Parsknął śmiechem i przewrócił oczami, słysząc pytanie o to, czy Dacre może mu jakoś pomóc. Tak, zauważył, że przyjaciel przyglądał mu się z rozbawieniem, ale jemu samemu nie było do końca do śmiechu. To znaczy jasne, trochę tak, stąd uśmiech i roziskrzone spojrzenie, ale w tym momencie chyba jednak bardziej czuł zawstydzenie, że zareagował aż tak na pojawienie się przyjaciela w ręczniku. Zupełnie jakby ducha zobaczył... Wyjątkowo pięknego, seksownego i ociekającego wodą ducha w samym ręczniku na biodrach.
Uniósł lekko brew, słysząc od odchodzącego w stronę sypialni Blacka jakąś rymowaną odpowiedź i mimowolnie znów parsknął, kręcąc głową. Zawstydzenie zaczęło go powoli opuszczać, na szczęście, bo nie chciałby przez cały pobyt u przyjaciela zachowywać się jak cnotka.
- Poeta z ciebie! - zawołał jeszcze, zanim kumpel zniknął mu z oczu, po czym dodał, już znacznie ciszej, jakby niekoniecznie chciał, żeby dotarło to do uszu Dacre. - Cabrón...
Podczas nieobecności przyjaciela pozbył się wreszcie swojej kurtki, odsyłając ją machnięciem różdżki na wieszak i rozsiadł się wygodnie na kanapie przyjaciela, opierając się przedramieniem o jej oparcie. Zdążył nawet upić parę łyków piwa, zanim Black nie pojawił się ponownie na jego horyzoncie. Zlustrował go spojrzeniem, po czym rzucił z uśmiechem:
- Wyjątkowo ci do twarzy w białych koszulach. - przechylił głowę na bok, wciąż mu się przyglądając. - Co słychać?
@dacre black