19.08.2025, 19:34 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.08.2025, 19:34 przez Millie Moody.)
– Chyba nie. Po prostu za długo zajeło mi szukanie brata i zszedł sam na parter szukać…. jedzenia? Marchewek? Ale na opatrunku nie było krwi, wiec chyba nic sobie nie zepsuł. Czy coś. – Martwiła się, ale daleko jej bylo do lekarskiego fachu. Sama wielokrotnie przez nieuwagę i lekkomyślność wydłużała okres rekonwalescencji, łażąc, nie kogąc usiedzieć w miejscu. Finalnie dotarła do punktu w którym najbezpieczniej było po prostu nie być rannym, albo oberwać tak, że w szpitalu trzymali Cię kilka miesięcy i nie chcieli wypuścić bez widocznej poprawy.
Dalsza część rozmowy poturlała się jak główka kapusty z szafki, bo komuś nie podobało się miejsce, które dla niej wybrała. Pan Dorosły. Pan Zawsze Wiem Lepiej. Nie była pewna czemu rośnie w niej wkurwienie, to było takie nieadekwatne, ale może bronił się za głośno. Może była zła na siebie, że w ogóle się wpierdala?
– Słuchaj. Jakby no nie robi mi przecież totalnie z kim sypiasz. – powiedziała, nawet jeśli ostatnie dwa tygodnie przeczyły bardzo tej tezie, począwszy od wybuchu przy kuchennym stole w Warowni. – Chodzi o to, że… chodzi o to… no… wiesz mm… chodzi o to, że chciałabym, że skoro się nie ruchacie, to czy możesz zostać z nami w pokoju? Ja wiem, że jest syf, obiecuje posprzątam trochę dzisiaj chodzi o to, że… Nie wiem. Razem raźniej. Śniły mi się dzisiaj jakieś totalnie pojebane rzeczy, Tommy ostatnio wdepnął w jakąś dziurę z demonem, który mu wkręcił, że nie żyję czy coś i… – wyrzucała z siebie bardzo szybko, bardzo dużo słów. – Jak jesteś w okolicy, to nie wiem… Mam wrażenie, że wszystko jest jakieś bardziej takie no… racjonalne czy coś. Byłbyś naszym pokojowym mózgiem, czy coś. Nie żeby Tommy był debilem, ale czasem jednak jest debilem. Co zrobić. – wzruszyła ramionami, dobierając się do przemyconych pączków nim ktokolwiek (czyli Basilius) zdążył zareagować.
– A Brenna? No. Tak. Jest ee.. umoczona, pewnie się tu gdzieś spotkacie. Hmm… w sumie powinnam jej powiedzieć, że tu jesteś – zamyśliła się wciąż unikając kontaktu wzrokowego na rzecz bezmyślnego i pozbawionego efektywności kręcenia się po kuchni – to wyszło dosyć spontanicznie, ale to nie jest moja wina, że potrzebowałeś pomocy, a ja mogłam Ci pomóc.
Dalsza część rozmowy poturlała się jak główka kapusty z szafki, bo komuś nie podobało się miejsce, które dla niej wybrała. Pan Dorosły. Pan Zawsze Wiem Lepiej. Nie była pewna czemu rośnie w niej wkurwienie, to było takie nieadekwatne, ale może bronił się za głośno. Może była zła na siebie, że w ogóle się wpierdala?
– Słuchaj. Jakby no nie robi mi przecież totalnie z kim sypiasz. – powiedziała, nawet jeśli ostatnie dwa tygodnie przeczyły bardzo tej tezie, począwszy od wybuchu przy kuchennym stole w Warowni. – Chodzi o to, że… chodzi o to… no… wiesz mm… chodzi o to, że chciałabym, że skoro się nie ruchacie, to czy możesz zostać z nami w pokoju? Ja wiem, że jest syf, obiecuje posprzątam trochę dzisiaj chodzi o to, że… Nie wiem. Razem raźniej. Śniły mi się dzisiaj jakieś totalnie pojebane rzeczy, Tommy ostatnio wdepnął w jakąś dziurę z demonem, który mu wkręcił, że nie żyję czy coś i… – wyrzucała z siebie bardzo szybko, bardzo dużo słów. – Jak jesteś w okolicy, to nie wiem… Mam wrażenie, że wszystko jest jakieś bardziej takie no… racjonalne czy coś. Byłbyś naszym pokojowym mózgiem, czy coś. Nie żeby Tommy był debilem, ale czasem jednak jest debilem. Co zrobić. – wzruszyła ramionami, dobierając się do przemyconych pączków nim ktokolwiek (czyli Basilius) zdążył zareagować.
– A Brenna? No. Tak. Jest ee.. umoczona, pewnie się tu gdzieś spotkacie. Hmm… w sumie powinnam jej powiedzieć, że tu jesteś – zamyśliła się wciąż unikając kontaktu wzrokowego na rzecz bezmyślnego i pozbawionego efektywności kręcenia się po kuchni – to wyszło dosyć spontanicznie, ale to nie jest moja wina, że potrzebowałeś pomocy, a ja mogłam Ci pomóc.