23.08.2025, 15:59 ✶
Były powody dla których Miles nie została detektywem czy aurorem i nie była to kwestia li tylko jej chronicznej awersji do biurokracji. Jak była w trybie śledczym, węszył spiski jak rasowy Moody. Jak była w trybie prywatnym, jej umysł przechodził raczej w tryb Trelawney. Limbo. Omeny. Przypuszczenia i dywagacje.
Pierścionek? Jeszcze przyjdzie jej ogarnąć, że coś jest nie tak. Na razie była zbyt zaabsorbowana własnym spóźnieniem i... domowym kotłem, o ile tak można było nazwać to co działo się w jej pokoju.
Ger mimo wszystko zdawała się... nie być jakoś intensywnie rozjebana, więc Moody trochę odetchnęła z ulgą, odkrywając, że deko się przejeła tym liścikiem. Roise najwidoczniej nie zmienił zdania, miłość kwitła jak bambosze jesienią.
- Dalej, spill the tea Stonks, co się dzieje. - rzuciła, gdy przyjaciółka wróciła do stolika. Nie dodawała "co mogę dla Ciebie zrobić", oczywiste było że Miles na gigancie (znaczy w bardoz poważnej pracy biurokratycznej pracy dla papusia Morfiny) miała czas żeby ogarniać zakonowe sprawunki i - czemu nie - pomoc ludziom spoza sieci. Zwłaszcza tak ważnym dla niej ludziom jak psiapsi z pokoju hogwardzkiego.
Albo po prostu dobra impreza i skuteczne środki zapobiegawcze napadom neurozy blabla psychiczne pierdololo. Teraz alkohol i dragi zastąpiły legitne eliksiry na receptę... Człowiek jednak się starzał, nawet jeśli Moody próbowała tego nie dopuszczać do siebie.
- A wiesz co? Tak. Weź mi to samo co Tobie. I kawę taką dobrą... czarną z buta. Z miodem. - poprosiła, ekstrawagancko prosząc o inne słodzidło.
Pierścionek? Jeszcze przyjdzie jej ogarnąć, że coś jest nie tak. Na razie była zbyt zaabsorbowana własnym spóźnieniem i... domowym kotłem, o ile tak można było nazwać to co działo się w jej pokoju.
Ger mimo wszystko zdawała się... nie być jakoś intensywnie rozjebana, więc Moody trochę odetchnęła z ulgą, odkrywając, że deko się przejeła tym liścikiem. Roise najwidoczniej nie zmienił zdania, miłość kwitła jak bambosze jesienią.
- Dalej, spill the tea Stonks, co się dzieje. - rzuciła, gdy przyjaciółka wróciła do stolika. Nie dodawała "co mogę dla Ciebie zrobić", oczywiste było że Miles na gigancie (znaczy w bardoz poważnej pracy biurokratycznej pracy dla papusia Morfiny) miała czas żeby ogarniać zakonowe sprawunki i - czemu nie - pomoc ludziom spoza sieci. Zwłaszcza tak ważnym dla niej ludziom jak psiapsi z pokoju hogwardzkiego.
Albo po prostu dobra impreza i skuteczne środki zapobiegawcze napadom neurozy blabla psychiczne pierdololo. Teraz alkohol i dragi zastąpiły legitne eliksiry na receptę... Człowiek jednak się starzał, nawet jeśli Moody próbowała tego nie dopuszczać do siebie.
- A wiesz co? Tak. Weź mi to samo co Tobie. I kawę taką dobrą... czarną z buta. Z miodem. - poprosiła, ekstrawagancko prosząc o inne słodzidło.