Stoję przy Eriku
Zapewne wcale by się nie odnalazła, bo jej artyzm objawiał się w nieco inny sposób. Tworzyła, tyle, że drobne dzieła sztuki, które można było zjeść, to była jej artystyczna nisza, w której się odnajdywała. Doceniała jednak wkład pracy włożony w stworzenie przedstawienia, wymagało ono na pewno wiele zaangażowania, dopięcie wszystkiego na ostatni guzik. Tyle, że to nie była do końca jej dziedzina, stąd pokusiła się na komentarz ledwie w trzech zdaniach, doceniała efekty wizualne, dźwiękowe, ale to byłoby na tyle.
- Jakbyś zmienił zdanie, to tak jak wspominałam mrugnij. - Oczywiście, że nie zakładała, że stąd wyjdą, wypadało się pokazać, Erik na pewno musiał zamienić kilka zdań z kim trzeba, na szczęście miała mu tylko i wyłącznie towarzyszyć. Nie miała problemu z tym, aby odnaleźć się w swojej roli, to nie był pierwszy raz, kiedy przyszło jej pełnić podobną funkcję.
- Sugerujesz, że nie jesteś tu mile widziany? Nie jesteśmy? - W końcu była tutaj z nim. Wydawało jej się, że wydarzenie zostało zorganizowane w słusznej wierze, aczkolwiek oczywiście nie mogli mieć pewności, że osoby, które źle życzyły Longbottomom, czy poplecznicy Voldemorta również się tutaj nie pojawili. W końcu nosili maski, mogli jedynie gdybać na temat ich personaliów, bo przecież nie mieli na tyle odwagi, aby pokazać swoje twarze. Tchórze.
- Mogłeś mnie uprzedzić, że mam pełnić, aż taką ważną funkcję, powinnam się była do tego bardziej przygotować. - Skoro miała być jego tajną bronią... jakoś to będzie, czyż nie. Umiała uśmiechnąć się tak, że miękło serce, więc nie powinno to być żadnym problemem.
Wsunęła rękę pod ramię Erika, mogli wejść razem do sali bankietowej i spróbować odnaleźć się na tym przyjęciu. Nie wiedziała do końca kogo mogą się tutaj spodziewać. Na pewno chciała znaleźć Brennę i chociaż się z nią przywitać, poza tym jednak nie miała żadnych planów.
- Nie, nie mam żadnych wymagań, raczej będę się po prostu trzymać Ciebie. - Tak było prościej, w końcu to było raczej jego towarzystwo niż jej. Ona miała być tylko i wyłącznie osobą towarzyszącą, nie widziała potrzeby aby szukać znajomych twarzy, zresztą jeśli jakąś dostrzeże w tłumie to na pewno nie omieszka wspomnieć o tym Longbottomowi.
- Chaos jest potęgą. - Dodała jeszcze uśmiechając się przy tym do swojego towarzysza. - Nie słódź mi tak, bo się zarumienię i nie będą wyglądać dobrze. - Skrzywiła się nieco marszcząc nos, bo co za dużo to nie zdrowo, chociaż oczywiście miło było usłyszeć te wszystkie komplementy, nie bez powodu spędziła pół dnia na szykowaniu się na to wydarzenie.