Yaxley nigdy szczególnie nie próbowała uwodzić, jeśli ktoś ją interesował w ten wyjątkowy, romantyczny sposób to po prostu o tym mówiła. Prędzej, czy później, zresztą od wielu lat wiedziała, że kocha tylko jedną osobę, z jedną, jedyną osobą będzie szczęśliwa. Mimo tego, że ten ostatni rok wyglądał, jak wyglądał to zdawała sobie sprawę z tego, że nie miał nic zmienić w jej życiu. Odkąd poznała Greengrassa wiedziała, że skończą ze sobą. Było to całkiem butne podejście, ale nie zakładała innej możliwości, i cóż - dopięła swego. Po raz kolejny, gdy jej na czymś naprawdę zależało to nie odpuszczała, bez względu na to, jak wiele by jej to nie miało kosztować.
- Bardziej myślałam o tym, żeby wsadzić Ci broń w rękę i zobaczyć, jak sobie poradzisz. - Longbottom miał w końcu doświadczenie w obyciu z bronią, przynajmniej białą, więc to nie do końca byłoby dla niego coś nowego. No, musiałby zabić zwierzę, ale czy to naprawdę zmieniało aż tak wiele. - Nie do końca interesuje mnie Twoja atrakcyjność, miałam nadzieję, że to jasne. - Nigdy nie skupiała się na tym, co widziała w Eriku większość panień. Tak, zdawała sobie sprawę z tego, że został wyróżniony jakże niesamowitym tytułem jakim był najbardziej pożądany kawaler w Wielkiej Brytanii, ba - kiedy pojawiała się z nim gdzieś publicznie często czuła na sobie zazdrosne spojrzenia, co okropnie ją bawiło, bo nigdy, przenigdy nie pomyślałaby o nim w ten sposób. Byli przyjaciółmi, wspierali się od lat i to nigdy nie miało się zmienić.
- Z kostiumami masz zresztą jakieś doświadczenie, jeśli dobrze pamiętam? - Zawahała się, ale nie, to nie mogło jej się przywidzieć, na pewno widziała go w jakimś nagłówku gazety przebranego za kota.
- Zwierząt nie brakuje, nie musimy przebierać za nie ludzi, żeby mieć na co polować. - Dodała jeszcze, bo miała wrażenie, że Erik nie do końca zdawał sobie sprawę z tego, jakie ilości magicznych stworzeń plątały się po świecie.
- Spóźnili się, ale to nic nowego. - Nigdy nie kryła się z tym, co myślała o ministerstwie. Ci, którzy ją znali wiedzieli, jakie miała podejście do urzędu i urzędników. Tolerowała niewielu z nich, chyba wyłącznie tych z którymi się przyjaźniła, bo wiedziała, że nie mają klapek na oczach i byli w stanie jasno myśleć, tyle, że nie zawsze dało się to przepchnąć gdzieś wyżej. - Ludzie są zmęczeni, stracili dobytki, chyba już nie wierzą w powrót do normalności. - Nikt chyba nie był taki głupi, aby sądzić, że po tych pożarach nagle wszystko wróci do tego, jak wyglądało wcześniej. Pożary przyniosły strach, przemyślenia związane z przyszłością, z tym, czy w ogóle jakaś nadejdzie. Nie do końca jej się to podobało, wolałaby, aby pojawił się gniew i chęć ukrócenia tego, co się działo. Nie wszyscy jednak mieli takie podejście, a szkoda, może bunt by coś zmienił i jawne niezgadzanie się z tym, co działo się w Wielkiej Brytanii.
- Tak źle i tak niedobrze, chyba utkniemy w impasie. Ciekawe, co takiego musi się wydarzyć, aby podjęli jakieś bardziej konkretne działania, skoro te pożary były niewystarczające... - To chyba nic nie będzie, nie dokończyła jednak myśli, aby nie wyjść na czarnowidza. Wiedziała, że nie będzie mogła trzymać się z boku na dłużej, udawało jej się to robić przez wiele lat, ale sytuacja była coraz bardziej napięta... z drugiej strony, mogli się zaszyć znowu gdzieś na wsi, udawać, że nic nie widzą, nie słyszą, ani, że nie docierają do nich żadne informacje, to też była jakaś myśl.
Rozpoczęli trening, właściwie przecież po to się tutaj znaleźli. Musieli utrzymywać formę, wiedziała, że mało kto jest w stanie dorównać jej umiejętnościom, ceniła sobie więc towarzystwo Longbottoma, dzięki niemu mogła bowiem jeszcze się czegoś nauczyć.
Udało jej się wytrącić mu rapier z ręki, uśmiechnęła się do siebie zadowolona z tego, że manewr zakończył się sukcesem. Nie zwlekał jednak, szybko sięgnął po broń i ją zaatakował. Dobrze było wiedzieć, że ma chęć walczyć dalej. Geraldine nie czekała, miała drobną przewagę - obserwowała go, więc od razu spróbowała zablokować jego atak, a później wyprowadzić cios, który miał sięgnąć w jego obojczyk.
AF ◉◉◉◉◉
1.
Krytyczny sukces!
2.
Sukces!