13.08.2025, 23:42 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.08.2025, 15:31 przez Erik Longbottom.)
Nie darzył The Globe ciepłymi uczuciami. Chociaż za dzieciaka gmach tej instytucji kojarzył mu się raczej pozytywnie, głównie ze względu na przedstawienia, na które czasem zabierali swoje pociechy rodzice, tak wraz z biegiem czasu... Jego odczucia względem teatru uległy sporej zmianie. Głównie za sprawą całej historii z Laurencem Selwynem, który skutecznie obrzydził mu działalność swojej rodziny. Do tego jeszcze dochodziła kwestia zabezpieczeń teatru: te były wyjątkowo słabe, czego dowodem była próba porwania Anthony'ego Shafiqa w trakcie przedstawienia. I to przez czarnoksiężników, oczywiście. Oby tym razem zainwestowali w jakieś dodatkowe zaklęcia obronne. Albo całe grono ochroniarzy pochowanych po kątach, pomyślał, pokonując wraz z Norą kolejne schodki prowadzące na wyższe piętra teatru, gdzie znajdowały się loże.
— Doprawdy wspaniale dziś wyglądasz — skomentował, zatrzymując się na moment na półpiętrze, co by zerknąć na towarzyszącą mu Norę Figg. Brenna musiała być już w środku... A może zamierzała się spóźnić? Erik zmarszczył na moment brwi. Kto wie, jakie plany miała co do towarzystwa do którego dziś została zaproszona? Cóż, w razie czego na pewno złapią się na bankiecie.
Sam też prezentował się nie najgorzej, biorąc pod uwagę trudy ostatnich tygodni. Ciemna marynarka opinała jego ramiona, podkreślając przy tym jego postawę - wyprostowaną, chociaż wprawne oko mogło zauważyć, że była ona bardziej wymuszona niż zwykle. Czarodziej co jakiś czas mimowolnie pochylał się lekko do przodu, prędko jednak korygując układ swojego ciała. Spod kołnierza wyłaniała się biała koszula, której mankiety wystawały spod rękawów, ujawniając kolorowe spinki ze znakiem Gryffindoru - pamiątka z czasów szkolnych. Całość dopełniał czarny krawat, dbale zawiązany, dodając całości sporo elegancji.
— Też masz takie dziwne wrażenie, że kiedy koniec końców opuścimy ten bu-budynek, to wyjdziemy stąd jako zupełnie inni ludzie? — spytał niespodziewanie Erik, kiedy już rozsiedli się w loży w jednej ręce trzymając kieliszek z rozdawanym wcześniej szampanem, a w drugiej biuletyn reklamowy przedstawiający szczegóły przedstawienia. — Te całe ekstazy mogą się dla nas okazać zbyt mocne na nasze biedne i delikatne serca, prawda?
Mężczyzna przycisnął mocniej plecy do oparcia fotela, który sobie zarezerwował, kiedy tylko razem z Norą znaleźli swoją lożę. Mimowolnie przesuwał coraz szybciej wzrokiem po wypisanej na ulotce liście nazwisk osób związanych z najnowszą produkcją The Globe. Większości wymienionych aktorów z obsady nie kojarzył, podobnie jak osób związanych z oprawą muzyczną. Tyle dobrego, że chociaż część nazwisk kojarzył. Chociaż tyle się nie zmieniło. Selwynowie dalej grali pierwsze skrzypce w kwestii rozwoju artystycznego na terenie Londynu.
Ciekawe, czy Spalona Noc miała jakiś wpływ na ich wewnętrzne działania. Czy rozważyli znalezienie nowych twarzy? Nowych nazwisk? A może po głowie chodziło im już, aby zainspirować się historiami dotyczących ludzkich tragedii związanych z pożarami. Nie ma co ukrywać, ogień na pewno rozpalił w paru artystach płomień fantazji, skomentował bezgłośnie, wzdychając cicho i upijając nieco szampana. Chociaż minęło zaledwie parę miesięcy, tak nawet jego wizyta u Loretty Lestrange wydawała się cholernie odległa. Ba, już sam miał wątpliwości, czy rozpoznałby samego siebie, gdyby teraz stanął twarzą w twarz z Erikiem pomagającym organizować bal charytatywny w Warowni.
Skrzywił się mimowolnie na wspomnienie rodzinnej rezydencji. Zerknął kątem oka na przyjaciółkę. Urywek myśli o domu powoli formował się w potok słów, którym chciał się podzielić z innymi. Po raz kolejny wrócić do jednego i tego samego tematu. Odbudowy. Katastrofy. Straty. Jakby było nam tego mało, pomyślał, wbijając spojrzenie w stronę rozsianych po drugiej stronie sali loży vipowskich. Przecież temu właśnie służył ten wypad. Zmianie otoczenia. I pokazaniu się w towarzystwie, bo być może co poniektórzy byliby gotowi pomyśleć, że Longbottomowie zniknęli z powierzchni ziemi wraz z pierwszymi wieściami na temat pożarów w Dolinie Godryka.
— Z drugiej strony, taka jest przecież rola sztuki. Te doświadczenia mają nas ubogacić. Stać się pokarmem dla duszy... I umysłu! — dokończył myśl, odstawiając kieliszek szampana na boczny stolik. Może nie był największym znawcą teatru w mieście, tak wypadałoby mieć czystą głowę, co by później móc jakoś wypowiedzieć się na temat przedstawienia. Jeśli nie treści, to chociaż o występach ludzi, którzy byli zaangażowani w jego stworzenie.
Nie było zresztą już okazji na wdanie się w jakąś dłuższą dyskusję, bo niedługo później światła zaczęły przygasać, zwracając uwagę zgromadzonych w teatrze gości ku głównej scenie, aby zaraz połaskotać ich wszystkich po uszach pierwszymi taktami oprawy muzycznej dopasowanej do przedstawienia. Muzyka, choć dość nastrojowa, z początku niezbyt przypadła do gustu Erikowi. Może właśnie w tym tkwił problem? Widok umierającego Merlina rozpamiętującego całą swoją przeszłość... Cóż, to poruszało Longbottoma do głębi. Ileż to razy w ostatnich dniach nie wyrzucał sobie popełnionych w ostatnich miesiącach błędy? Ile razy powtarzał sobie, że powinien był zachowywać się inaczej? Zmienić nieco swoją naturę i pójść bardziej w ślady swojej młodszej siostry?
Najjaśniejszym elementem sztuki zdaniem Erika okazała się relacja Merlina z Morganą Le Fay, a przede wszystkim to jak wymusiła niejako na czarodzieju konfrontację z własną przeszłością... i przyszłością, co koniec końców doprowadziło do jej własnego upadku. Dość prosta historii, gdyby nie wnikać w nią głębiej, skomentował w myślach Erik, zaczynając klaskać, kiedy nadeszła chwila obdarzenia ekipy Ekstazy Merlina brawami. Z drugiej strony, opowieść wydawała się prosta tylko pozornie. Im mocniej się ją analizowało, tym więcej warstw można było dostrzec, zwłaszcza gdy dodało się do tego jeszcze rolę Ekstaz czy Ambicji i układów tanecznych, które były dość... angażujące, kiedy patrzyło się na nie z boku. Lub z góry jak w ich przypadku.
— To teraz chyba ta bardziej nerwowa część — podsumował, odwracając się do swojej towarzyszki i wskazując w stronę wyjścia z loży.
Bankiet. Ech, co ich tam czeka?
— Doprawdy wspaniale dziś wyglądasz — skomentował, zatrzymując się na moment na półpiętrze, co by zerknąć na towarzyszącą mu Norę Figg. Brenna musiała być już w środku... A może zamierzała się spóźnić? Erik zmarszczył na moment brwi. Kto wie, jakie plany miała co do towarzystwa do którego dziś została zaproszona? Cóż, w razie czego na pewno złapią się na bankiecie.
Sam też prezentował się nie najgorzej, biorąc pod uwagę trudy ostatnich tygodni. Ciemna marynarka opinała jego ramiona, podkreślając przy tym jego postawę - wyprostowaną, chociaż wprawne oko mogło zauważyć, że była ona bardziej wymuszona niż zwykle. Czarodziej co jakiś czas mimowolnie pochylał się lekko do przodu, prędko jednak korygując układ swojego ciała. Spod kołnierza wyłaniała się biała koszula, której mankiety wystawały spod rękawów, ujawniając kolorowe spinki ze znakiem Gryffindoru - pamiątka z czasów szkolnych. Całość dopełniał czarny krawat, dbale zawiązany, dodając całości sporo elegancji.
~~*~~
— Też masz takie dziwne wrażenie, że kiedy koniec końców opuścimy ten bu-budynek, to wyjdziemy stąd jako zupełnie inni ludzie? — spytał niespodziewanie Erik, kiedy już rozsiedli się w loży w jednej ręce trzymając kieliszek z rozdawanym wcześniej szampanem, a w drugiej biuletyn reklamowy przedstawiający szczegóły przedstawienia. — Te całe ekstazy mogą się dla nas okazać zbyt mocne na nasze biedne i delikatne serca, prawda?
Mężczyzna przycisnął mocniej plecy do oparcia fotela, który sobie zarezerwował, kiedy tylko razem z Norą znaleźli swoją lożę. Mimowolnie przesuwał coraz szybciej wzrokiem po wypisanej na ulotce liście nazwisk osób związanych z najnowszą produkcją The Globe. Większości wymienionych aktorów z obsady nie kojarzył, podobnie jak osób związanych z oprawą muzyczną. Tyle dobrego, że chociaż część nazwisk kojarzył. Chociaż tyle się nie zmieniło. Selwynowie dalej grali pierwsze skrzypce w kwestii rozwoju artystycznego na terenie Londynu.
Ciekawe, czy Spalona Noc miała jakiś wpływ na ich wewnętrzne działania. Czy rozważyli znalezienie nowych twarzy? Nowych nazwisk? A może po głowie chodziło im już, aby zainspirować się historiami dotyczących ludzkich tragedii związanych z pożarami. Nie ma co ukrywać, ogień na pewno rozpalił w paru artystach płomień fantazji, skomentował bezgłośnie, wzdychając cicho i upijając nieco szampana. Chociaż minęło zaledwie parę miesięcy, tak nawet jego wizyta u Loretty Lestrange wydawała się cholernie odległa. Ba, już sam miał wątpliwości, czy rozpoznałby samego siebie, gdyby teraz stanął twarzą w twarz z Erikiem pomagającym organizować bal charytatywny w Warowni.
Skrzywił się mimowolnie na wspomnienie rodzinnej rezydencji. Zerknął kątem oka na przyjaciółkę. Urywek myśli o domu powoli formował się w potok słów, którym chciał się podzielić z innymi. Po raz kolejny wrócić do jednego i tego samego tematu. Odbudowy. Katastrofy. Straty. Jakby było nam tego mało, pomyślał, wbijając spojrzenie w stronę rozsianych po drugiej stronie sali loży vipowskich. Przecież temu właśnie służył ten wypad. Zmianie otoczenia. I pokazaniu się w towarzystwie, bo być może co poniektórzy byliby gotowi pomyśleć, że Longbottomowie zniknęli z powierzchni ziemi wraz z pierwszymi wieściami na temat pożarów w Dolinie Godryka.
— Z drugiej strony, taka jest przecież rola sztuki. Te doświadczenia mają nas ubogacić. Stać się pokarmem dla duszy... I umysłu! — dokończył myśl, odstawiając kieliszek szampana na boczny stolik. Może nie był największym znawcą teatru w mieście, tak wypadałoby mieć czystą głowę, co by później móc jakoś wypowiedzieć się na temat przedstawienia. Jeśli nie treści, to chociaż o występach ludzi, którzy byli zaangażowani w jego stworzenie.
Nie było zresztą już okazji na wdanie się w jakąś dłuższą dyskusję, bo niedługo później światła zaczęły przygasać, zwracając uwagę zgromadzonych w teatrze gości ku głównej scenie, aby zaraz połaskotać ich wszystkich po uszach pierwszymi taktami oprawy muzycznej dopasowanej do przedstawienia. Muzyka, choć dość nastrojowa, z początku niezbyt przypadła do gustu Erikowi. Może właśnie w tym tkwił problem? Widok umierającego Merlina rozpamiętującego całą swoją przeszłość... Cóż, to poruszało Longbottoma do głębi. Ileż to razy w ostatnich dniach nie wyrzucał sobie popełnionych w ostatnich miesiącach błędy? Ile razy powtarzał sobie, że powinien był zachowywać się inaczej? Zmienić nieco swoją naturę i pójść bardziej w ślady swojej młodszej siostry?
Najjaśniejszym elementem sztuki zdaniem Erika okazała się relacja Merlina z Morganą Le Fay, a przede wszystkim to jak wymusiła niejako na czarodzieju konfrontację z własną przeszłością... i przyszłością, co koniec końców doprowadziło do jej własnego upadku. Dość prosta historii, gdyby nie wnikać w nią głębiej, skomentował w myślach Erik, zaczynając klaskać, kiedy nadeszła chwila obdarzenia ekipy Ekstazy Merlina brawami. Z drugiej strony, opowieść wydawała się prosta tylko pozornie. Im mocniej się ją analizowało, tym więcej warstw można było dostrzec, zwłaszcza gdy dodało się do tego jeszcze rolę Ekstaz czy Ambicji i układów tanecznych, które były dość... angażujące, kiedy patrzyło się na nie z boku. Lub z góry jak w ich przypadku.
— To teraz chyba ta bardziej nerwowa część — podsumował, odwracając się do swojej towarzyszki i wskazując w stronę wyjścia z loży.
Bankiet. Ech, co ich tam czeka?
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞