• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
1 2 3 4 5 6 Dalej »
[19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence

[19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#13
20.08.2025, 10:33  ✶  

Starała się dystansować, używać tego bardzo oschłego tonu, nie chciała dać ponieść się emocjom, bo to by niczego nie zmieniło. Nie należała do osób, które wybuchały, bardzo trudno było ją wyprowadzić z równowagi, to jeszcze nie był taki moment, aby miała pęknąć. Potrafiła nad sobą panować, a przynajmniej starała się pokazywać, że tak to u niej wygląda. Wcale nie wydawało jej się, że może kontrolować sytuację, to było złudzenie i miała tego świadomość, ale prościej jej było w ten sposób rozmawiać.

Podzieliła się z nim swoimi obawami, chociaż tego też nie zrobiła w najprostszy możliwy sposób. Bardzo okrężnie podeszła do tematu, bo nie potrafiła inaczej, trochę bała się odpowiedzi, które mogłaby uzyskać, chociaż przecież nie miała ku temu powodu. Benjy nie naruszył jej zaufania przez te kilka dni, a jednak się tego obawiała. To siedziało w niej, nigdy nie czuła się wystarczająca, przyniosło to te wszystkie czarne myśli, które pojawiały się i zżerały ją od środka. Bardzo szybko sama dawała sobie odpowiedzi, nie były one zbyt optymistyczne.

Nie patrzył na nią, nadal zawieszał wzrok gdzieś ponad i to zaczynało ją irytować, szczególnie z tym uśmieszkiem, który co chwila pojawiał się na jego twarzy. Wiedziała co to oznacza, każdy miał swój odruch obronny, zauważała, że u niego łączyło się to właśnie z tym. Ten uśmiech nie był szczery, był kpiący, miała ochotę mu go zetrzeć z twarzy.

Wzruszyła jedynie ramionami, bo co miała zrobić. Była poukładana, była porządna, taką już miała naturę. Nie ruszała czegoś, co nie należało do niej, chociaż ciekawość mogła zżerać ją od środka. Jeszcze gdyby dotyczyło to kogoś obcego to pewnie miałaby mniejsze opory przed tym, aby sięgnąć po cudzą korespondencję, gdy zaś chodziło o bliskich tutaj trzymała się ogólnie przyjętych zasad. Nie naruszała czyjeś prywatności, nawet jeśli koperta leżała na jej szafce nocnej. Nie było na niej jej nazwiska to jej nie otworzyła, całkiem proste i logiczne.

Być może to ułatwiłoby jej dedukcję, dostałaby odpowiedzi, których potrzebowała, jednak nie zrobiła tego, gdyby chciał, żeby przeczytała to, co jest w środku to by jej o tym powiedział. To była jej logika, może pokraczna, ale właśnie nią się kierowała. Jasne, gdyby nie chciał, żeby ruszała jego korespondencji to nie położyłby jej w tym miejscu, jednak to nie wystarczyło, nie dla niej. Miała swoje zasady, nie łamała ich ot tak.

- Zapewne. - Oczywiście, że było to jej winą. Miała tendencje do czarnowidztwa, analizowała wszystko bardzo dokładnie, gdy nie miała odpowiednich danych, sama podsuwała sobie najgorsze scenariusze, bo wolała nie zakładać niczego, co mogłoby ją rozczarować. Łatwiej było się w ten sposób pogodzić ze swoją porażką, takie nastawienie przynosiło mniej cierpienia, chociaż czy na pewno? Gryzło ją to od środka, było to tylko i wyłącznie gdybanie, które nie niosło ze sobą nic przyjemnego, raczej powodowało, że zaczynała się zamykać na podstawie swoich domysłów, a one wcale nie musiały być prawdziwe.

Przewróciła oczami, gdy usłyszała jego kolejny komentarz. Był zbędny, miała mu naprawdę tłumaczyć, co kryło się pod hasłem wakacji z którego skorzystała? Nie chodziło o urlop, o lato, a o ten czas po pożarach, który tutaj spędzali. Jasne, nie były to pełnoprawne wakacje, ale trochę tak to traktowała, po raz kolejny mogła być jedyną, która miała takie podejście. Dla niego to chyba nie było to samo.

- Daruj sobie. - Naprawdę tłumaczenie jej tego, czym były wakacje w tej chwili było zupełnie zbędne. Zresztą nie sądziła, aby doszło do podobnej rozmowy, gdyby znajdowali się gdzieś indziej. To miejsce, ten czas tutaj spędzony przynosił wątpliwości, bo znaleźli się w bańce gdzieś pomiędzy rzeczywistością, normalnym, codziennym życiem, a idyllą, która utworzyli sobie w tym domu, w Exmoor.

Ich przeszłość niosła ze sobą doświadczenia, które nie należały do szczególnie przyjemnych. Przeżyli rozczarowania, wiedzieli, jak to jest kogoś stracić. Być może nieco się od siebie różniły, ale niosły podobne emocje. Byli już kiedyś mocno zranieni, mieli swoje przejścia, na pewno dużo prościej byłoby im przyjmować to, co się między nimi działo, gdyby ich przeszłość wyglądała inaczej. W tym wypadku pojawiał się strach, że mogą znowu zostać zranieni, że znowu coś pójdzie nie tak, mieli świadomość, że życie nie było kolorowe, raczej niosło ze sobą rozczarowania. To nieco komplikowało sytuację. Nie powinien nikogo dziwić ich strach przed tym, co mogła przynieść przyszłość, nie tak łatwo bowiem było zapomnieć o tym, co już się wydarzyło, to odciskało piętno, którego może nie było widać, ale istniało gdzieś w głębi duszy.

Mało kto analizował wszystko dokładnie, gdy chodziło o uczucia. To się po prostu działo, ludzie chwytali się tego i pozwalali sobie się w tym zatracać, nie myśleli o przyszłości, raczej skupiali się na teraźniejszości i na tym, jak aktualnie wyglądało ich życie. Nie mieli pojęcia, że wszystko może się spieprzyć w chwilę, że ich świat mógł runąć nagle, zupełnie niespodziewanie, a później będą musieli go odbudowywać przez miesiące, czasem lata. Mało kto zdawał sobie sprawę z tego, jaki to niosło ból, jakie konsekwencje. To co mówił było bardzo brutalną prawdą. Oni to przeżyli, doświadczenia które ich ukształtowały nie należały do tych przyjemnych, a jak wiadomo krzywdę pamięta się dużo mocniej, dłużej niż wszystko inne.

- Może to i lepiej, że nie wiedzą, świat byłby wtedy zdecydowanie ciemniejszym miejscem. - W końcu to były pesymistyczne myśli, lęk, walka z samym sobą, próba przewidzenia tego, co może pójść nie tak, czekanie na to, aż w końcu wszystko runie i się rozsypie. To nie było dobrym podejściem, ale niełatwo było pozwolić sobie na coś innego, kiedy już raz przeżyło się swój mały koniec świata.

Nie ruszyła się z miejsca, gdy Benjy przemknął w stronę stolika nocnego. Nie obserwowała go, nadal stała w miejscu, zawiesiła wzrok na ścianie, która znajdowała się tuż przed nią. Nie przygotowała się na taką ciężką rozmowę, wiele kosztowało ją utrzymywanie tej pozornej stateczności. Musiała trzymać się w ryzach, jakoś poradzić sobie z tym wszystkim. Przymknęła na moment oczy, odetchnęła głęboko dwa razy, jakby chciała przygotować się na kolejny cios, bo nie wiedziała, co zamierzał zrobić teraz, po jaką kartę sięgnąć. Benjy nie był łatwym przeciwnikiem, ale to już przecież wiedziała, zresztą nie chciała z nim walczyć, nie do tego to miało prowadzić, a stała tutaj nadal, w tym ciemnym pokoju czekając na kolejne argumenty.

Do jej uszu doszedł szelest papieru. Najwyraźniej postanowił sięgnąć po tę kopertę, która okazała się być jednym z powodów przez który się teraz ścierali. Gdyby przeczytała zaproszenie, to miałaby pewność, że to właśnie z nią chce udać się na ten ślub, nie pojawiłyby się wątpliwości związane z tym, czy poza tymi kilkoma dniami mają coś jeszcze. Nie doszłoby do tej zbędnej analizy, kalkulacji, ale tego nie zrobiła, a teraz stanął tuż przed nią z zaproszeniem w dłoni, miała przeczytać treść, no i tak zrobiła.

Dość szybko przejechała wzrokiem po słowach, które znajdowały się na papierze. Zatrzymała spojrzenie w jednym miejscu, mrugnęła, przełknęła głośniej ślinę bo wszystko było jasne. Nie pozostawiało żadnych wątpliwości. Faktycznie miał się tam pojawić z nią, nie z kimkolwiek, jej imię i nazwisko zostało ujęte w zaproszeniu. Zostali zaproszeni tam razem. Najwyraźniej zdążono już ich ująć jako parę, nie powinno jej to dziwić, wszyscy w tym domu wiedzieli o tym, że coś ich połączyło i najwyraźniej było to jasną wskazówką na to, że pojawią się we dwoje na tym nieszczęsnym ślubie. Świadczyło to o tym, że wiedzieli, jakie podejście ma Benjy. Inaczej nie sięgaliby po konkrety, pozostawiliby miejsce na dowolną osobę towarzyszącą, a to jednak jej imię widniało na zaproszeniu.

To był fakt, nie pozostawiało to miejsca na domysły, złudzenia, po które tak chętnie sięgała, kiedy nie dostawała pełnych informacji. Czysty fakt, z którym nie dało się walczyć, nie mogła dłużej dopisywać sobie swoich pesymistycznych historii. jasne było to, że to dokładnie z nią miał się tam znaleźć. Nie powinna mu była zarzucać tego, że miał zamiar pozbyć się jej ze swojego świata po tym, jak opuszczą to miejsce. Bała się tego strasznie, a jednak ten strach był zupełnie niepotrzebny, bo nie zrobiły jej tego. Pesymizm i czarnowidztwo jednak zrobiły swoje.

- Nie wiedziałam. - Nic innego nie była w tej chwili w stanie z siebie wydusić. Nie miała tych informacji wcześniej, więc nie było to dla niej wcale takie jasne. Nie sądziła jednak, że to było szczególnie wyszukanym wytłumaczeniem na jej zachowanie. Spanikowała, dopowiadała sobie swoje własne historie, które w żaden sposób nie były zgodne z prawdą. Powinna była podejść do tego inaczej, ale tego nie zrobiła. Bywa, być może było zbyt późno na to, żeby coś zmienić. Miała świadomość, że mogło w niego to uderzyć, zwłaszcza, że nie miał wobec niej złych zamiarów, założyła jednak próbując się ustrzec przed najgorszym, że właśnie tak było. To nadmierne analizowanie kiedyś skończy się dla niej źle, ale nie umiała inaczej.

- Prowadzi jednak do tego samego, do zniknięcia. - Na tym przede wszystkim się skupiała. Nie byłoby jej pewnie obojętne to, czy zniknięcie niosłoby ze sobą chociaż krótkie pożegnanie, przynajmniej wiedziałaby, czego się spodziewać, ale w końcu i tak zakończyłoby się to tym samym. Samotnością, która miałaby nadejść, cierpieniem, powrotem do dawnych przyzwyczajeń, które teraz zupełnie jej nie odpowiadały. Zdążyła przywyknąć do nowego bardzo szybko, bez zastanowienia, nie żałowała tego, bo to był bardzo przyjemny czas, jednak bała się tego, jak bardzo może zaboleć powrót do tego, co było kiedyś.

Bletchley bała się porzucenia, czy tego chciała, czy nie, mogła udawać, że jest jej to obojętne, że potrafi się odciąć od swoich uczuć, jednak wcale tak nie było. W końcu była tylko człowiekiem, okazywało się, że całkiem łatwo przyszło jej wpuszczenie go do swojego życia, zburzenie murów i odsłonięcie się całkowicie. Nie mogła mieć pretensji o to, że zamierzał stąd wyjechać, tyle, że właśnie, znowu najwyraźniej sięgnęła po zły scenariusz, bo dotarło do jej uszu jego nie. Wpatrywała się w niego w milczeniu. Nie zamierzał wyjechać, kilka dni temu jeszcze mówił o tym, że taka będzie kolej rzeczy, że pojawił się tutaj, żeby sprawdzić czy zostało jeszcze coś z tego kim był kiedyś, z życia które tutaj miał, jednak nie mogła nie przestać się skupiać na tym, że nic go tutaj nie trzymało, że zamierzał znowu ruszyć w drogę. Najwyraźniej jednak coś się zmieniło.

Odetchnęła głęboko, poczuła ulgę, sama świadomość, że będzie gdzieś obok jej wystarczała, tylko dlaczego zmienił zdanie? Nie miała pewności, czy powinna go o to zapytać, z drugiej strony niedopowiedzenia zdecydowanie jej nie służyły, już miała szansę zobaczyć do czego ją doprowadzały. - Dlaczego? - Może powinna jej wystarczyć to, co przeczytała na zaproszeniu, pewnie gdyby przesadnie wszystkiego nie analizowała to nie potrzebowałaby niczego więcej, jednak w jej przypadku widocznie było nieco inaczej. - Dlaczego nie zamierzasz wyjechać? - Nie miała pojęcia, czy da jej odpowiedź na to pytanie, może było zbyt dosłowne, jednak musiała je zadać, aby wyjaśnić wszystko, co powodowało mętlik w jej głowie.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (18292), Pan Losu (29), Prudence Fenwick (16099)




Wiadomości w tym wątku
[19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 17.08.2025, 17:56
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Pan Losu - 17.08.2025, 17:56
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 17.08.2025, 22:59
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 18.08.2025, 15:34
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 18.08.2025, 22:03
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 19.08.2025, 00:11
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 19.08.2025, 11:11
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 19.08.2025, 13:29
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 19.08.2025, 16:10
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 19.08.2025, 18:18
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 19.08.2025, 21:48
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 20.08.2025, 00:05
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 20.08.2025, 10:33
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 20.08.2025, 13:01
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 20.08.2025, 22:50
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 21.08.2025, 13:04
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 21.08.2025, 14:44
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 21.08.2025, 18:32
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 21.08.2025, 21:52
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 22.08.2025, 12:09
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 22.08.2025, 13:43
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 22.08.2025, 18:09
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 22.08.2025, 22:31
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 23.08.2025, 10:33
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 23.08.2025, 23:15
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 24.08.2025, 00:21
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 24.08.2025, 00:58
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 24.08.2025, 14:07
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 25.08.2025, 08:56
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 26.08.2025, 18:09
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 26.08.2025, 20:35
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 26.08.2025, 23:28

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa