Yaxley nie czuła potrzeby wypytywać o ten wyjątkowy zbieg okoliczności. Przynajmniej nie w tej chwili, nie na razie, może kiedyś to zrobi, aktualnie po prostu cieszyła się ich szczęściem. Trochę to trwało zanim postanowili bowiem sięgnąć po to wszystko we właściwy sposób, nadszedł jednak moment, w którym to zrobili.
Nie miała pojęcia o tym, że to miało wydarzyć się na ognisku, nie połączyła tej ekscentrycznej oprawy z planami Roisa. Może to i lepiej, bo pewnie dotarło by do niej dlaczego był aż tak wkurwiony poprzedniego wieczora, i sama pewnie też zmieniłaby opinię o jego przyjacielu. Zapewne kiedyś to wyjdzie, bo przecież nie mieli przed sobą tajemnic, ale nie był to na to odpowiedni moment, tak czy siak to się stało. Włożył jej kamyk na palec, mieli zostać małżeństwem.
Nigdy nie zastanawiała się nad tym, jak będzie wyglądał ten moment, czuła, że kiedyś nadejdzie. Tak właściwie to idealnie się składało, że nie pojawiło się żadne przyjęcie zaręczynowe, wiedziała, że panują różne zwyczaje, ale oni od zawsze byli nieco inni. Chodzili własną drogą, wyłamywali się nieco z konwenansów, które były typowe dla ich świata. To również było ich. Nie mogło stać się lepiej.
- Wydaje mi się, że w tym względzie byłam z Tobą szczera, na pewno Cię ostrzegałam. - Było to tak dawno, że pewnie nie mogłaby sobie przypomnieć każdego, drobnego szczegółu, który padł z jej ust, jednak zdecydowanie Ambroise wiedział na co się pisze. Miał szansę bardzo dobrze poznać ją nim faktycznie zostali parą. Przeszli chyba wszystkie możliwe etapy znajomości, od przyjaźni poprzez wrogość, a skończyli w jedyny, właściwy sposób. od momentu w którym go poznała wiedziała, że będzie dla niej wyjątkowy.
Wiedzieli, że nie są w stanie iść przez życie osobno, to im nie służyło, mieli możliwość się o tym przekonać przez ostatnie półtora roku. Kiedy byli ze sobą wszystko nabierało sensu, może nie zawsze było tak kolorowo i spokojnie jak teraz, jednak nie miała wątpliwości, co było dla nich lepsze. Teraz w końcu mogli zrobić to oficjalnie, mieli ku temu wiele okazji, ale odwlekali to w czasie, właściwie nie wydawało jej się wcześniej, by tego potrzebowali, jednak po tym, co się wydarzyło, po tym, co przeżyli wiedziała, że to jest najlepszym i słusznym rozwiązaniem. Formalności ułatwiały wiele spraw, które mogły się pojawić, ale dla samych siebie warto było doprowadzić sprawę do końca, a nie żyć przez kolejne lata na kocią łapę. Nie, żeby to zmieniało zbyt wiele, ale czyż nie ku temu to wszystko zmierzało? Ślub był tylko potwierdzeniem ich uczucia przed prawem, tyle.
- Nie mam przy sobie łuku, zanim bym go przyniosła zdążyłyby odfrunąć. - Mogłaby to zrobić, oczywiście, nie miała nic przeciwko drobnemu polowaniu, chociaż zdecydowanie aktualnie wolała nie opuszczać kolan Greengrassa, na to też przyjdzie czas. Yaxley wolała polować na większe zwierzęta, ale mogłaby zrobić i to, ptactwo nie było szczególnie trudne do upolowania, nie sądziła jednak, że powód był wystarczający. Mogli uznać, że zwierzęta cieszą się ich szczęściem, czy coś.
- No co Ty nie powiesz. - Nie, żeby miała zamiar ich szukać, ale zawsze jakieś istniały, czyż nie? Droczyła się z nim oczywiście, bo nie brała nic innego pod uwagę, nie chciała tego robić, tak właściwie to od lat. Nie bez powodu tak walczyła o to, żeby zmienił zdanie, żeby zobaczył, co jest dla nich właściwsze, na szczęście udało jej się dopiąć celu, chociaż kosztowało ich to dość sporo, w pierwszym tygodniu września padły między nimi naprawdę trudne słowa, ale jakoś to przetrawili.
Zmrużyła oczy, gdy wspomniał o tym, że pierścionek ma dodatkową funkcję, zaciekawił ją tym. Oczywiście, że to nie mogło być takie proste, Ambroise nie szedł nigdy na łatwiznę, ten kamyk musiał być bardzo mocno przemyślany, nie sięgnąłby po pierwszą, lepszą biżuterię, to nie było w jego stylu.
Odsunęła rękę, aby sprawdzić, czymże była ta dodatkowa funkcja. Przez myśl jej przeszło, co by się stało, gdyby zupełnie nieświadomie wcześniej, sama, przypadkiem go dotknęła, nie uprzedził jej przecież, jeszcze zrobiłaby mu krzywdę, czy coś z jej szczęściem było to prawdopodobne.
Przeniosła wzrok na pierścionek, wcisnęła drugą dłonią listek, o którym wspomniał, była ciekawa, co się wydarzy, bo nie do końca wiedziała czego powinna się spodziewać, tak właściwie to lubiła takie niespodzianki, a więc towarzyszyła jej przy tym ekscytacja, którą można było zauważyć na jej twarzy.