Jesień zwiastowała zmiany, noce miały być coraz dłuższe, pochłaniać większą część dnia, skończą się przyjemne posiadówki na zewnątrz, Yaxley wiedziała, że nawet zimą wszystko można było odejść, ale nie dało się w pełni ignorować chłodu, czy ciemności. Warto było więc nacieszyć się tymi ostatnimi dniami, gdy jeszcze wcale nie było najgorzej.
- Myślę, że mogą się przydać. - Nie dało się nie odczuć chłodu, który ogarniał okolicę. Mieli usiąść, więc na pewno będą to bardziej odczuwać. To nie było złym pomysłem. Mimo, że nie mieli zalec tutaj na dłużej, to jakieś okrycie im się przyda, by ochronić ich od wiatru. Nadmorskie powietrze było surowe, chłodne, nie miało litości.
Ruszyła w kierunku kanapy, to ją wybrała jako miejsce, w którym chciała usiąść, Ambroise będzie mógł się przysiąść. Psy ruszyły za nią, ledwo już włócząc łapami, widać po nich było zmęczenie. Nie ma się co dziwić, wszak były to jeszcze szczeniaki, nie przywykły do spędzania takiej ilości czasu na dworze. Położyły się tuz obok Yaxley, która podciągnęła na kanapę nogi. Siedziała po turecku, bo tak najbardziej lubiła. Wsadziła sobie w usta papierosa, odpaliła go i zaciągnęła się dymem. Lubiła takie poranki, były spokojne, nie zwiastowały niczego złego, gdzieś tam z tyłu głowy czuła, że nie powinna chwalić dnia przed zachodem słońca, ale wydawało jej się, że miał to być dobry dzień. Ostatnio wszystkie takie były, w końcu zaczęło się układać.
Powoli przysuwała papierosa w stronę ust, zaciągała się dymem i wypuszczała jego kłębki. Było to uspokajające zajęcie, nie, żeby czymś się stresowała jednak dawno temu stało się to dla niej odruchem, już tak miała, że gdy nie wiedziała, co powinna zrobić z rękoma, to sięgała po fajki. Czekała na Ambroisa, który postanowił sam udać się po pledy, nie musiał tego robić, mogli wyręczyć się skrzatami, ale chyba tego nie potrzebowali, całkiem nieźle radzili sobie zupełnie sami.
- To całkiem dobry poranek. - Rzuciła wreszcie, kiedy Greengrass do niej wrócił, przesunęła się w stronę oparcia, aby zrobić mu miejsce tuż obok siebie. Też musiał się w końcu rozgościć, skoro postanowili zostać tu jeszcze na chwilę. Nie była mocno zmęczona, chociaż powieki powoli zaczynały jej opadać, walczyła z tym jednak całkiem dzielnie.