Całkiem naturalnie przyszły im te wspólne noce i poranki. Nie dyskutowali o tym, to stało się samo. Zaczął tutaj bywać i tak zostało. Nie pytała, nie zastanawiała się nad tym, odpowiadało jej to. Przyjemniej było spędzać czas z kimś, niżeli w samotności. Szczególnie z kimś kto wydawał się być z tego równie zadowolony, co ona. Zapomniała jak to jest przez te lata, kiedy wybierała zupełnie inną drogę. Nie chciała się spoufalać, nie wydawało się jej to potrzebne, przynajmniej nie do momentu w którym on stanął na jej drodze. Nie wiedziała z czego to wynika, czy był to odpowiedni czas i miejsce, czy coś jeszcze innego, na pewno osoba, która pojawiła się na jej drodze miała też w tym wypadku sporo znaczenia. Była pewna tylko tego, że naprawdę jej to odpowiadało. Przestała się pilnować, otworzyła się naprawdę bardzo jak na siebie. Nie widziała najmniejszego problemu w tym, aby pokazać mu to, co zazwyczaj ukrywała przed światem, a on wydawał się akceptować ją całą, z tym pakietem dziwactw który miała w pakiecie.
Odnaleźli swój własny rytm, zachowywali się, jakby to było zupełnie normalne, jakby mogło trwać. Nie zastanawiała się nad tym, jak to będzie później, z początku przecież wiedziała, że nie powinna się nad tym zastanawiać, bo to miało się skończyć, ale trudno było myśleć o końcu kiedy tak naprawdę nie zdążyli się jeszcze tym w pełni nacieszyć. Istna sielanka, czyż nie? Nie mogło to jednak trwać wiecznie, to co dobre, zawsze musiało się kończyć, przecież powinna sobie zdawać z tego sprawę. To ona musiała poruszyć ten temat, może i nie musiała, ale dzisiejszy wieczór i to, jak się potoczył, te pieprzone wróżby, komentarz Ambroisa spowodował, że zderzyła się z rzeczywistością.
- To byłoby najprostszym rozwiązaniem i chyba każdy z nas byłby zadowolony. - Nie potrafiłaby mu się oprzeć, zauważała, że jej asertywność w przypadku, gdy znajdował się tuż obok przestawała istnieć, nie, żeby jej to jakoś szczególnie przeszkadzało, wręcz przeciwnie wcale. Skoro mogli skorzystać z tych kilku ostatnich chwil, nie chciała oponować, wręcz przeciwnie skłonna była wykraść ich jak najwięcej, skoro i tak się miała rozsypać, to czy miało znaczenie kiedy to się stanie. Im później, tym bardziej to będzie przeżywała, ale w tej chwili już zdawała sobie sprawę z tego, że raczej na pewno przyjdzie jej cierpieć.
Nie chciała brzmieć chłodno, nie zamierzała się na nim wyżywać za to, że to co miało nadejść zbliżało się nieuchronnie, ale nie umiała powstrzymać swojego żalu. Trochę rzeczy się na to złożyło, była to zła pora, zdecydowanie, w końcu ledwie godzinę wcześniej miała szansę zobaczyć, co szykował dla niej los. Zafiksowała się na tym, chociaż nie powinna, chociaż zwyczajnie nie wierzyła w takie rzeczy, ale tym razem było inaczej, bo przecież wszystko idealnie pasowało do ich sytuacji. Wszystko samo się układało, cała historia i wkurzała się chyba najbardziej na siebie, że nic nie mogła z tym zrobić, bo przecież była na przegranej pozycji, to było przesądzone.
Wybrała najprostszą sobie metodę, zamykała się w sobie, nie chciała znowu się odsłaniać, bo i tak już było zbyt późno na to, aby uchroniła się przed cierpieniem. Pozwoliła sobie na chwilę zapomnienia i co z tego wyszło? Kolejne rany, które będą się goić przez dłuższy czas. Poskłada się jakoś, zawsze jej się to udawało, ale nie chciała, żeby w ogóle do tego dochodziło. Przywiązała się do tego praktycznie obcego mężczyzny, przywykła do jego obecności, nieco ponad tydzień starczył, aby odnalazła się w tym nowym rytmie. Ciekawe ile zajmie jej powrót do codzienności.
Nie poruszali tego tematu, nie rozmawiali o tym, zamiast tego skupiali się na błahostkach i teraźniejszości, która była całkiem miła i przyjemna. Skoro o tym nie dyskutowali, to wydawało jej się, że nie było o czym rozmawiać, że to, co padło między nimi miało się ziścić, bo przecież, gdyby chciał czegoś innego, to by jej o tym powiedział, prawda? Tym bardziej, że ona nigdzie się nie wybierała, miała zostać w Londynie, nadal miała tu być. Mogłaby sama coś wspomnieć, ale nie chciała wyjść na desperatkę, nie chciała, żeby uznał, że za bardzo się w to zaangażowała, bo miała tego nie robić. Emocje, które jej towarzyszyły mówiły jednak same za siebie, nie była w stanie dłużej się oszukiwać.
Parsknięcie spowodowało, że się odwróciła. Wbiła w niego swoje spojrzenie, przez dłuższą chwilę lustrowała go wzrokiem. Sama go do tego sprowokowała, jednak nie spodziewała się takiej reakcji, zraniła go? Być może, najwyraźniej mieli się ze sobą pożegnać właśnie w taki sposób. Nie miała zamiaru milczeć, kiedy usłyszała taką reakcję.
- Jeśli tego sobie właśnie życzysz jestem skłonna to zrobić. - Może wtedy będzie pamiętał o tym, że przez chwilę istnieli, kiedy już stąd wyjedzie. Kiedy zniknie gdzieś daleko i znowu zajmie się swoimi sprawami. W końcu tak to właśnie miało wyglądać, nie obiecywali sobie niczego na dłużej, nie miała prawa od niego wymagać, że nagle zmieni swoje przyzwyczajenia i chyba to ją najbardziej bolało, że zdawała sobie sprawę iż to przywiązanie, które się pojawiło było jej niesubordynacją, gdyby się tak nie odsłoniła, a on nie akceptował tego wszystkiego byłoby to dużo prostsze.
Mrugnęła pospiesznie dwa razy. Zrozumiała do czego zmierzał, tyle, że jednak nie wydawało jej się to do końca logiczne. Gdyby chciał, żeby się z nim tam znalazła, to przecież by mu nie odmówiła, wystarczyło zapytać... Zostało ledwie kilka dni do tego przyjęcia, a on nie wspomniał o tym nawet słowem. Nie chciała się narzucać, nie chciała wypytywać, może nawet miała nadzieję, że to zrobi, że spędzą razem trochę więcej czasu, ale to nigdy nie padło.
Bardzo łatwo przyszło jej dopowiedzenie sobie historii, skoro nie zaprosił jej, to zapewne postanowił zabrać ze sobą kogoś innego. Szczególnie, że ona nie była duszą towarzystwa, nie do końca nadawała się na partnerkę na podobne wydarzenia, wadziła by mu tylko. Wszystko przeanalizowała w swojej głowie, całkiem łatwo znalazła odpowiedzi na to, dlaczego tego nie zrobił. Teraz trochę wątpiła w słuszność jej przemyśleń.
- Gdybyś planował się tam ze mną pojawić to bym o tym wiedziała. - Nadal nie spuszczała wzroku z jego twarzy. To było chyba całkiem proste, gdyby chciał, żeby zjawiła się z nim w Snowdonii, to chyba powinien jej o tym powiedzieć. Nie przypominała sobie jednak, żeby coś podobnego padło z jego ust, a pamięć akurat miała wyjątkowo dobrą.
- Zresztą, czy nie tak miało być? Kończą się wakacje, wyjeżdżasz, nie ma w tym obrazku dla mnie miejsca. - Powoli przechodziła do konkretów, do tego, co najbardziej ją bolało, czego nie do końca potrafiła przetrawić. Może powinna go zapytać jak to widzi, czy tamte słowa są aktualne, ale założyła, że nic się pod tym względem nie zmieniło, może słusznie, może nie. - Chyba, że coś się zmieniło. - Skoro już zaczęli o tym dyskutować, to warto było wyjaśnić sobie wszystko, nie znosiła niedopowiedzeń, chociaż sama w swoich myślach próbowała sobie kalkulować możliwości i opcje, to jednak prościej było dowiedzieć się tego od zainteresowanego. Lepiej późno, niż wcale.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control