Nie miała pojęcia o co się poprztykali, chyba tak już mieli, że nie zawsze się zgadzali, ale wybrali chyba najlepszą z możliwych opcji na wyjaśnienie problemu. Najłatwiej było dać sobie po mordzie, a później się ze sobą pogodzić. Sama bardzo lubiła wyjaśniać niesnaski w ten sposób. Niosło to ze sobą same pozytywy, mogli poćwiczyć w końcu swoje umiejętności, nie trzymali w sobie złości.
- Jasne, jeśli tego właśnie potrzebujecie. - Sama nie znosiła granic, wolała mieć więcej przestrzeni, chociaż rozumiała, że są one przydatne podczas sparingów, mogły je nieco usystematyzować. W walce, w prawdziwym życiu jednak ich nie doświadczali, przeciwnicy mogli korzystać z całej przestrzeni w jakiej się znajdowali, ona preferowała więc taki rodzaj ćwiczeń, by był jak najbardziej podobny do tego, co mogło ich spotkać. Nie zamierzała jednak ignorować bojowego zadania, które wyznaczył jej Benjy - chciał mieć granice, to zamierzała mu je stworzyć. W sumie może dzięki temu nie rozwalą doszczętnie ogrodu Ursuli, co raczej było pozytywem, wolała nie musieć jej się tłumaczyć dlaczego wygląda tak, a nie inaczej.
To na pewno było lepsze od siedzenia bezczynnie na tyłku i grzebaniu w ziemi. Przynajmniej przez chwilę mogła się czymś zająć, oczywiście, że dużo większą przyjemność sprawiłby jej udział w walce, jednak zdawała sobie sprawę, iż powinna na siebie odrobinę uważać. Musiała jeszcze jakoś ułożyć sobie w głowie to, że znajdowała się aktualnie w wyjątkowym stanie, nie miała pojęcia, jak spędzi najbliższe pół roku, ale nie do końca wyobrażała sobie, że miałaby przestać polować, a to też przecież było niebezpieczne. Będzie się tym jednak martwić później, nie teraz.
- Już się robi. - Nie do końca miała zamiar coś, gdzieś stawiać, skoro miała przy sobie różdżkę.
- Azalie to te krzaki? - Wskazała ręką przed siebie, chciała potwierdzić, że faktycznie o nich mówił, mimo, że przecież sam najwyraźniej ubiegł ją w tym, bo chyba pokazywał ręką na te same rośliny. Oczywiście, że Ambroise musiał skorzystać z nie do końca znanej jej nomenklatury, rozpoznawała niektóre rośliny, jednak zakres jej wiedzy nie był szczególnie szeroki. Potrzebowała konkretów.
- Idę pod krzaki, czy tam azalie. - Oznajmiła, kiedy zaczęła podnosić tyłek z trawy. Otrzepała się przy tym, bo źdźbła zdążyły jej się przykleić do skórzanych spodni. Nie wydawało jej się, aby to było zadanie dla tylu osób, ale skoro Roise chciał, żeby się tym podzielili, to nie negowała jego pomysłu. Na pewno pójdzie im to w ten sposób sprawniej.
- Później zajmę się środkiem. - Nie umknęło jej, że Benjy o nim wspomniał, faktycznie mógł być przydatny, więc miała zamiar go wyznaczyć.
Tymczasowe pole siłowe, prosta sprawa, nic trudnego. Chwyciła mocniej różdżkę w lewej dłoni, kiedy zmierzała przed siebie szybkim, sprężystym krokiem. To nie było nic skomplikowanego. Machnęła różdżką i mruknęła pod nosem zaklęcie, gdy znalazła się obok azalii, czy tam krzaków. Chciała wykształtować siłę, barierę, która uniemożliwi im jej przekroczenie, gdy w nią uderzą mieli się od niej odbić.
kształtownie ◉◉◉◉○ - na barierę
Sukces!