To był długi dzień. Wydarzyło się sporo, nie do końca jeszcze sobie wszystko poukładała w głowie. Nie spała więc. Nie miała pojęcia o które wróci Roise, ale nie chciała przeszkadzać mu w tym wolnym dniu, zreszta nie był do końca wolny, mieli załatwić jakieś sprawy w Londynie. Poinformował ją, że z Corneliusem wrócą późno, nie miała powodu, aby mu w tym przeszkodzić. Znaczy powód by się znalazł, nawet dość istotny, ale nie wydawało jej się aby był sens odbierać im ten wolny wieczór, który mieli spędzić na piciu alkoholu we własnym gronie. Informacje, które miała mu przekazać nie uciekną, prędzej, czy później będzie musiała to zrobić, nie da się inaczej. Zresztą wolała spędzić jeszcze nieco czasu sama i ułożyć to sobie w głowie.
Była w ciąży, za kilka dni miała wziąć ślub, to naprawdę były spore zmiany, które pojawiły się raczej niespodziewanie. Do tego wzięła psa, nie była w stanie być obojętna na jego los, przyprowadziła go do domu, ale to był chyba najmniejszy z jej aktualnych problemów.
Geraldine siedziała na fotelu, który znajdował się w kącie, tuż przy oknie. Sypialnia była pochłonięta mrokiem, jedynym źródłem światła była świeca, która znajdowała się na stole. Nie robiła nic konkretnego, siedziała, wpatrywała się w okno, właściwie to głównie myślała. Nie do końca wiedziała, w jaki sposób powinna przekazać Ambroise'owi tę informację, nie spodziewał się takich rewelacji na pewno, zresztą ona sama nie do końca wpadłaby na to, że może im się coś takiego przytrafić, w sumie to jej przytrafić.
Ursula wykrakała to wszystko podczas ich porannej rozmowy, nie miała pojęcia po jakie środki sięgała, jakim cudem była w stanie przewidzieć coś takiego, ale jeszcze przy ich pierwszej, dzisiejszej rozmowie Yaxley zarzekała się tego, że nie ma szans, na to, aby szybko myśleli o powiększeniu rodziny, tymczasem ledwie kilka godzin później była już pewna tego, ze faktycznie tak się stanie, całkiem szybko to eskalowało. Z drugiej strony przecież wiedziała, że Lestrange posiada pewne umiejętności, może miała jakiś przebłysk, może nie powiedziała tego wprost, ale jakaś wizja ją nawiedziła, nie mogła mieć co do tego pewności, w sumie składało się to w całość, im dłużej o tym myślała.
Usłyszała otwierające się drzwi, przeniosła na nie wzrok. Raczej nie spodziewała się tego, że jej narzeczony pojawi się tutaj tak wcześnie. Zmrużyła oczy i wpatrywała się w niego krótką chwilę, może posiadówka im się nie udała? Nie wydawało jej się, ale zawsze mogło być różnie.
- Szybko wróciłeś. - To nie tak, że nie cieszyła się z jego widoku, jednak nie zakładała, że wrócą z Londynu chwilę po północy, raczej spodziewała się go nad ranem.
- Spotkanie się nie udało? - Nie miała pojęcia, jaki mógł inny powód powrotu tak wcześnie. Nie miała pojęcia, że ktoś postanowił zareagować i wspomnieć o tym, że nie była dzisiaj w najlepszej formie, sama oczywiście nie zawracałaby Greengrassowi głowy swoimi tymczasowymi problemami. Zemdlała pod wieczór, ale nie przejęła się tym jakoś specjalnie, nie było powodu do panikowania, po prostu poszła do sypialni położyć się na chwilę i już było lepiej, to nic wielkiego.
Przypomniała sobie o tym, że Lestrange wspomniała, że go wezwie, teraz zaczęło jej się wszystko rozjaśniać, ciocia nie rzucała słów na wiatr, Yaxley powinna się spodziewać, że Ambroise nie zignoruje jej słów, chociaż liczyła na to, że jednak pozwolą sobie na trochę odpoczynku.