18.08.2025, 20:15 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.08.2025, 01:41 przez Thomas Figg.)
Uniósł brwi patrząc na nią, jakby jej wyrosły czułki, albo mówiła, że pomarańcze smakują dzisiaj wyjątkowo bananowo. Delikatnie położył Dorze rękę na ramieniu i patrząc w oczy dodał.
- Nie przepraszaj za to, że chciałaś nieść pomoc, nie ma w tym nic złego - posłał jej nawet pokrzepiający uśmiech nim ruszyli dalej, to że nie przeszli obojętnie obok cudnego nieszczęścia nie było problemem, chciał żeby o tym wiedziała. Wszak pomagali komuś innemu po drodze do właściwego celu, do którego zmierzali to nie było tak, że zamiast komuś pomagać i go ratować to poszli sobie łowić ryby czy uciąć drzemkę.
Zaczął wyciągać dalej kulasy, kiedy przyjaciółka przyspieszyła, musiał dotrzymać jej kroku, choć nic nie wskazywało, by ogień im zagrażał w tej kamienicy, to jednak nie wyglądała aby cały ten galimatias ją całkowicie ominął. Z drugiej strony, czy zapach dymu im kiedykolwiek przejdzie, czy też na stałe już gości w ich nozdrzach. Z ulgą zarejestrował, ze rzeczona pani Walters ma się dobrze i nie widać po niej, żeby musiała walczyć z tym nieziemskim żywiołem tej nocy.
- Cali, cali. Pilnowałem, żeby sobie niczego nie przypaliła - odpowiedział szczerząc się i delikatnie czochrając włosy Crawley'ówny.
Na razie jesteście cali, przecież chcesz ją zabrać na Nokturn
Złośliwy głos w głosie szyderczo z niego zadrwił, bo to prawda, mieli jeszcze po drodze do Nory wpaść na ulice Śmiertelnego Nokturnu. Plan jakże kurwa sprytny, szkoda, że jeszcze bardziej niebezpieczny, zabierać Dorę do tej wylęgarni zła. Ale w jego pokrętnej logice tak było dla niej bezpieczniej, aniżeli miałby ją puszczać samą do Nory, nie miał pojęcia co mogło by ją spotkać po drodze. A tak? Będąc obok niej mógł zawsze zainterweniować i pomóc, był przecież Figgiem, a oni zawsze spadali nam cztery łapy. Tak, zdecydowanie to nie było może najmądrzejsze co zamierzali jeszcze zrobić, ale cóż... Na szczęście Thomas nie miał trzeciego oka i nie widział wydarzeń z przyszłości, a nawet gdyby je widział to zapewne by ich nie zmieniał.
- Nie przepraszaj za to, że chciałaś nieść pomoc, nie ma w tym nic złego - posłał jej nawet pokrzepiający uśmiech nim ruszyli dalej, to że nie przeszli obojętnie obok cudnego nieszczęścia nie było problemem, chciał żeby o tym wiedziała. Wszak pomagali komuś innemu po drodze do właściwego celu, do którego zmierzali to nie było tak, że zamiast komuś pomagać i go ratować to poszli sobie łowić ryby czy uciąć drzemkę.
Zaczął wyciągać dalej kulasy, kiedy przyjaciółka przyspieszyła, musiał dotrzymać jej kroku, choć nic nie wskazywało, by ogień im zagrażał w tej kamienicy, to jednak nie wyglądała aby cały ten galimatias ją całkowicie ominął. Z drugiej strony, czy zapach dymu im kiedykolwiek przejdzie, czy też na stałe już gości w ich nozdrzach. Z ulgą zarejestrował, ze rzeczona pani Walters ma się dobrze i nie widać po niej, żeby musiała walczyć z tym nieziemskim żywiołem tej nocy.
- Cali, cali. Pilnowałem, żeby sobie niczego nie przypaliła - odpowiedział szczerząc się i delikatnie czochrając włosy Crawley'ówny.
Na razie jesteście cali, przecież chcesz ją zabrać na Nokturn
Złośliwy głos w głosie szyderczo z niego zadrwił, bo to prawda, mieli jeszcze po drodze do Nory wpaść na ulice Śmiertelnego Nokturnu. Plan jakże kurwa sprytny, szkoda, że jeszcze bardziej niebezpieczny, zabierać Dorę do tej wylęgarni zła. Ale w jego pokrętnej logice tak było dla niej bezpieczniej, aniżeli miałby ją puszczać samą do Nory, nie miał pojęcia co mogło by ją spotkać po drodze. A tak? Będąc obok niej mógł zawsze zainterweniować i pomóc, był przecież Figgiem, a oni zawsze spadali nam cztery łapy. Tak, zdecydowanie to nie było może najmądrzejsze co zamierzali jeszcze zrobić, ale cóż... Na szczęście Thomas nie miał trzeciego oka i nie widział wydarzeń z przyszłości, a nawet gdyby je widział to zapewne by ich nie zmieniał.
Koniec sesji