18.08.2025, 19:41 ✶
- Jeśli potrzebowałbyś wsparcia, wiesz, gdzie mnie szukać. Jestem pewna, że mógłbyś bez problemów stworzyć coś dla rzemieślników, skoro już tak mocno siedzisz w handlu albo jakąś firmę międzynarodową - stwierdziła, przypatrując się mu bacznie, i marszcząc lekko czoło, gdy wspomniał o wyjeździe. Wiedziała, że sytuacja jest dość poważna, ale że aż tak?
Przez myśl przeszło jej, że może nie chodziło o Jonathana: może Spalona Noc wstrząsnęła Shafiqiem bardziej niż Charlotte się spodziewała.
Chwilowo jednak postanowiła odsunąć to na bok i skupić się na jednym problemie na raz. Po kolei. Masowe ataki, pożary i ogólna zagłada poczekają aż roztrząsą to, co naprawdę ważne i...
...bezużyteczny.
Aż zamrugała na słowa Anthonyego.
Gdyby Charlotte zawsze mówiła na głos to, co myśli, byłaby persona non grata nie tylko pośród bardziej konserwatywnych rodów czystej krwi, ale mogłaby też rywalizować o tytuł najbardziej znienawidzonej osoby w całym społeczeństwie czarodziejów. Przy swoich letnich chłopcach gryzła się w język trochę rzadziej niż przy ogóle społeczeństwa, ze względu na to, że Tony był jedną z niewielu jednostek pod tym niebem, do których żywiła jakiś szacunek, tym razem jednak nie wystrzeliła tego, co przyszło jej do głowy najpierw.A były to słowo, które pewnie doprowadziłyby do zawału jej matkę.
Mianowicie "...ale co ty pierdolisz?!"
Zamiast wygłosić tę jakże niekulturalną uwagę, upiła zamiast tego kolejny łyk i zebrała myśli, zanim odstawiła kieliszek. O ile wcześniej nie rozumiała sytuacji, o tyle teraz czuła się zupełnie zagubiona, i w relacjach między Shafiqiem i Selwynem, i co ona miała do tego: pomysł, że Anthony mógłby ją podejrzewać o udział w jakimś nielegalnym podziemiu nie przyszedł jej do głowy (a i po prawdzie pewnie miałaby problem ze zrozumieniem, w czym tu kłopot, w Departamencie robiła czasem gorsze rzeczy...).
- Tony, skarbie, skąd pomysł, że ludziom, których uważam za bezużytecznych mówię, że mogliby spokojnie założyć własną firmę, bez Ministra Magii? To znaczy... - zawahała się i zaraz uzupełniła, skoro już miała być tutaj tym, czym bywała tak rzadko, czyli Absolutnie Szczerą Osobą. - Dobrze, czasem mówię im takie rzeczy, ale wtedy kłamię, a teraz mówię prawdę - dodała uczciwie.
Niektórym mówiła takie rzeczy, bo chciała uchodzić za sympatyczną współpracownicę. Albo bo naigrywała się z nich w duchu. Ale jeśli szło o Anthony'ego, miała w niego znacznie więcej wiary niż w przeciętną jednostkę.
- Trudno mi uwierzyć, że Jonathan naprawdę powiedział coś takiego, w kontekście innym niż wybór nowej szaty, bo tutaj faktycznie wiele byś mu nie pomógł. - Selwyn był kolorowym ptakiem, a Shafiq miał raczej styl wampira z gotyckich powieści, poza tym miał ten sam problem, co Jessie, którego Charlotte ze względu na daltonizm nie puszczała wciąż do sklepu samego. - Dlaczego uważasz, że ma cię za bezużytecznego? Skąd pomysł, że j a mam cię za bezużytecznego? Bo jeśli chodzi o Eugenię, to i tak nikogo nie obchodzi jej zdanie - wymruczała ostatnie słowa tak ledwo słyszalnie, bo lubiła swoją pracę i jednak nie chciała z niej wylecieć.
Przez myśl przeszło jej, że może nie chodziło o Jonathana: może Spalona Noc wstrząsnęła Shafiqiem bardziej niż Charlotte się spodziewała.
Chwilowo jednak postanowiła odsunąć to na bok i skupić się na jednym problemie na raz. Po kolei. Masowe ataki, pożary i ogólna zagłada poczekają aż roztrząsą to, co naprawdę ważne i...
...bezużyteczny.
Aż zamrugała na słowa Anthonyego.
Gdyby Charlotte zawsze mówiła na głos to, co myśli, byłaby persona non grata nie tylko pośród bardziej konserwatywnych rodów czystej krwi, ale mogłaby też rywalizować o tytuł najbardziej znienawidzonej osoby w całym społeczeństwie czarodziejów. Przy swoich letnich chłopcach gryzła się w język trochę rzadziej niż przy ogóle społeczeństwa, ze względu na to, że Tony był jedną z niewielu jednostek pod tym niebem, do których żywiła jakiś szacunek, tym razem jednak nie wystrzeliła tego, co przyszło jej do głowy najpierw.A były to słowo, które pewnie doprowadziłyby do zawału jej matkę.
Mianowicie "...ale co ty pierdolisz?!"
Zamiast wygłosić tę jakże niekulturalną uwagę, upiła zamiast tego kolejny łyk i zebrała myśli, zanim odstawiła kieliszek. O ile wcześniej nie rozumiała sytuacji, o tyle teraz czuła się zupełnie zagubiona, i w relacjach między Shafiqiem i Selwynem, i co ona miała do tego: pomysł, że Anthony mógłby ją podejrzewać o udział w jakimś nielegalnym podziemiu nie przyszedł jej do głowy (a i po prawdzie pewnie miałaby problem ze zrozumieniem, w czym tu kłopot, w Departamencie robiła czasem gorsze rzeczy...).
- Tony, skarbie, skąd pomysł, że ludziom, których uważam za bezużytecznych mówię, że mogliby spokojnie założyć własną firmę, bez Ministra Magii? To znaczy... - zawahała się i zaraz uzupełniła, skoro już miała być tutaj tym, czym bywała tak rzadko, czyli Absolutnie Szczerą Osobą. - Dobrze, czasem mówię im takie rzeczy, ale wtedy kłamię, a teraz mówię prawdę - dodała uczciwie.
Niektórym mówiła takie rzeczy, bo chciała uchodzić za sympatyczną współpracownicę. Albo bo naigrywała się z nich w duchu. Ale jeśli szło o Anthony'ego, miała w niego znacznie więcej wiary niż w przeciętną jednostkę.
- Trudno mi uwierzyć, że Jonathan naprawdę powiedział coś takiego, w kontekście innym niż wybór nowej szaty, bo tutaj faktycznie wiele byś mu nie pomógł. - Selwyn był kolorowym ptakiem, a Shafiq miał raczej styl wampira z gotyckich powieści, poza tym miał ten sam problem, co Jessie, którego Charlotte ze względu na daltonizm nie puszczała wciąż do sklepu samego. - Dlaczego uważasz, że ma cię za bezużytecznego? Skąd pomysł, że j a mam cię za bezużytecznego? Bo jeśli chodzi o Eugenię, to i tak nikogo nie obchodzi jej zdanie - wymruczała ostatnie słowa tak ledwo słyszalnie, bo lubiła swoją pracę i jednak nie chciała z niej wylecieć.