Bardzo łatwo przyszedł im powrót do dawnego rytmu. Wystarczyło ledwie kilka dni, aby ponownie ułożyli sobie wszystko jak dawniej. Może nie przedyskutowali jeszcze wielu aspektów, ale póki co nic nie wymagało jakiejś szczególnej uwagi. Takich rzeczy się nie zapominało. Łatwo odnalazła się w nowo-starym rytmie. Te półtora roku przerwy wydawało się nic nie zmieniać, może to i lepiej, dobrze, że w końcu poszli po rozum do głowy.
- Całkiem, całkiem dobry? - Uśmiechnęła się, kiedy Roise znalazł się obok i przykrywał ją kocem. Nie mogło być lepiej, czyż nie. Jeszcze kilka tygodni temu nie spodziewałaby się tego, że wrócą do takich poranków, że znowu będą spędzać ze sobą każdą chwilę, okropnie jej tego brakowało i naprawdę doceniała to, że znowu wszystko wróciło do normy.
Dostrzegła jego spojrzenie, skierowane w stronę fajki, którą dopalała. Przewróciła oczami i pokręciła głową, bo nie musiał nic mówić, doskonale wiedziała, co w tej chwili myślał. Powinien mieć do tego nieco inne podejście, bo przecież przez niego sięgała właśnie po te szlugi, bardzo dobrze zdawał sobie z tego sprawę.
Kiedy usiadł obok niej, wychyliła się nieco do przodu, by ułatwić mu wsunięcie ramienia pod jej plecy, później całkiem wygodnie się w niego wtuliła. Było naprawdę błogo, psy zaczynały drzemać tuż przy ich nogach.
- Myślisz, że Ursula nie będzie miała nic przeciwko temu? - Właściwie nie dyskutowali o tym, kiedy mieli się stąd zbierać. Nie zakładała, że Lestrange zamierzała ich wyrzucać, raczej wydawało jej się, że kobieta lubiła, gdy w domu kręcili się ludzie, jednak nie należała do osób, które bez mniejszego problemu zwalały się komuś na głowę.
Mabon faktycznie zbliżało się wielkimi krokami, w sumie jeszcze nie zastanawiała się nad tym, gdzie powinni je spędzić. Tak naprawdę, najchętniej świętowałaby w gronie przyjaciół, to była w końcu ich rodzina, może nie łączona więzami krwi, tylko wybrana, jednak dużo większą przyjemność sprawiłoby jej przebywanie wtedy z nimi. Nie, żeby nie lubiła świąt w Snowdonii, jednak byli już w takim wieku, że mogli sami coś zorganizować zamiast plątać się po jednej, czy drugiej rodzinie.
- Może tak być, chociaż wolałaby zostać w takim gronie. - Rzuciła całkiem szczerze, przymknęła oczy i oparła głowę na ramieniu Ambroisa. - Gdybyśmy się ohajtali, to nie musielibyśmy nigdzie wyjeżdżać. - Powiedziała całkiem lekko, jakby to było najbardziej proste z możliwych rozwiązań.
- Moglibyśmy organizować swoje własne przyjęcia i zapraszać na nie tych, których lubimy. - Sprytny plan, czyż nie? Zresztą rozmawiali już o tym, że prędzej, czy później to zrobią, jasne nie był to najlepszy czas, ale może warto było o tym pomyśleć, dzięki temu będą mogli ominąć wiele niewygodnych spotkań, na których woleliby się nie znaleźć.