24.08.2025, 11:54 ✶
— A... Czemu tego konkretnego zapachu? — zapytał z nutką zainteresowania w głosie, przyglądając się kadzidle. — To jakaś specjalna mieszanka ziołowa, które ma... eee… przeciwdziałać działaniom duchów? — Podrapał się na głowie. Nie znał się zbytnio na zjawach, a jego dotychczasowe doświadczenia ograniczały się raczej do nielicznych spotkań ze zmarłymi nawiedzającymi szkolne mury Hogwartu. — Słyszałem, że niektórzy próbują pieczętować swoje domy lub otulać je siatkami zaklęć przeciw zjawom... Nie wiem na ile jest to efektywne, ale o kadzidłach na duchy jeszcze nie słyszałem.
Z tyłu głowy kołatała mu myśl, że kowen Whitecroft na pewno posiadał podobne specyfiki. Bądź co bądź, co poniektórzy kapłani i kapłanki specjalizowali się w komunikacji z duchami lub wypędzaniu ich z tego świata. Na pewno potrzebowali do tego jakichś akcesoriów, żeby złagodzić cały proces. Albo jakoś przyciągnąć dusze zza zasłony, aby wzięły pod uwagę powrót na ten świat? Ciekawe, czy duchy są wrażliwe na zapachy, pomyślał niespodziewanie. Czy fanatyk herbaty owocowej zareagowałby jakoś szczególnie, gdyby próbowano go wywołać kadzidłami na bazie słodkich suszonych owoców?
Zmarszczył czoło, przyglądając się pudłom, którymi mieli się zająć. Faktycznie było ich nieco zbyt wiele, aby każdy przedmiot sprawdzali razem po kilka razy. Poza tym, to nie była pełna inwentaryzacja towaru. Na takową przyjdzie jeszcze czas, kiedy cały ten burdel po Spalonej Nocy w końcu zostanie uprzątnięty, a miasto wróci do swojego dawnego rytmu życia. Generalny remont, wymiana osprzętowania i ewidencja towarów obecnych na sklepie... Eliasz zaczynał odnosić takie dziwne wrażenie, że wszystkie te elementy reorganizacji pracowni przypadną na najgorszy możliwy okres w roku, czyli Yule. Kiedy połowa czarodziejskiej społeczności nagle zorientuje się, że chcą jakichś ozdób lub zmian w domach.
— Dobry pomysł — podjął Bletchley, wsuwając dłoń do kieszeni spodni i wyciągając z nich cały bloczek kolorowych znaczników w dwóch kolorach: zielonym i czerwonym. — Zielony na produkty, które nie ucierpiały, czerwone na te uszkodzone. Jeśli coś kompletnie nie nadaje się do oceny... Jeśli jesteś w stanie rozpoznać, co to było, odłóż na bok. Jeśli kompletnie rozwalone... Cóż, raczej i tak nie dojdziemy do tego, co to właściwie było.
Wręczył mężczyźnie pół bloczka i sam przeszedł na drugą stronę regału. Sam zamierzał zacząć do dołu i sukcesywnie piąć się po kolejnych półkach.
— Zawsze chciałeś być marynarzem czy to raczej kwestia przekwalifikowania się do innego zawodu? — zagaił, zaglądając do jednego z pudeł, aby zaraz zerknąć w stronę swego towarzysza.
Towarzysza, który nagle wcale nie wyglądał jak hinduski żeglarz... A ciemnoskóra kobieta. Elias rozchylił usta, pochylając się do przodu i wgapiając w kobietę ze skołowanym wyrazem twarzy.
Z tyłu głowy kołatała mu myśl, że kowen Whitecroft na pewno posiadał podobne specyfiki. Bądź co bądź, co poniektórzy kapłani i kapłanki specjalizowali się w komunikacji z duchami lub wypędzaniu ich z tego świata. Na pewno potrzebowali do tego jakichś akcesoriów, żeby złagodzić cały proces. Albo jakoś przyciągnąć dusze zza zasłony, aby wzięły pod uwagę powrót na ten świat? Ciekawe, czy duchy są wrażliwe na zapachy, pomyślał niespodziewanie. Czy fanatyk herbaty owocowej zareagowałby jakoś szczególnie, gdyby próbowano go wywołać kadzidłami na bazie słodkich suszonych owoców?
Zmarszczył czoło, przyglądając się pudłom, którymi mieli się zająć. Faktycznie było ich nieco zbyt wiele, aby każdy przedmiot sprawdzali razem po kilka razy. Poza tym, to nie była pełna inwentaryzacja towaru. Na takową przyjdzie jeszcze czas, kiedy cały ten burdel po Spalonej Nocy w końcu zostanie uprzątnięty, a miasto wróci do swojego dawnego rytmu życia. Generalny remont, wymiana osprzętowania i ewidencja towarów obecnych na sklepie... Eliasz zaczynał odnosić takie dziwne wrażenie, że wszystkie te elementy reorganizacji pracowni przypadną na najgorszy możliwy okres w roku, czyli Yule. Kiedy połowa czarodziejskiej społeczności nagle zorientuje się, że chcą jakichś ozdób lub zmian w domach.
— Dobry pomysł — podjął Bletchley, wsuwając dłoń do kieszeni spodni i wyciągając z nich cały bloczek kolorowych znaczników w dwóch kolorach: zielonym i czerwonym. — Zielony na produkty, które nie ucierpiały, czerwone na te uszkodzone. Jeśli coś kompletnie nie nadaje się do oceny... Jeśli jesteś w stanie rozpoznać, co to było, odłóż na bok. Jeśli kompletnie rozwalone... Cóż, raczej i tak nie dojdziemy do tego, co to właściwie było.
Wręczył mężczyźnie pół bloczka i sam przeszedł na drugą stronę regału. Sam zamierzał zacząć do dołu i sukcesywnie piąć się po kolejnych półkach.
— Zawsze chciałeś być marynarzem czy to raczej kwestia przekwalifikowania się do innego zawodu? — zagaił, zaglądając do jednego z pudeł, aby zaraz zerknąć w stronę swego towarzysza.
Towarzysza, który nagle wcale nie wyglądał jak hinduski żeglarz... A ciemnoskóra kobieta. Elias rozchylił usta, pochylając się do przodu i wgapiając w kobietę ze skołowanym wyrazem twarzy.