24.08.2025, 00:33 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.08.2025, 00:35 przez Millie Moody.)
– Słuchaj no, masz szansę zapytać go osobiście za moment, ja nie zamierzam donosić – parsknęła, choć w sumie sposób jaki to powiedziała i dobór słów był nader jednoznaczną odpowiedzią, która pozwalała odtworzyć bieg spraw.
Zaraz potem jednak się szeroko rozpogodziła, że Liszek nie okazywał nadmiaru zdrowego rozsądku i przystał na jej propozycje. W Księzycowym Stawie było wiele pokoi i to nie był absolutnie problem znaleźć wolny. Ale kilka dni z drącym mordę Thomasem przez ścianę nauczyły Miles bardzo skutecznie, że opłacało się mieć czynnik kojący możliwie blisko. Sen leczył rany. Nie tylko te na ciele.
– Słuchaj, trzy łóżka, to może będzie za ciasno na… nie wiem… życie? Albo chociażby Twoje rzeczy? Ale jeśli złączymy je i położymy odpowiednio dużo kocy na wierzch, to będzie wystarczająco miejsca dla każdego, ja jestem bardzo kompaktowe stworzenie. Poza tym Tommy już powiedział że to świetny pomysł!. – Ciężko powiedzieć, że ktoś mógłby promienieć skoro minęła ledwie doba od jednego z najstraszniejszych ataków na magiczną społeczność, ale Miles jakoś się to udawało.
I nawet kolejne pytanie nie zmieniło nic w tym szerokim uśmiechu, który łagodził jej rysy do tego stopnia, że ktoś mógłby posądzić ją o bycie miłą osobą.
– No kurwa, Liszek to żeś dojebał! Jestem z nim w takim samym stopniu jak z Tobą, więc możesz siebie zapytać, czy jesteśmy razem o! Chociaż… – zawahała się przez moment, zagarniając świeżą herbatę na tacę, a także worek ciastek, absolutnie normalna kolacja. Miles właściwie zamierzała porzucić dalsze plany ogarniania kuchni, na rzecz wciśnięcia w siebie ciastek i w Tomcia i w Liszka. – Chcesz coś mocniejszego? Wiesz… za duszę Twojej kuzynki? – zapytała dużo poważniej, dłonią błądząc w kierunku znanego zapasu. Sama z niego nie korzystała z powodu leków, ale w dzień taki jak dziś… Chyba odpuści sobie eliksiry wyciszające, na rzecz innych… Tych bardziej tradycyjnych.
Zaraz potem jednak się szeroko rozpogodziła, że Liszek nie okazywał nadmiaru zdrowego rozsądku i przystał na jej propozycje. W Księzycowym Stawie było wiele pokoi i to nie był absolutnie problem znaleźć wolny. Ale kilka dni z drącym mordę Thomasem przez ścianę nauczyły Miles bardzo skutecznie, że opłacało się mieć czynnik kojący możliwie blisko. Sen leczył rany. Nie tylko te na ciele.
– Słuchaj, trzy łóżka, to może będzie za ciasno na… nie wiem… życie? Albo chociażby Twoje rzeczy? Ale jeśli złączymy je i położymy odpowiednio dużo kocy na wierzch, to będzie wystarczająco miejsca dla każdego, ja jestem bardzo kompaktowe stworzenie. Poza tym Tommy już powiedział że to świetny pomysł!. – Ciężko powiedzieć, że ktoś mógłby promienieć skoro minęła ledwie doba od jednego z najstraszniejszych ataków na magiczną społeczność, ale Miles jakoś się to udawało.
I nawet kolejne pytanie nie zmieniło nic w tym szerokim uśmiechu, który łagodził jej rysy do tego stopnia, że ktoś mógłby posądzić ją o bycie miłą osobą.
– No kurwa, Liszek to żeś dojebał! Jestem z nim w takim samym stopniu jak z Tobą, więc możesz siebie zapytać, czy jesteśmy razem o! Chociaż… – zawahała się przez moment, zagarniając świeżą herbatę na tacę, a także worek ciastek, absolutnie normalna kolacja. Miles właściwie zamierzała porzucić dalsze plany ogarniania kuchni, na rzecz wciśnięcia w siebie ciastek i w Tomcia i w Liszka. – Chcesz coś mocniejszego? Wiesz… za duszę Twojej kuzynki? – zapytała dużo poważniej, dłonią błądząc w kierunku znanego zapasu. Sama z niego nie korzystała z powodu leków, ale w dzień taki jak dziś… Chyba odpuści sobie eliksiry wyciszające, na rzecz innych… Tych bardziej tradycyjnych.