22.08.2025, 11:12 ✶
Miles się spóźniła.
Punktualność nigdy nie była jej mocną stroną, nie to żeby chciała cokolwiek komukolwiek udowodnić, po prostu zawsze było bardzo dużo czasu, a potem nagle wcale nie było dużo czasu. No i fakt, że wymasterowała teleportacje do granic własnych możliwości nie wspierał jej pilnowania czasu - ot zawsze mogła się "tepnąć" we właściwe miejsce w oka mgnieniu, na chuj więc drążyć temat?
Teraz było nieco inaczej, bo trzeba było załatwić kilka rzeczy dla Morfiny, a wyszła z Księżycowego ZA PÓŹNO bo niestety ktoś miał drugą zmianę, a drugi ktoś był zbyt przekonujący (o ile można było mierzyć przekonującość w zdaniu "Mmm... jeszcze pięć minut..." toć to było 10/10 przekonywania!) i absolutnie nie chciało jej się wychodzić z łóżka do momentu gyd... no tak, gdy było za późno.
Ten zwyczajowy kwadrans pewnie z perspektywy Geraldine liczył sobie dłużej, bo przyszła wcześniej ale nie ważne
- Heja bejb! - powitała ją od progu, ściągając na siebie wzrok wielu, bo po dozchełstaną szatą wystawały jeansy i stanowczo za duży t-shirt z wyszytymi trzema kotami w koszu. Włos rozwiany, policzki czerwone. Spokojnie można było ją posądzić o bycie mugolakiem, ale najwidoczniej Miles miała to totalnie w piździe. - Sorka wiesz, eee... kominki rozjebane ee... nie ogarnęłam, że w jedne miejsce nie mogę się tepać i trzeba było biec i kurwa... No ale jestem. Co tam? - usiadła na przeciwko Yaxleyówny, ignorujac braki kadrowe i rozpaczliwą próbę utrzymania porządku i ładnego zapachu w mieście w którym śmierdziało wciąż niedawną tragedią. Ludzie jednak próbowali... ze wszech miar próbowali żyć tak jak dawniej. Ostatecznie też nie cała Anglia została spalona. Dobra napływały z całego kraju żeby pomóc w odbudowie.
- Bylaś bardzo tajemnicza w swoim liściku, a w ogóle to.. ee... myślisz, że mają tu dobrą kawę? - rozejrzała się lekko zdziczała, bo rzadko tu zaglądala i nie wiedziała w sumie czy zamawia się przy kasie czy ktoś do nich miał podejść czy co.
Punktualność nigdy nie była jej mocną stroną, nie to żeby chciała cokolwiek komukolwiek udowodnić, po prostu zawsze było bardzo dużo czasu, a potem nagle wcale nie było dużo czasu. No i fakt, że wymasterowała teleportacje do granic własnych możliwości nie wspierał jej pilnowania czasu - ot zawsze mogła się "tepnąć" we właściwe miejsce w oka mgnieniu, na chuj więc drążyć temat?
Teraz było nieco inaczej, bo trzeba było załatwić kilka rzeczy dla Morfiny, a wyszła z Księżycowego ZA PÓŹNO bo niestety ktoś miał drugą zmianę, a drugi ktoś był zbyt przekonujący (o ile można było mierzyć przekonującość w zdaniu "Mmm... jeszcze pięć minut..." toć to było 10/10 przekonywania!) i absolutnie nie chciało jej się wychodzić z łóżka do momentu gyd... no tak, gdy było za późno.
Ten zwyczajowy kwadrans pewnie z perspektywy Geraldine liczył sobie dłużej, bo przyszła wcześniej ale nie ważne
- Heja bejb! - powitała ją od progu, ściągając na siebie wzrok wielu, bo po dozchełstaną szatą wystawały jeansy i stanowczo za duży t-shirt z wyszytymi trzema kotami w koszu. Włos rozwiany, policzki czerwone. Spokojnie można było ją posądzić o bycie mugolakiem, ale najwidoczniej Miles miała to totalnie w piździe. - Sorka wiesz, eee... kominki rozjebane ee... nie ogarnęłam, że w jedne miejsce nie mogę się tepać i trzeba było biec i kurwa... No ale jestem. Co tam? - usiadła na przeciwko Yaxleyówny, ignorujac braki kadrowe i rozpaczliwą próbę utrzymania porządku i ładnego zapachu w mieście w którym śmierdziało wciąż niedawną tragedią. Ludzie jednak próbowali... ze wszech miar próbowali żyć tak jak dawniej. Ostatecznie też nie cała Anglia została spalona. Dobra napływały z całego kraju żeby pomóc w odbudowie.
- Bylaś bardzo tajemnicza w swoim liściku, a w ogóle to.. ee... myślisz, że mają tu dobrą kawę? - rozejrzała się lekko zdziczała, bo rzadko tu zaglądala i nie wiedziała w sumie czy zamawia się przy kasie czy ktoś do nich miał podejść czy co.