Oczywiście, że nie zamierzała odmówić swojemu przyjacielowi wizyty w teatrze. Czuła, że przyda im się ten wieczór spędzony między ludźmi, jakby nie wydarzyło się nic złego, jakby wszystko było normalne. Potrzebowali złapać oddech. Mimo, że minęły już ponad dwa tygodnie od tragicznych wydarzeń, to nadal nie do końca zdążyła sobie wszystko poukładać w głowie. Sporo się zmieniło, tak właściwie to nie sądziła, że wrócą do dawnego rytmu, niełatwo było się pozbierać po podobnej tragedii. Napatrzyła się na krzywdę innych, a skoro nadarzyła się okazja, aby wesprzeć chociaż część społeczeństwa, która ucierpiała w pożarach, to oczywiście zamierzała to zrobić.
Nie, żeby wydawało jej się, aby artyści byli najbardziej potrzebujący, jednak mogła i im nieco pomóc. Dużo bardziej obchodziła ją krzywda tych, którzy nie rzucali się w oczy, którzy nie mówili o tym, że potrzebują wsparcia, im również pomagała. Figgówna miała w swoim sercu miejsce dla wszystkich.
Upiekła nawet tort na to wydarzenie, niby nic wielkiego, ale jednak czuła, że chociaż odrobinę się zaangażowała, a teraz wraz z Erikiem miała obejrzeć spektakl z loży. Dobrze było mieć majętnych znajomych, dzięki temu mogła przez chwilę poczuć się jak jedna z nich.
- Dziękuję, Ty również prezentujesz się dobrze, jak zawsze zresztą. - Nie dało się odmówić Erikowi tego, że zawsze wyglądał dobrze. Nie bez powodu był jednym z najbardziej rozchwytywanych kawalerów w Wielkiej Brytanii.
Panna Figg przywiązywała ogromną wagę do swojego wyglądu, uwielbiała kolory, dzisiaj jednak postawiła na delikatny, pudrowy róż, by za bardzo nie rzucać się oczy, no może poza tiulem, ale nie mogła sobie odmówić drobnego dodatku.
Rozsiedli się w loży. Nora spoglądała na scenę, najwyraźniej jednak mieli jeszcze krótką chwilę, nim spektakl się zacznie. Nie do końca wiedziała, czego się spodziewać, chociaż uzyskała część informacji, by przygotować odpowiedni tort, taki który będzie pasował do klimatu wydarzenia. - Myślisz, że to może, aż tak na nas wpłynąć? - Przeniosła spojrzenie na przyjaciela i wpatrywała się w niego dłuższą chwilę, chyba sobie z niej żartował... a jeśli nie? To cóż, może faktycznie wyjdzie stąd jako inny człowiek.
- Nie jest to szczególnie bliska mi dziedzina, ale zobaczymy, może dzisiaj coś się zmieni. - Norka nie była fanką teatru, może przez to, że nie bywała w podobnych miejscach zbyt często. Była zapracowana, zajęta swoimi zwyczajnym życiem. Nie do końca więc wiedziała, czego powinna się spodziewać. Światła przygasły i rozpoczęło się przedstawienie.
Siedziała wyprostowana jak struna, jakby bała się odetchnąć, żeby nie przeszkodzić artystom w prezentowaniu ich dzieła. Była skupiona, nie chciała, aby cokolwiek jej umknęło, skoro już tu się znalazła, to warto było wynieść z tego jak najwięcej.
W końcu pomieszczenie ponownie się rozświetliło, trudno było jej przyzwyczaić się do tego, że zrobiło się jasno. Mrugnęła kilka razy, by oczy przestały być podrażnione. - To było... ciekawe. - Tak właściwie nie do końca wiedziała, czy podobało jej się to, co zobaczyła. Nie do końca uważała, aby zastanawianie się nad swoimi życiowymi wyborami w tej chwili było priorytetem, rodzina, czy wiedza, od zawsze chyba takie sprawy wzbudzały dylematy, a przecież można było wszystko połączyć. Wilk syty i owca cała, czy coś.
- Jakoś sobie poradzimy, jeśli nie, to mrugnij dwa razy, szybko znajdziemy drzwi. - Była skłonna stąd wyjść, jeśli tylko Erik będzie tego chciał. Miała nadzieję, że uda jej się przywitać z Brenną, bo nie widziały się od kilku dni, a chciała zobaczyć, jak się miewa.