24.08.2025, 11:25 ✶
(z Norą) wejście do sali bankietowej -> bar (tam gdzie jest Elliott, Philomena, Lorien, Aaron i Desmond)
— Komuś na pewno się to nie podoba? — podsunął z nutką niepewności w głowie, dalej wodząc wzrokiem między kolejnymi grupami gości, jakby próbował rozeznać się w tym do jakich kręgów towarzyskich Selwynowie wystosowali zaproszenia na premierę. — Osoby, które sprzyjają... Wiadomo komu... Mogą odczuwać pewną satysfakcję. Jakby na to nie patrzeć sami zwróciliśmy na siebie uwagę. Czy ktoś coś powie publicznie?
Wzruszył sztywno ramionami w geście niewiedzy. Longbottomowie na pewno uchodzili za sól w oku co poniektórych konserwatywnych rodzin, którym marzyło się, aby wszyscy przyjęli ich tradycjonalistyczny światopogląd. A tutaj trafiła im się rodzina czystej krwi, pełna stróżów prawa od pokoleń wałęsających się po korytarzach Ministerstwa Magii. I to jeszcze taka, która dość publicznie nawoływała do wspierania osób w gorszej sytuacji życiowej. Dodać do tego jeszcze brak poparcia dla działań Śmierciożerców, a twierdzenie, że Longbottomowie byli na czarnej liście czarnoksiężników stawało się równie prawdziwe, co sugestia, że ogień parzy. Stuprocentowa prawda.
— Podobno, kiedy człowiek ma ograniczone zasoby, to staje się bardziej kreatywny — odbił argument blondynki. — Będziemy musieli sobie radzić z tym co mamy. W najgorszym razie zaczniemy rozmawiać o najnowszych strategiach marketingowych, które mogą wykorzystać przedsiębiorcy, żeby się odbić po... po pożarach. Na pewno będziesz gadała jak najęta. Co jak co, ale na ten temat powinnaś mieć sporo do powiedzenia.
Wypuścił cicho powietrze z ust, gdy poczuł jej rękę na swojej. Gest ten dodał mu nieco otuchy. Gdyby to zależało od niego, to najchętniej skoordynowałby całą rodzinę pod względem koloru ubrań, zamknął ich w jednej loży, a potem wprowadził na salę bankietową w jednej wielkiej grupie. To na pewno przykułoby parę spojrzeń, a przy odrobinie szczęścia mogłoby odebrane jak znak jedności. A tak... Wszyscy się rozeszli na różne kąty sali. To też jakaś przewaga, skomentował cichy głosik z tyłu głowy Erika.
— Proponuję najpierw zajrzeć do baru — zdecydował, kierując się w stronę lady. — Przyda nam się jakiś napitek na początek. Ten jeden kieliszek szampana nie wystarczył mi nawet na pierwszą połowę sztuki.
Uśmiechnął się pod nosem, chociaż serce zaczęło mu bić nieco szybciej, gdy zdał sobie sprawę, co też za zbieranina tam na nich czekała. Widząc Lorien w towarzystwie ojca Millie i Alastora, zamrugał parokrotnie, co by upewnić się, że to na pewno była ona. W ciągu ostatnich miesięcy kojarzył jej obecność raczej z kręgami towarzyskimi Anthony'ego i Morfeusza niźli pracowników Biura Aurorów, ale... Kto wie? Może od lat byli dawnymi znajomymi? Do tego była jeszcze dwójka Malfoyów… I Philomena.
— Madame Mulciber — przywitał się najpierw z najstarszą członkinią grupy, pochylając lekko przed nią czoło.
Następnie podał dłoń Aaronowi, uśmiechając się do Lorien oraz Desmonda, aby koniec końców zwrócić się do Elliotta.
— Miło cię znów widzieć na salonach, Elliocie — odparł, taksując go uważnym wzrokiem. — I to jeszcze przy tak doborowej okazji. Scena artystyczna odradza się jak feniks, podobnie jak i ty wracasz do naszego towarzystwa.
— Komuś na pewno się to nie podoba? — podsunął z nutką niepewności w głowie, dalej wodząc wzrokiem między kolejnymi grupami gości, jakby próbował rozeznać się w tym do jakich kręgów towarzyskich Selwynowie wystosowali zaproszenia na premierę. — Osoby, które sprzyjają... Wiadomo komu... Mogą odczuwać pewną satysfakcję. Jakby na to nie patrzeć sami zwróciliśmy na siebie uwagę. Czy ktoś coś powie publicznie?
Wzruszył sztywno ramionami w geście niewiedzy. Longbottomowie na pewno uchodzili za sól w oku co poniektórych konserwatywnych rodzin, którym marzyło się, aby wszyscy przyjęli ich tradycjonalistyczny światopogląd. A tutaj trafiła im się rodzina czystej krwi, pełna stróżów prawa od pokoleń wałęsających się po korytarzach Ministerstwa Magii. I to jeszcze taka, która dość publicznie nawoływała do wspierania osób w gorszej sytuacji życiowej. Dodać do tego jeszcze brak poparcia dla działań Śmierciożerców, a twierdzenie, że Longbottomowie byli na czarnej liście czarnoksiężników stawało się równie prawdziwe, co sugestia, że ogień parzy. Stuprocentowa prawda.
— Podobno, kiedy człowiek ma ograniczone zasoby, to staje się bardziej kreatywny — odbił argument blondynki. — Będziemy musieli sobie radzić z tym co mamy. W najgorszym razie zaczniemy rozmawiać o najnowszych strategiach marketingowych, które mogą wykorzystać przedsiębiorcy, żeby się odbić po... po pożarach. Na pewno będziesz gadała jak najęta. Co jak co, ale na ten temat powinnaś mieć sporo do powiedzenia.
Wypuścił cicho powietrze z ust, gdy poczuł jej rękę na swojej. Gest ten dodał mu nieco otuchy. Gdyby to zależało od niego, to najchętniej skoordynowałby całą rodzinę pod względem koloru ubrań, zamknął ich w jednej loży, a potem wprowadził na salę bankietową w jednej wielkiej grupie. To na pewno przykułoby parę spojrzeń, a przy odrobinie szczęścia mogłoby odebrane jak znak jedności. A tak... Wszyscy się rozeszli na różne kąty sali. To też jakaś przewaga, skomentował cichy głosik z tyłu głowy Erika.
— Proponuję najpierw zajrzeć do baru — zdecydował, kierując się w stronę lady. — Przyda nam się jakiś napitek na początek. Ten jeden kieliszek szampana nie wystarczył mi nawet na pierwszą połowę sztuki.
Uśmiechnął się pod nosem, chociaż serce zaczęło mu bić nieco szybciej, gdy zdał sobie sprawę, co też za zbieranina tam na nich czekała. Widząc Lorien w towarzystwie ojca Millie i Alastora, zamrugał parokrotnie, co by upewnić się, że to na pewno była ona. W ciągu ostatnich miesięcy kojarzył jej obecność raczej z kręgami towarzyskimi Anthony'ego i Morfeusza niźli pracowników Biura Aurorów, ale... Kto wie? Może od lat byli dawnymi znajomymi? Do tego była jeszcze dwójka Malfoyów… I Philomena.
— Madame Mulciber — przywitał się najpierw z najstarszą członkinią grupy, pochylając lekko przed nią czoło.
Następnie podał dłoń Aaronowi, uśmiechając się do Lorien oraz Desmonda, aby koniec końców zwrócić się do Elliotta.
— Miło cię znów widzieć na salonach, Elliocie — odparł, taksując go uważnym wzrokiem. — I to jeszcze przy tak doborowej okazji. Scena artystyczna odradza się jak feniks, podobnie jak i ty wracasz do naszego towarzystwa.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞