20.08.2025, 19:21 ✶
Przychodzę, witam się, próbuje nie molestować tule Mo i odbieram Artemisa, idę z Oleandrem
Bankiet przywitał ich wszechobecnym pięknem. Piękna sala, piękne zdobienia, pięknie zastawione stoły, piękni ludzie - aż przez moment zemdliło ją od tego wszechogarniającego piękna.
Na jej usta wpłynął ciepły uśmiech, a Ona sama ruszyła przez salę, delikatnie zaciskając palce na przedramieniu Hannibala. Długa opinająca suknia z głębokim dekoltem, o białym zabarwieniu, lśniła za sprawą małych kryształków, a jej orzechowe włosy delikatnie drgały z każdym krokiem.
Dotarli do Oleandra, którego najchętniej przytuliłaby raz jeszcze, pogratulowała - ale to mogło chwilę poczekać.
Dołączyli do pozostałych, a Hannibal postanowił ich sobie przedstawić. Kocie spojrzenie przyglądało się krótką chwilę Electrze, na jej usta wpłynął charakterystyczny senny uśmiech
-Miło poznać. - rzuciła miękko. Powiodła spojrzeniem po twarzach, słuchając ukradkiem słów Hannibala. Wszyscy sięgali po wino, zaś Ona szukała wody.
Pontu Mitrydates całe życie pił wodę - i chociaż Mathilda Quirrell nie piła jedynie wody, to nienawidziła brać chociażby łyka z czegoś co to nie było szczelnie zakręcone, a co mogło być dotykane przez absolutnie wszystkich i bezwstydnie podsunięte jej pod nos w ramach poczęstunku. Skąd miała wiedzieć, że ten konkretny kelner nie podszedł specjalnie? Przecież go nie przywołała gestem. I co z tego, że był czas toastów?
W końcu wzięła jeden z kieliszków, podsuwając pod nos. Alkohol miał to do siebie, że jego smak i zapach potrafił skutecznie maskować.
Zwilżyła usta, przez moment zastanawiając się czy aby ten nie zostawia zbyt słodkiego posmaku, albo wręcz przeciwnie. Mathilde i Pontu z pewnością łączyło bardzo wiele, Quirrell miała jedynie nadzieje, że nie skończy jak On. I pewne zakręciłaby się w swojej traumie, obsesji, ale jej oczy zatrzymały się na Monie
-Moooo - zamruczała melodyjnie, podchodząc do przyjaciółki, aby uściskać ją mocno - Mam nadzieje, że Ci się podobało, wyglądasz pięknie - stwierdziła wesoło, a błękitne oczy zaczęły poszukiwać Artemisa. Nie była przyzwyczajona do rozstań z tym małym gadem, mimo iż wiedziała, że ten był pod najlepszą opieką. Wystawiła wierzch dłoni, zacmokała chcąc przywołać węża, oglądając jak ten zawija się na jej ręku, pnąc się ku szyi. Chwilę później przeniosła wzrok w kierunku Oleandra, którego najwidoczniej coś rozbawiło.
Słuchała jego słów, a na jej usta po raz kolejny wpłynął uśmiech ulepiony z rozbawienia, rozczulenia i swego rodzaju nostalgii. Crouch w pełnej odsłonie - uroczy mały atencjusz, który zaczyna podgryzać w chwili w której odwraca się od niego wzrok. A jednak czego mogła się spodziewać po jej słodkiej truciźnie.
Zmarszczyła brwi, widząc tą drobną zmianę w jego wyglądzie.
-Oleandrze? - szepnęła, acz żaden dźwięk nie wydobył się z jej ust. Chłopak chwilę po tym zwrócił się bezpośrednio do niej, a Mathilda jeszcze raz uścisnęła Mone
-Potem cię złapie - rzuciła w kierunku Mony, powstrzymując się od ucałowania policzków dziewczyny, chociaż korciło, ale nie wypadało.. Wyprostowała się, odwracając pierw do obecnych - Drodzy Państwo - dygnęła delikatnie, po czym odwróciła się w kierunku Oleandra - Chodźmy zatem... - pochwyciła jego ramię, odstawiając ten nieszczęsny kieliszek na jedną z tac, aby ruszyć w bliżej nieokreślonym kierunku, mając nadzieje, że Oleander poprowadzi.
//Zawada - świr
Bankiet przywitał ich wszechobecnym pięknem. Piękna sala, piękne zdobienia, pięknie zastawione stoły, piękni ludzie - aż przez moment zemdliło ją od tego wszechogarniającego piękna.
Na jej usta wpłynął ciepły uśmiech, a Ona sama ruszyła przez salę, delikatnie zaciskając palce na przedramieniu Hannibala. Długa opinająca suknia z głębokim dekoltem, o białym zabarwieniu, lśniła za sprawą małych kryształków, a jej orzechowe włosy delikatnie drgały z każdym krokiem.
Dotarli do Oleandra, którego najchętniej przytuliłaby raz jeszcze, pogratulowała - ale to mogło chwilę poczekać.
Dołączyli do pozostałych, a Hannibal postanowił ich sobie przedstawić. Kocie spojrzenie przyglądało się krótką chwilę Electrze, na jej usta wpłynął charakterystyczny senny uśmiech
-Miło poznać. - rzuciła miękko. Powiodła spojrzeniem po twarzach, słuchając ukradkiem słów Hannibala. Wszyscy sięgali po wino, zaś Ona szukała wody.
Pontu Mitrydates całe życie pił wodę - i chociaż Mathilda Quirrell nie piła jedynie wody, to nienawidziła brać chociażby łyka z czegoś co to nie było szczelnie zakręcone, a co mogło być dotykane przez absolutnie wszystkich i bezwstydnie podsunięte jej pod nos w ramach poczęstunku. Skąd miała wiedzieć, że ten konkretny kelner nie podszedł specjalnie? Przecież go nie przywołała gestem. I co z tego, że był czas toastów?
W końcu wzięła jeden z kieliszków, podsuwając pod nos. Alkohol miał to do siebie, że jego smak i zapach potrafił skutecznie maskować.
Zwilżyła usta, przez moment zastanawiając się czy aby ten nie zostawia zbyt słodkiego posmaku, albo wręcz przeciwnie. Mathilde i Pontu z pewnością łączyło bardzo wiele, Quirrell miała jedynie nadzieje, że nie skończy jak On. I pewne zakręciłaby się w swojej traumie, obsesji, ale jej oczy zatrzymały się na Monie
-Moooo - zamruczała melodyjnie, podchodząc do przyjaciółki, aby uściskać ją mocno - Mam nadzieje, że Ci się podobało, wyglądasz pięknie - stwierdziła wesoło, a błękitne oczy zaczęły poszukiwać Artemisa. Nie była przyzwyczajona do rozstań z tym małym gadem, mimo iż wiedziała, że ten był pod najlepszą opieką. Wystawiła wierzch dłoni, zacmokała chcąc przywołać węża, oglądając jak ten zawija się na jej ręku, pnąc się ku szyi. Chwilę później przeniosła wzrok w kierunku Oleandra, którego najwidoczniej coś rozbawiło.
Słuchała jego słów, a na jej usta po raz kolejny wpłynął uśmiech ulepiony z rozbawienia, rozczulenia i swego rodzaju nostalgii. Crouch w pełnej odsłonie - uroczy mały atencjusz, który zaczyna podgryzać w chwili w której odwraca się od niego wzrok. A jednak czego mogła się spodziewać po jej słodkiej truciźnie.
Zmarszczyła brwi, widząc tą drobną zmianę w jego wyglądzie.
-Oleandrze? - szepnęła, acz żaden dźwięk nie wydobył się z jej ust. Chłopak chwilę po tym zwrócił się bezpośrednio do niej, a Mathilda jeszcze raz uścisnęła Mone
-Potem cię złapie - rzuciła w kierunku Mony, powstrzymując się od ucałowania policzków dziewczyny, chociaż korciło, ale nie wypadało.. Wyprostowała się, odwracając pierw do obecnych - Drodzy Państwo - dygnęła delikatnie, po czym odwróciła się w kierunku Oleandra - Chodźmy zatem... - pochwyciła jego ramię, odstawiając ten nieszczęsny kieliszek na jedną z tac, aby ruszyć w bliżej nieokreślonym kierunku, mając nadzieje, że Oleander poprowadzi.
//Zawada - świr