- Mam dość ognia na najbliższy czas, więc nie musisz się o to martwić. - Nie, żeby w ogóle rozważała rzucenie w niego zaklęcia, wiedziała, że nie byłaby mu w stanie zrobić krzywdy w ten sposób, w końcu trafiło na specjalistę od klątw. Musiałaby się nieco wysilić, na szczęście znała również inne sztuczki. Rzadko jednak po nie sięgała, zresztą była to tylko groźba, która nigdy nie miała mieć pokrycia, raczej próbowała nieco zmienić temat od tego, co zaprzątało jej myśli. Okazja sama się nadarzyła, to z niej skorzystała. Powinna się spodziewać, że nie będzie takie proste. Próbowała brzmieć lekko, próbowała wprowadzić rozmowę na całkiem lekki ton, czy miało jej się to udać, oczywiście, że nie.
- Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem, mogę odpuścić zaklęcia na rzecz rąk. - Skoro miała się już nad nim pastwić mogła to zrobić w sposób, który chociaż odrobinę spełni jego oczekiwania, chociaż, czy wtedy faktycznie byłoby to jej zemstą? No nie do końca, ale miała do niego przecież słabość, mogła pójść na jakieś ustępstwa, nie była wcale taka groźna, jak jej się wydawało.
- Te czary faktycznie mogą spowodować, że nie dojdzie do próby ataku. Szybko Ci poszło wyperswadowanie mi tego pomysłu. Wiesz, jak mnie podejść. - Zdążyli się już nieco poznać, czyż nie, nie mogło jej to zaskakiwać. Potrafił sobie z nią radzić, zresztą póki co, raczej nie dawała mu ku temu powodów. Aktualnie też tylko i wyłącznie się z nim drażniła, próbowała odsunąć od siebie myśli, które nie chciały wcale nigdzie ulecieć. Wydawało jej się, że złapał haczyk, że ominą to, co zaczęło jej ciążyć. Niedoczekanie.
Odetchnęła głęboko. Wyczuł ją, zauważył, że jest jakieś głębsze dno w jej chwilowej chęci rzucenia w niego zaklęciem, może nie do końca o to chodziło, ale faktem było to, że coś ją gryzło. Pieprzone wróżby i kadzidła, pieprzone próby odnalezienia się w roli jasnowidza. Niby nic takiego, a jednak mogło to być coś więcej. Przejęła się tym, nie powinna, ale jednak uderzyło w nią to. Nie myślała do końca racjonalnie, umysł Bletchley w tej chwili nie był najjaśniejszy, więc zbiegło to się trochę w nieodpowiednim czasie.
- Powinnam się przyzwyczaić, że nic się przed Tobą nie ukryje. - Stwierdziła fakt. Dopiero po chwili dotarło do niej, że zabrzmiało to tak, jakby faktycznie istniała szansa na to, że mogą między nimi istnieć jakieś przyzwyczajenia. Znowu to sobie robiła, myślała o przyszłości, chociaż cały świat, łącznie z kartami tarota, wiedział, że raczej nie była im pisana.
- Nic takiego, trochę za dużo myślę. - To był jej pierwszy odruch, nie wypadało jednak, aby dostał zaklęciem za jej nadmierne myślenie, bo przecież to nie była jego wina. To ona zaczęła niepotrzebnie wszystko analizować, chociaż przecież dobrze im było bez tego. Zbliżał się jednak nieuchronnie moment, gdy opuszczą to miejsce, i co wtedy? Zapomniał ją nawet zaprosić na ślub, a może nie chciał tego zrobić, przecież ustalili, że to może się dziać tylko przez chwilę, tylko tutaj, później o sobie zapomną, rozejdą się w swoje strony i to by było na tyle.
- Ach, Greengrass wspomniał, żebyś nie zakładał bojówek na ślub, nie wiem, czemu sam Ci tego nie przekazał. - Miała mu to powiedzieć, to to zrobiła. Ton jej głosu był nieco chłodniejszy, mimo, że nie chciała pokazać, że nieco w nią to uderzyło, bo ten cały ślub miał odbyć się po tym, gdy opuszczą rezydencję, a więc ich drogi się rozejdą. Miała zniknąć z obrazka, tak szybko jak się na nim pojawiła.
Łatwo było przyzwyczaić się do tych wspólnych chwil, poranków, wieczorów, nie analizować tego, co będzie dalej, ale czas mijał, mijał bardzo szybko, kiedy w końcu codzienność okazywała się być bardzo lekka i przyjemna.
Zamilkła na moment, wpatrywała się w ciemne niebo, które nadal rozświetlały błyskawice. Było późno, nie mieli wiele czasu na to, aby krążyć wokół tematu, zresztą zapytał ją wprost, może warto było podzielić się swoimi refleksjami. Poczuła ten delikatny dotyk, który powodował ciepłe i przyjemne mrowienie na dłoni.
- bo przecież już wtedy nas tu nie będzie, właściwie to nie tylko tu, tylko po prostu nas już nie będzie. - Dokończyła myśli, zebrała się na odwagę, aby to zrobić. Ostatnio łapała się na tym, że myślała o nich jako duecie, to stało się samo z siebie, mieli wspólne plany, dyskutowali o kolejnych dniach, o tym, co będą razem robić, łatwo przychodziło jej takie gdybanie, ale to miało ulec zmianie. Nie były to żadne górnolotne plany, po prostu codzienność, którą bardzo miło było dzielić z kimś, kimś kto rozumiał, kto chciał być tuż obok. Nie powinna być zaskoczona, wręcz przeciwnie miała się tego spodziewać, ale nie spodziewała się, że będzie to smakowało, aż tak gorzko, po ledwie kilku wspólnie spędzonych dniach. To nie było dla niej typowe, ale najwyraźniej nie mogła nic z tym zrobić, to nie wybierało, po prostu się działo. Wpuściła go do swojego życia, bez momentu zawahania.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control