23.08.2025, 19:05 ✶
Sam był zupełnie nieświadom procesów myślowych dziejących się w głowie jego gościa, bo procesy myślowe dziejące się w jego głowie nie były zwykle zbyt zawiłe i skomplikowane. Prozą jego życia była praca w obejściu, dbanie o las, niesienie pomocy, gdy mógł ją nieść tym którzy nie potrafili o siebie zadbać. Szykowanie się na zimę i przeżycie zimy... Natura wyznaczała jego dobowy i roczny rytm, a dzisiejszy dzień był urozmaiceniem, małą podróżą w czasie.
Najważniejsze i tak było, żeby pamiętał, że nieznajomy nie jest jego ojcem i że mógł po prostu czasem się zdziwić, że normalne rzeczy wyglądały z pozoru nienormalnie.
To była najtrudniejsza rzecz, o której Sam zapomniał.
- Dobra, tylko trzymaj się mocno bo to jest kawałek, a jak się pospieszymy to złapiemy najlepsze słońce - rzucił wesoło, nim poprawił chwyt na grubaśnej, lekko sękatej kasztanowej różdżce i ...
nie było nigdy grychotu łamanych kości, animagia była o wiele bardziej elegantsza niż prymitywizm przemian narzuconych klątwą. Urósł do trzech metrów, jego ubrania właściwie w absolutnie naturalny sposób okazało się grubym i miękkim brunatnobrązowym futrem, palce zmienił się w bardzo niepozornie wyglądające pazury, a twarz kiedy nie otwierał paszczy i nie szczerzył swoich zębisk wyglądałaby nawet przyjaźnie. Z pewnością by tak było, jakby jego przemiana nie odbyła się metr od Lazarusa.
Gdy łapy opadły na ziemię, wielgachny, ponad tonowy niedźwiedź przekrzywił głowę. Nawet kolor oczu zmienił się z błękitu na ciemny, wciąż łagodny brąz.
- Umpf... - sapnął i zadarł łep zachęcająco, po czym legł na ziemi, bo w sumie inaczej trudno byłoby się na niego wspiąć.<
Najważniejsze i tak było, żeby pamiętał, że nieznajomy nie jest jego ojcem i że mógł po prostu czasem się zdziwić, że normalne rzeczy wyglądały z pozoru nienormalnie.
To była najtrudniejsza rzecz, o której Sam zapomniał.
- Dobra, tylko trzymaj się mocno bo to jest kawałek, a jak się pospieszymy to złapiemy najlepsze słońce - rzucił wesoło, nim poprawił chwyt na grubaśnej, lekko sękatej kasztanowej różdżce i ...
nie było nigdy grychotu łamanych kości, animagia była o wiele bardziej elegantsza niż prymitywizm przemian narzuconych klątwą. Urósł do trzech metrów, jego ubrania właściwie w absolutnie naturalny sposób okazało się grubym i miękkim brunatnobrązowym futrem, palce zmienił się w bardzo niepozornie wyglądające pazury, a twarz kiedy nie otwierał paszczy i nie szczerzył swoich zębisk wyglądałaby nawet przyjaźnie. Z pewnością by tak było, jakby jego przemiana nie odbyła się metr od Lazarusa.
Gdy łapy opadły na ziemię, wielgachny, ponad tonowy niedźwiedź przekrzywił głowę. Nawet kolor oczu zmienił się z błękitu na ciemny, wciąż łagodny brąz.
- Umpf... - sapnął i zadarł łep zachęcająco, po czym legł na ziemi, bo w sumie inaczej trudno byłoby się na niego wspiąć.<