Dość szybko zeszli z tonu, zmienili bieg tej nie do końca wygodnej rozmowy, która prędzej, czy później musiała się odbyć. Wyjaśnili sobie sporo, może nie wszystko, ale udawało im się poruszać po kolei tematy wzbudzające wątpliwości, rozwiewali je, dzięki czemu napięcie zaczęło ich opuszczać. To było całkiem trafnym rozwiązaniem, dzięki temu wiedzieli na czym stoją, czego oczekują, nie pozostawali zbyt wiele miejsca na niedopowiedzenia, które mogły nieść ze sobą domysły, a te nie przynosiły ze sobą niczego dobrego, co również mieli szansę dzisiaj zaobserwować.
- Doskonale, nie lubię słońca. - Zdecydowanie wolała światło księżyca, i jeśli miałaby już być jakimś promyczkiem, a raczej było jej do tego daleko to dużo bardziej podobała jej się taka opcja. Wspaniale, że mieli co do tego zgodność. Miała świadomość, że jej osobowość mogła odpychać, jednak w tym przypadku nie musiała się tym martwić, Benjy nadal pokazywał jej, że nie traktuje tego jako przywary. Po prostu akceptował ją taką jaka była, co wcale nie należało do oczywistości. Miała wrażenie, że ją rozumie, albo próbuje zrozumieć, co było sporym sukcesem, bo nikt wcześniej tego nie robił.
Dostrzegła, że ponownie nieco spoważniał. Widziała to po wyrazie jego twarzy, przyciemniałym spojrzeniu, rozmawiali o wszystkim i o niczym, mieszali tematy, teraz miał być kolejny trudniejszy moment. Wyłapała to. Mimo tego, że znali się stosunkowo krótko, to potrafiła zauważać te drobne zmiany w mimice jego twarzy.
- Nie wzięłam tego za żart. - Być może nie powinna wtedy wierzyć w każde jego słowo, bo przecież mieli się nigdy nie spotkać, jednak tę część uznała za prawdziwą. Zresztą całkiem słusznie. Wiedziała, co to ze sobą niesie, jednak nie uważała, aby był to powód dla którego miałaby się trzymać od niego z daleka.
- Nie przeszkadza mi to wcale. - Nie opowiadała mu zbyt wiele o swoim narzeczonym, nie lubiła tego robić. Zresztą znali się zbyt krótko, aby miała szansę to zrobić. Ich relacja mogła wydawać się bardzo właściwa, jednak nie do końca taka była, nie chciała mówić o nim źle, bo już nie żył, jednak wiele razy dusiła się w obecności Liama. Nie mogła być do końca sobą, bo nie umiał zrozumieć tej mroczniejszej części jej. Nie powiedziała w głos tego, że ulżyło jej iż nie doszło do ich ślubu, jednak miewała momenty, kiedy faktycznie czuła, że dobrze się stało. Nie życzyła nikomu śmierci, na pewno były inne rozwiązania, tyle, że nie sięgnęłaby po nie, by nie wzbudzać kontrowersji, kto to widział zerwane zaręczyny... Tak - wszystko wydarzyło się samo.
- Nie będę. - Mógł wyczuć niebywałą pewność w tonie jej głosu. Być może nie do końca wiedziała na co się pisze, nie miała świadomości, co to mogło za sobą nieść, ale nie wydawała się być jakoś szczególnie wystraszona, czy przejęta tym, o czym jej wspomniał. Był najemnikiem, co z tego? Praca, jak każda inna. Mogli mieć rozbieżność interesów, bo przecież ona pracowała dla ministerstwa, jednak nie wychylała się jakoś szczególnie, robiła swoje i wtapiała się w tło, bo tak było wygodniej.
Zasługiwali na szczerość, ona sporo ułatwiała, może nie wyjaśniała wszystkiego, ale póki co doszli do jakiejś jasności. Wyjaśnili sobie to, co było najbardziej palące. Mogli wrócić do reszty tematów później, grunt, że udało im się coś ustalić, czegoś się dowiedzieć. Przyniosło to oczyszczenie atmosfery, która jeszcze chwilę wcześniej była okropnie gęsta, wydawało się, że to jest za nimi, może faktycznie było. Bletchley wiedziała, że jeśli znowu coś zacznie ją niepokoić będzie mogła go po prostu o to zapytać, bez tych dziwnych podchodów. To było wiele, bo nie sądziła, że łatwo przychodziło mu dzielenie się swoimi sekretami, a i tak dość sporo zdążył już jej powiedzieć. Dojście do porozumienia nie było, aż tak trudne, szczera rozmowa wystarczyła, aby pozbyć się niepokoju.
- Przykro mi, przecież wiesz, że nie mogłabym Cię oszukać. - To było odrobinę żenujące, nie mógł temu zaprzeczyć, a że Prue kierowała się swoimi zasadami, to nie miała zamiaru go okłamywać, że tego nie zauważa. Droczyła się z nim oczywiście, bo nie do końca potrafiła inaczej, ale dzięki temu chyba zaczęli wracać na właściwy tor, znowu robiło się między nimi coraz lżej.
- Oczywiście, że zrobiłeś to dla mnie, teraz mogę czerpać z tego korzyści. - Brnęła dalej w tę narrację, bo przynosiła im ona ulgę od tego, co działo się między nimi chwilę wcześniej. - Sprawdzę to. - Miała przecież być przy nim, przynajmniej przez jakiś czas, musiała zobaczyć, czy faktycznie będzie tak tragicznie, czy trudniej. Wydawało jej się, że nieco przesadza. Okazywało się bowiem, że Benjy był całkiem przystępny, może pełen tajemnic, jednak to również było w pewien sposób atrakcyjne. Nigdy nie mogła być pewna, czego się po nim spodziewać. Zazwyczaj jej to przeszkadzało, ale w tym przypadku doceniała te wszystkie niespodzianki, które pojawiały się po drodze.
- Pewnie nie będę miała takiej szansy. - Nie, żeby jakoś szczególnie jej to przeszkadzało. Nigdy nie nawiązała z Greengrassem bliższej relacji, dobrze im było jako sojusznikom, którzy pomagali sobie w różnych sprawach zawodowych, od tych oficjalnych do mniej. Nie czuła potrzeby, by jakoś specjalnie zacieśniać te więzy i wiedziała, że on również tego nie chciał. - Cornelius nie miał za bardzo wyjścia. - Dodała na jego usprawiedliwienie, bo przecież poniekąd został skazany na jej towarzystwo, gdy zaczęła pracować w jego zespole. Mówiła o tym tak, jakby to wcale nie było jej zasługą, chociaż nie dało się nie zauważyć, że nieco się zmieniła od czasów, kiedy jego znajomi nie do końca za nią przepadali. Prue zrobiła się bardziej przystępna, trochę otworzyła się na ludzi, przynajmniej w kwestii zawodowej.
- Spodziewam się tego, że to niemała sprawa. - Miała pewne pojęcie na temat obyczajów czystokrwistych, jednak nigdy nie należała do elity, nie bywała więc na takich wydarzeniach. Próbowała jakoś się nastawić, ale nie do końca wiedziała, czego ma się spodziewać, nie było w tym nic dziwnego, Prue należała do tych zwyczajnych zjadaczy chleba, tak samo jak cała jej rodzina. Nie uczono jej od najmłodszych lat, który widelczyk jest odpowiedni do tego, aby nadziać na niego rybę. Miała świadomość, że były rodziny w których kładło się ogromny nacisk na to, by nauczyć dzieci odpowiedniego zachowania. Nie obawiała się jakoś szczególnie tego, że mogłaby sobie nie poradzić, sporo w swoim życiu czytała, no i zaliczyła kilka oficjalnych imprez Ministerstwa Magii.
Uniosła ostrożnie głowę w górę, dotykając przy tym jego szyi włosami. Trwało to ledwie chwilę, ale chciała spojrzeć mu w oczy. Rozumiała, że dobór stroju jest dość istotny, jednak nie wydawało jej się konieczne to, aby wychodził z taką inicjatywą. Zgodziła się być jego towarzyszką, ale to nie oznaczało, że pozwoli mu ponosić koszty związane z tym, jak będzie się prezentowała. Miała swoją dumę.
- Nie widzę potrzeby, abyś płacił za moją sukienkę, czy też sukienki. - Doceniała gest, ale nie wydawał się jej być potrzebny. Skoro potwierdziła mu, że chce z nim pojawić się na tym przyjęciu, czy tam potańcówce, to zdawała sobie sprawę z tego, że będzie wymagało to dodatkowych kosztów, na które mogła sobie pozwolić. Jasne, pewnie nie ubierze na siebie tych sukienek nigdy więcej, ale co z tego? Mogła je sobie kupić sama. Rozumiała intencje Benjy'ego, doceniała je, ale nie sądziła, aby faktycznie musiał zaprzątać tym swoje myśli.
- Starałam się być delikatna. - Mogłaby na pewno powiedzieć więcej na temat tego, co sądziła o nim, kiedy był Rookwoodem, zresztą wiele już mu wyśpiewała, to wystarczało. - W końcu przestaniesz mnie bajerować, wtedy może uda mi się znaleźć coś takiego. - Nie, żeby zamierzała szukać tego, w czym nie był dobry, raczej skupiała się na tym, co jej imponowało, a było tego sporo, więc pewnie nie tak łatwo przyjdzie jej znaleźć coś, z czym nie będzie sobie radził.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control