byłoby to trudne, ale teraz? Po Polanie Ognisk i tych wszystkich pożarach? Ludzie stracili tak wiele, że nawet ja nie wiem, co w nicy teraz bardziej dominuje: zmęczenie i pragnienie powrotu do normalności sprzed tego całego cyrku czy chęć wyciągnięcia konsekwencji za to wszystko.
Zerknął wymownie na Geraldine. Przez długi czas działania Śmierciożerców był dość wybiórcze. Pierwsze napady i fale porwań w Londynie czy nawet poza jego granicami wzbudzały emocje, ale nie na tyle duże, aby rozsierdzić całą społeczność. Ludźmi zaczął bardziej kierować instynkt samozachowawczy. Można było trzymać się od tego wszystkiego z daleka, o ile ignorowało się ciemne chmury wiszące nad całym krajem. A jednak atak na Beltane i Spalona Noc pokazały, że teraz dotyczy to wszystkich. W tych tragediach każdemu mogło się oberwać. Pytanie tylko, czy zwykli czarodzieje mieli już na tyle dość tego wszystkiego, aby w końcu zacząć żądać od Ministerstwa Magii zdecydowanej reakcji.
— Pójście na rękę konserwatystom mogłoby to wszystko jakoś... wydłużyć w czasie — kontynuował z niepewnym wyrazem twarzy. — Ciężko tylko stwierdzić, jaka byłaby reakcja społeczeństwa. Zwłaszcza teraz, kiedy większość kraju została oparzona przez działania Śmierciożerców. A pójście w drugą stronę i zdecydowaną reakcję? — Spojrzał na moment w niebo. — Powiem tak: będę zaskoczony, jeśli Brygada Uderzeniowa czy Biuro Aurorów zostanie wysłane na ulice nawet w celu dokładniejszych kontroli czy zabezpieczenia magicznej dzielnicy. Skupienie się wyłącznie na Londynie będzie oznaczało rezygnację z zabezpieczenia innych miejsc.
Tak samo jak na Beltane, dokończył w myślach, przypominając sobie tłumaczenia Bonesa na temat tego, czemu nie mógł użyczyć zespołowi dodatkowych pracowników. Zbyt duże ryzyko wrzucenia dużej ilości Brygadzistów w jedno miejsce, które tylko mogło zostać celem ataku. Erik wypuścił głośno powietrze z ust, kręcąc powoli głową. Musiał przestać ciągle o tym myśleć. Przynajmniej póki był teraz na treningu z Gerladine.
Kiedy przyszło co do czego i para skrzyżowała ze sobą ostrza, działania Erika okazały się... Niezbyt efektywne. Wprawdzie cios został wyprowadzony całkiem nieźle, jednak Yaxley wcale nie była gorsza i postanowiła nie dopuścić do tego, aby erikowy rapier w ogóle znalazł się wystarczająco blisko niej, aby zrobić jej nawet teoretyczną krzywdę. Geraldine faktycznie udało się Erikowi wytrącić broń z dłoni, co na moment przerwało pojedynek. Zamiast jednak pozwolić kobiecie na rozpoczęcie ataku na własnych warunkach, Erik zaatakował ponownie, celując mniej więcej w okolice prawego łokcia czarownicy.
— Żebym zobaczył, jak to jest? — Uniósł wymownie brwi, taksując kobietę podejrzliwym wzrokiem. — Zdaje sobie sprawę, że według Proroka Codziennego jestem dość atrakcyjny, ale nie musisz ze mnie od razu robić przynęty na jakiegoś stwora. — Wbił w nią niepewne spojrzenie. — A może zamierzałaś mnie przebrać w jakiś kostium i wypuścić w las, żebyś miała za czym latać razem ze swoimi... Łowcami?
Cholera wie, w co bawiło się stowarzyszenie Artemis po godzinach. A biorąc pod uwagę stan Gerarda, to niewykluczone, że na jakimś zebraniu faktycznie został wysunięty podobny pomysł. Kto wie, może nawet co poniektórzy uznali to za wyśmienity sposób na selekcję nowych kandydatów do klubu? Ci, którzy uniknęliby spotkania z łowcą udowodniliby, że potrafią sobie poradzić w dziczy, a ci którzy zostaliby... ustrzeleni... dostaliby jasny dowód na to, że nie nadają się do tego klubu. Przerażające jak logicznie to brzmiało.
— Nie wiem, czy na tym etapie Ministerstwo Magii jest w stanie zrobić cokolwiek, żeby to przerwać czy nawet opóźnić. To już chyba nie jest ten etap, gdy parę dekretów i decyzji Wizengamotu mogłoby ugłaskać... Cóż, kogokolwiek. — Wzruszył sztywno ramionami. Czy im się to podobało czy nie ostatnie działania Śmierciożerców zmieniły nieco reguły gry. — Nawet przed Beltane byłoby to trudne, ale teraz? Po Polanie Ognisk i tych wszystkich pożarach? Ludzie stracili tak wiele, że nawet ja nie wiem, co w nicy teraz bardziej dominuje: zmęczenie i pragnienie powrotu do normalności sprzed tego całego cyrku czy chęć wyciągnięcia konsekwencji za to wszystko.
Zerknął wymownie na Geraldine. Przez długi czas działania Śmierciożerców był dość wybiórcze. Pierwsze napady i fale porwań w Londynie czy nawet poza jego granicami wzbudzały emocje, ale nie na tyle duże, aby rozsierdzić całą społeczność. Ludźmi zaczął bardziej kierować instynkt samozachowawczy. Można było trzymać się od tego wszystkiego z daleka, o ile ignorowało się ciemne chmury wiszące nad całym krajem. A jednak atak na Beltane i Spalona Noc pokazały, że teraz dotyczy to wszystkich. W tych tragediach każdemu mogło się oberwać. Pytanie tylko, czy zwykli czarodzieje mieli już na tyle dość tego wszystkiego, aby w końcu zacząć żądać od Ministerstwa Magii zdecydowanej reakcji.
— Pójście na rękę konserwatystom mogłoby to wszystko jakoś... wydłużyć w czasie — kontynuował z niepewnym wyrazem twarzy. — Ciężko tylko stwierdzić, jaka byłaby reakcja społeczeństwa. Zwłaszcza teraz, kiedy większość kraju została oparzona przez działania Śmierciożerców. A pójście w drugą stronę i zdecydowaną reakcję? — Spojrzał na moment w niebo. — Powiem tak: będę zaskoczony, jeśli Brygada Uderzeniowa czy Biuro Aurorów zostanie wysłane na ulice nawet w celu dokładniejszych kontroli czy zabezpieczenia magicznej dzielnicy. Skupienie się wyłącznie na Londynie będzie oznaczało rezygnację z zabezpieczenia innych miejsc.
Tak samo jak na Beltane, dokończył w myślach, przypominając sobie tłumaczenia Bonesa na temat tego, czemu nie mógł użyczyć zespołowi dodatkowych pracowników. Zbyt duże ryzyko wrzucenia dużej ilości Brygadzistów w jedno miejsce, które tylko mogło zostać celem ataku. Erik wypuścił głośno powietrze z ust, kręcąc powoli głową. Musiał przestać ciągle o tym myśleć. Przynajmniej póki był teraz na treningu z Gerladine.
Kiedy przyszło co do czego i para skrzyżowała ze sobą ostrza, działania Erika okazały się... Niezbyt efektywne. Wprawdzie cios został wyprowadzony całkiem nieźle, jednak Yaxley wcale nie była gorsza i postanowiła nie dopuścić do tego, aby erikowy rapier w ogóle znalazł się wystarczająco blisko niej, aby zrobić jej nawet teoretyczną krzywdę. Geraldine faktycznie udało się Erikowi wytrącić broń z dłoni, co na moment przerwało pojedynek. Zamiast jednak pozwolić kobiecie na rozpoczęcie ataku na własnych warunkach, Erik zaatakował ponownie, celując mniej więcej w okolice prawego łokcia czarownicy.
(Aktywność Fizyczna) Atak rapierem x1
Rzut W 1d100 - 52
Sukces!
Sukces!
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞