19.08.2025, 01:08 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.08.2025, 01:14 przez Electra Prewett.)
Ogląda wernisaż –> z Hannibalem podchodzi do reszty ekipy z loży, która stoi koło przekąsek
Czekając na Hannibala, Electra przyglądała się plakatom na wernisażu. Była pod wrażeniem tego, jak artystka ujęła ruch oraz operowała kolorami, jej zdaniem idealnie oddając atmosferę przedstawienia. Prewettówna nie była oklumentką i nigdy nie zamierzała nią zostać, ponieważ konieczność ukrywania własnych uczuć była jej największym koszmarem. Wolała w pełni korzystać z życia oraz odczuwać każdą emocję bez ograniczeń. Dlatego teraz dała się ponieść emocjom wywoływanym przez zaczarowane dzieła i napełnić pobudzającą energią.
Dotyk Hana wyrwał ją z kontemplacji, ale było to przyjemne zaskoczenie. Najchętniej rzuciłaby się mu na szyję na powitanie, ale podczas bankietu wypadało zachować choć odrobinę decorum.
– Na gwiazdę wieczoru zawsze warto czekać. – odpowiedziała Selwynowi z uśmiechem.
Już miała wtrącić, że znają się z Oleandrem, ale ta diwa oczywiście musiała zrobić scenę. Doprawdy, żaden z przyjaciół Electry nie wzbudzał w niej tylu przeciwstawnych emocji co Crouch. Pod wieloma aspektami byli do siebie podobni, na przykład w swojej miłości do sztuki i pięknych ciuchów, ale podejście Oleandra do niektórych kwestii ją odrażało. Na przykład ten opryskliwy tekst w stronę Hannibala.
– A już miałam ci pogratulować. – szepnęła Crouchowi, gdy ten całował ją w policzki. Wielka szkoda, bo jego dzisiejszy występ zasługiwał na wszystkie pochwały, tak samo jak ta zniewalająca kreacja. No cóż, sam sobie zasłużył.
Na odchodne posłała mu pełne dezaprobaty spojrzenie, ściskając jednocześnie Selwyna mocniej za ramię.
– Nie przejmuj się, on... tak ma czasami. – powiedziała swojemu towarzyszowi na ucho. – Miło było cię poznać. Byłaś dzisiaj zachwycająca. – uśmiechnęła się do Mathildy, zanim Crouch ją porwał.
– Oczywiście, zawsze pięknie wyglądam. Ty też jesteś niczego sobie. – Han mógł zauważyć psotny błysk w jej oczach. – Ach, sama nie wiem. Wszystko wydaje się pyszne. – bardzo chciała spróbować babeczek, ale wypadało poczekać jeszcze chwilę.
Wspomnienie o wieczorach wypełnionych Ekstazą wywołało na twarzy Electry znaczący uśmieszek. Prewettównie chwilę zajęło skojarzenie, że skoro była z nimi Mona, toast ten został wzniesiony także za związek Rowle z jej bratem. Spostrzeżenie to bardzo ją podekscytowało.
Czekając na Hannibala, Electra przyglądała się plakatom na wernisażu. Była pod wrażeniem tego, jak artystka ujęła ruch oraz operowała kolorami, jej zdaniem idealnie oddając atmosferę przedstawienia. Prewettówna nie była oklumentką i nigdy nie zamierzała nią zostać, ponieważ konieczność ukrywania własnych uczuć była jej największym koszmarem. Wolała w pełni korzystać z życia oraz odczuwać każdą emocję bez ograniczeń. Dlatego teraz dała się ponieść emocjom wywoływanym przez zaczarowane dzieła i napełnić pobudzającą energią.
Dotyk Hana wyrwał ją z kontemplacji, ale było to przyjemne zaskoczenie. Najchętniej rzuciłaby się mu na szyję na powitanie, ale podczas bankietu wypadało zachować choć odrobinę decorum.
– Na gwiazdę wieczoru zawsze warto czekać. – odpowiedziała Selwynowi z uśmiechem.
Już miała wtrącić, że znają się z Oleandrem, ale ta diwa oczywiście musiała zrobić scenę. Doprawdy, żaden z przyjaciół Electry nie wzbudzał w niej tylu przeciwstawnych emocji co Crouch. Pod wieloma aspektami byli do siebie podobni, na przykład w swojej miłości do sztuki i pięknych ciuchów, ale podejście Oleandra do niektórych kwestii ją odrażało. Na przykład ten opryskliwy tekst w stronę Hannibala.
– A już miałam ci pogratulować. – szepnęła Crouchowi, gdy ten całował ją w policzki. Wielka szkoda, bo jego dzisiejszy występ zasługiwał na wszystkie pochwały, tak samo jak ta zniewalająca kreacja. No cóż, sam sobie zasłużył.
Na odchodne posłała mu pełne dezaprobaty spojrzenie, ściskając jednocześnie Selwyna mocniej za ramię.
– Nie przejmuj się, on... tak ma czasami. – powiedziała swojemu towarzyszowi na ucho. – Miło było cię poznać. Byłaś dzisiaj zachwycająca. – uśmiechnęła się do Mathildy, zanim Crouch ją porwał.
– Oczywiście, zawsze pięknie wyglądam. Ty też jesteś niczego sobie. – Han mógł zauważyć psotny błysk w jej oczach. – Ach, sama nie wiem. Wszystko wydaje się pyszne. – bardzo chciała spróbować babeczek, ale wypadało poczekać jeszcze chwilę.
Wspomnienie o wieczorach wypełnionych Ekstazą wywołało na twarzy Electry znaczący uśmieszek. Prewettównie chwilę zajęło skojarzenie, że skoro była z nimi Mona, toast ten został wzniesiony także za związek Rowle z jej bratem. Spostrzeżenie to bardzo ją podekscytowało.
The older you get the more rules they're gonna try to get you to follow.
You just gotta keep livin' man,
L-I-V-I-N
You just gotta keep livin' man,
L-I-V-I-N