Cóż, Osiris nie miał pojęcia, że wpadnie akurat w złym momencie i że przerwie Dacre coś tak istotnego jak kąpiel, ale tak to właśnie bywa w momentach, gdy przychodzisz do kogoś bez żadnej zapowiedzi. Nie przejął się zbytnio słysząc wołanie przyjaciela, bo "moment" to przecież tylko chwila, a jemu się aż tak przesadnie nie spieszyło. No, zwłaszcza, że właściwie to sam się obsłużył, w typowym dla siebie stylu, od razu zabierając się za buszowanie po lodówce. To fakt, Ozzy rzadko przejmował się konwenansami, być może wynikało to z faktu, że pochodził z Argentyny, a "ci z południa" często zachowywali się dość specyficznie - przynajmniej w mniemaniu innych ludzi, nie tylko czarodziejów. On sam nie widział niczego złego w swoim zachowaniu, a też inna sprawa, że teraz był w domu swojego przyjaciela, a u niego zawsze czuł się swobodnie i dosłownie jak u siebie, więc...
Gdy wrócił z kuchni z dwiema butelkami piwa, już otwartymi i czekającymi na wypicie, zastał w salonie powracającego z kąpieli Dacre. I nie byłoby w tym nic złego i nic dziwnego, gdyby nie to, że Dacre postanowił powitać go jedynie w ręczniku zawiązanym na biodrach, a pech chciał, że Ozzy akurat brał kilka łyków swojego piwa prosto z butelki. Nie był przygotowany na ten widok, więc niemalże zakrztusił się piwem, a alkohol który miał akurat w ustach poleciał mu po brodzie.
- ¡Joder! - zaklął, ocierając brodę rękawem, a jego policzku zapłonęły rumieńcami wstydu. Chwilę później jednak otrząsnął się na tyle, żeby wyciągnąć rękę z piwem (już otwartym) w stronę kumpla i spiorunować go wzrokiem. - Mógłbyś ostrzegać, że zamierzasz paradować nago - wywrócił oczami, siląc się na żartobliwy ton, choć prośba była jak najbardziej prawdziwa. Zbliżył się do niego, żeby dać mu to piwo, a jego wzrok zawiesił się na niego dłużej na kropelce wody, która spływała po szyi wampira, kreśląc mokrą strużkę przez jego klatkę piersiową, brzuch i znikając wreszcie pod ręcznikiem. Przełknął ślinę, odruchowo, gdy uświadomił sobie gdzie w tym momencie spoczywał jego wzrok i szybko uniósł migoczące zielenią i złotem ślepia na twarz Blacka.
- Nie wiem, pomyślałem, że wpadnę, bo się trochę stęskniłem - odpowiedział na pytanie przyjaciela z lekkim uśmiechem na ustach i wzruszył ramionami. - A czekoladki... bez okazji właściwie. Leżały u mnie i stwierdziłem, że zjedzenie ich w samotności brzmi mniej interesująco, niż podzielenie się nimi z tobą.
@dacre black